Oficjalnie kraj Kim Jong-una prowadzi badania na rzecz obronności. Wystrzeliwanie pocisków w 2020 oznacza przede wszystkim ustalenie jakie mają możliwości. Następca Kim Jong Ila wykształcił się w Szwajcarii na Międzynarodowej Szkole w Bernie. Przypomina to sytuację z lat Zimnej Wojny. Wtedy rzesza komunistycznych dyktatorów zdobywała wiedzę na europejskich uniwersytetach. Kim Jong-un wpisuje się te tradycje. Między 2002 a 2007 roku obecny przywódca zdobył podstawę teoretyczna dowodzenia w ramach Narodowego Koledżu Wojennego w Pyongyang. Od samego początku uczestniczył w przeglądzie wojska, jeszcze za życia swojego ojca. Również po nim przyjął strategię rządzenia opartą o kontrolę kraju za pomocą armii. Utworzył nawet w 2013 roku rękami Koreańskiej Partii Robotniczej Najwyższe Zgromadzenie Ludowe dające mu następne kompetencje.

Za jego władzy przyśpieszył program broni atomowej. Polityka państwa skoncentrowała się na działaniach w tym zakresie. Rozwój broni rakietowej jest tutaj tylko kontynuacją tego zjawiska. Dla osoby, która w 2013 straciła własnego wujka Jang Song-Thaeka, jak to ujęła Encyklopedia Britannica jako „usuwanie śmieci” kwestie takie jak spokój na arenie międzynarodowej mają drugorzędne znaczenie. Komentatorzy twierdzą, że śmierć Song-Thaeka była informacją, że Korea Północna zrywa z Chinami. Wywiad Korei Południowej donosi, że usuwanie obywateli przez reżim Kim Jong-una jest normą. W takich warunkach pojawienie się sił ograniczających zapędy władzą jest ograniczone.

Korea Północna w ostatnim teście wystrzeliła rakietę w kierunku Japonii. Wylądowała ona w morzy zanim przebyła czterysta dziesięć kilometrów. Wzleciała przy tym na wysokość pięćdziesięciu kilometrów. Od początku marca 2020 jest to trzeci taki test. Zdaniem Korei Południowej i szefa jej połączonych sztabów „taka akcja wojskowa Korei Północnej jest wysoko nieodpowiednia w czasie kiedy COVID-2019 sprawia problemy na całym świecie”.

System komunistyczny Północnej Korei utrudnia odkrycie, co się właściwie dzieje w kraju. Pojawiają się, wedle redaktora Rintaro Nishimury doniesienia między innymi o potrzebie pomocy międzynarodowej w zakresie rozpoczęcia testów na koronawirusa. Stanowi on bowiem duże zagrożenie dla systemu. Jednocześnie wedle ustaleń Nishimury dochodzą wieści o dwustu żołnierzach zabitych przez koronawirusa, a czterech tysiącach poddanych kwarantannie. W tym kontekście testowanie broni jest również sygnałem dla własnego narodu o sile kraju. Rządowa tuba propagandowa Rodong Sinmun na swych łamach ukazał między innymi zdjęcia przywódcy obserwującego wystrzelenie rakiety. Taki obrazek w gazie tworzy przekaz, że kraj utrzymuje spójną politykę w zakresie radzenia sobie z problemami. Komunizmowi zagrażają, bowiem fakty. Niewydolność ekonomiczna i wskazanie na korzyści z odrzucania socjalizmu uderzają w posunięcia Kim-Jong-una i dlatego tego rodzaju treści są cenzurowane.

Włodarz Korei Północnej początkiem Nowego Roku zauważył, że pociski balistyczne stanowią cel do osiągnięcia dla „budowania naszej siły zdolnej do zatrzymania obcych sił w porcie i nie mających odwagi do targania się na naszą suwerenność”. Zapowiadał również, że wkrótce pojawi się nowa broń strategiczna. Między innymi próby z dwudziestego pierwszego marca 2020 mogą być tego wyrazem.

Stanowią również szansę, że wskutek czynienia zagrożenia między innymi Stany Zjednoczone pójdą na ustępstwa względem Korei Północnej dla uspokojenia sytuacji międzynarodowej. Tego rodzaju taktyka zakłada, że wskutek tworzenia zagrożenia inni ugną się dla uniknięcia dodatkowych problemów skoro walczą z pandemią koronawirusa. Zdaniem Ramona Pacheco Pardo z King’s College London „Kim Jong-un podejmuje naprawdę ciężkie próby do stworzenia obrazu, że wszystko jest dobrze”. Już teraz liczba chorych na amerykańskim okręcie wojennym stanowi tajemnicę państwa, bo wskazuje na realną siłę, lub słabość kraju. Tak samo dzieje się z Koreą Północną. Straszy rakietami, co dalej walczy o realizację komunistycznych celów reżimu.

Jacek Skrzypacz