Z liczbą 33 089 zakażonych i 2182 zgonów Hiszpania jest drugim co do wielkości punktem zarzewia koronawirusa po Włoszech. Tydzień temu wprowadzono tam godzinę policyjną, wielu pracowników nie może, nawet gdyby chciało, iść do pracy, bo są zatrzymywani i cofani przez policję. Uderza to w sposób szczególny w rolników.

Południowa Hiszpania jest uważana za europejski ogród owocowo-warzywny. Prawie wszystkie owoce cytrusowe, truskawki i duża część pomidorów, papryki i ogórków, które obecnie przechodzą przez niemieckie sklepy jak Lidl czy Aldi, pochodzą z regionów Alicante i Huelva. Tylko w ubiegłym roku kraj wyeksportował 13,5 miliona ton owoców i warzyw, głównie do Niemiec. Zostały zebrane przez gospodarzy i pracowników sezonowych, których wynagrodzenie jest często niższe od ustawowego minimum. Jest to branża, w której wiele kwestii jest regulowanych nieformalnie, a presja cenowa jest ogromna. Staje się to problemem w czasach kryzysu.

Można to zobaczyć na przykład w transporcie. Wielu pracowników sezonowych nie ma prawa jazdy ani własnego samochodu, autobusy jeżdżą tylko nieregularnie na wsi i często są oddalone o wiele kilometrów od pól, szklarni lub magazynów. Kilku pracowników zwykle korzysta z jednego samochodu, aby dostać się do pracy. Obecnie, kiedy tylko jedna osoba może siedzieć w małym samochodzie, a naruszenia są karane grzywną w wysokości od 300 do 1000 euro, staje się to prawdziwym problemem dla rolników.