Istotą tak zwanego eksperymentu Kentlera było to, żeby  „trudne i opóźnione umysłowo” dzieci mogły skorzystać z uwagi seksualnej dorosłych. Ta kontrowersyjna próba została nazwana na cześć niemieckiego psychologa i pedagoga Helmuta Kentlera, który popierał teorię, według której  „pedofilia może mieć pozytywne konsekwencje”. Pod koniec lat 60. Kentler przekonał władze samorządowe  Berlina Zachodniego, że bezdomni i pozbawieni rodziców chłopcy chętnie przyjmą pedofilów jako przybranych rodziców. Kentler twierdził nawet, że chłopcy pokochaliby swoich „nowych ojców”.

Według informacji do których dotarł The Times, jednym z chłopców o imieniu Marco  zajmował się pedofil, po tym jak  był on wcześniej wykorzystywany  przez swojego biologicznego ojca. W 1989 roku, w wieku sześciu lat, poszedł pod opiekę Fritza H. Rok później jego przybrany ojciec zaczął go odwiedzać w swoim pokoju i „głaskać go”. W wywiadzie dla niemieckiego magazynu Der Spiegel Marco opisał, że Fritz H. wielokrotnie bił i gwałcił go przez następne dziesięć lat. Dopiero gdy Marco był na granicy pełnoletności, był w stanie oprzeć się zwyrodniałemu gwałcicielowi. Kolejną ofiarą Fritza H. był chłopiec, który pojawia się w aktach sprawy pod imieniem Sven. Jego rodzice porzucili go w wieku siedmiu lat, a chłopiec spędzał czas na ulicach Berlina. Brak troski rodziców o syna stał się przyczyną wykorzystania go w eksperymencie. Według niemieckich mediów Fritz H. kręcił filmy wideo w trakcie  molestowania chłopców, starając się jak najbardziej odizolować swoje ofiary od świata zewnętrznego. Od 1974 r. władze berlińskie powierzyły czterech chłopców Fritzowi H..
Również chłopiec znany jako Sacha mieszkał w mieszkaniu z Marcem i Svenem, zaniedbany przez przybranego rodzica i odmówił mu opieki medycznej, co w 2003 roku doprowadziło do jego śmierci z powodu zapalenia płuc. Ile dzieci zostało poddanych ogółowi eksperymentowi Kentlera, nie jest jasne, ponieważ dokumentacja okresowa niemieckich urzędów w tym zakresie nie  jest przejrzysta i kompletna. Według niemieckich mediów śledczy mają wiedzę o  dziewięciu ofiarach.

Cztery lata temu berlińskie władze zleciły dokładne dochodzenie w sprawie skandalu ekspertów z Uniwersytetu w Getyndze. Ale jak na razie brak raportu końcowego. „Dlaczego eksperci nie rozmawiali o tym eksperymencie? Dziwi nas także ”- powiedział Der Tagesspiegel naukowiec Meike Baader, który jest zaangażowany w dochodzenie. Raport końcowy będzie oparty na zeznaniach ofiar, świadków oraz dostępnych oficjalnych dokumentach.

Na początku eksperymentu Kentler, który zmarł w 2008 roku, był uważany za jednego z wiodących niemieckich seksuologów. Często pracował jako świadek. Psuedonaukowiec był  dumny z faktu, że za jego sprawą uwolnionych zostało kilku pedofilów. W 1970 roku wezwał Bundestag do dekryminalizacji płci między dorosłymi i dziećmi. Twierdził, że nastolatki „prawie zawsze cierpiały o wiele bardziej  z powodu ścigania gwałcicieli niż z powodu samych nadużyć względem nich” (sic!).

Dziewięć lat później Kentler opublikował książkę, w której przedstawił liczne badania naukowe które popierały jego chore teorie na temat braku  negatywnych skutków pedofilii. Mimo,  życie Marca i Svena pokazuje coś wręcz przeciwnego. Lata przemocy odcisnęły silnie piętno na życiu obu mężczyzn. W 2016 r. złożyli oni oficjalną skargę w trakcie posiedzenia rady miasta Berlina.

Senat Berlina zgodził się  wypłacić odszkodowanie obu mężczyznom w ramach ugody pozasądowej. Jednak nie było jeszcze porozumienia w sprawie jego kwoty. Adwokat jednej z ofiar żąda kwoty sto tysięcy euro  i miesięcznego czynszu w wysokości dwóch i pół tysiąca euro, ponieważ jego klient ze względu na traumatyczne przeżycia, których doświadczył nie jest w stanie pracować. Do tej pory Berlin jedynie stwierdził, że pracuje nad „rozwiązaniem, które zaspokoi interesy osób niepełnosprawnych”, ale nie ujawnił ostatecznej wartości ugody.

Arkadiusz Miksa