Na łamach Big Data and Society z Centrum Badań Socjologicznych w Leuven na terenie Belgii Gert Meyers oraz Ine Van Hoyweghen zajęli się tematem ubezpieczeń dla kierowców. Wedle ich oceny nie będzie to kwestia wypełnienia odpowiedniego formularza i czekanie na analizę przez maszynę. Dziś firmy ubezpieczeniowe idą dalej. Wykorzystywanie czujników tętna z zegarków sportowych już wkrótce będzie jednym z punktów w trakcie szacowania zdolności kredytowej i między innymi ryzyka wypadku. Za pomocą czujników w dzisiejszych telefonach komórkowych sprawa ta jednak będzie ulegała dalszemu pogorszeniu, bo łączy się z odzieraniem nas z prywatności.

Belgowie w 2016 roku zajęli się już śledzeniem zachowań pięciu tysięcy ochotników. Dzięki tak zebranym danym firmy ubezpieczeniowe uzyskują dane jakie przekładają się na wytyczne odnośnie wysokości składek. Elementem tego systemu będzie Internet Rzeczy. Oznacza to, że z jednej strony ludzie dostają narzędzia do zwiększenia ich wygody, bo na przykład ich lodówka zbada jaka jest pogoda za oknem, lecz jednocześnie może być donosicielem, lub być elementem koniecznym do uzyskania zniżki.

Takie scenariusze w ramach Apple Watch już wcielił producent iPhone. Producent jabłuszek oferuje zniżki i nagrody w ramach różnych usług za prowadzenie zdrowego stylu życia. Sens takich działań sprowadza się do rzeczy prozaicznej. Zdrowy klient będzie dłużej korzystał z ekosystemu. Również wskutek gratyfikacji ulegnie zwiększeniu jego związek z marką, bo od razu zyska informacje, że jego zachowania prozdrowotne przekładają się na oszczędności. Tylko, że ceną za to jest udostępnianie o sobie informacji medycznych. Oprócz maszyny do bezpośredniego wglądu w serce, a ściślej w zapis jego pracy, ma ten kto oferuje zniżki.

Firmy Oscar i Vitality stały się pionierami na amerykańskim rynku podobnych rozwiązań. Kilka lat wcześniej opracowały „ubezpieczenia oparte o personalizację behawioralną”. Kryje się w tym pewna semantyczna pułapka. Personalizacja oznacza, że coś jest przygotowane pod konkretną osobę. Zawsze tak jednak było z ubezpieczeniami, iż inaczej traktowały właściciela floty pojazdów dostawczych, a inaczej zwykłego Kowalskiego. Nie ma w tym nic innego. Posiłkowanie się statystykami wypadków, jakie ktoś miał na swoim koncie, również jest czymś obecnym od dawien dawna w tej branży. Behawioralność, czyli zachowanie, w tym zakresie oznacza coś innego - analizę stylu życia na bieżąco, a nie po fakcie.

Do tej pory firmy ubezpieczeniowe jeśli wykrywały, iż ktoś miał wypadek zmieniały stawki. Traktowały również osoby poniżej dwudziestego piątego roku życia jako mniej odpowiedzialne, co poniekąd potwierdzają statystyki ich większym udziałem w wypadkach niż osoby ponad tym przedziałem wiekowym. Idea „Pay as you live” wywodzi się z koncepcji Big Data. Sprowadza ona ludzi do statystyk, co swego czasu krytykował Neil Postmann w „Technopolu”.

Obecne modele wywodzą się z modeli oceny ryzyka, jakie wynikają z analiz pod kątem płci, grup wiekowych, sposobu zatrudnienia i tym podobnych. Tu zaś mowa między innymi o wprowadzaniu dla osoby ubezpieczanej nowej kategorii stylu jazdy. Na terenie Europy takie rozwiązanie napotyka jednak problemy, bo może być uznane za dyskryminację. UBI (Usage-Based car Insurance) wykorzystuje telemetrykę. Innymi słowy firma ubezpieczeniowa za pomocą komputera oceni w jakich dniach, jak jeździliśmy, a do tego jeszcze chce, abyśmy jej podali pełną kartotekę medyczną.

Wedle cytowanych badaczy model ubezpieczeniowy UBI, czyli „płacisz jak jeździsz autem” wpierw zadomowi się w Wielkiej Brytanii oraz we Włoszech. Na terenie Belgii Royal Direct w 2016 wprowadził element tej formy ubezpieczenia - spisywanie stanu licznika, określane jako „ubezpieczenie kilometrowe” (kilometerverzerkering). U swych założeń firma kierowała ten rodzaj usług również do osób jakie jeżdżą o wiele mniej niż średnia.

System śledzenia klientów na chwilę obecną pomija stosowanie łączy OBD z aut ze względu na cenę. Trwają jednak przymiarki, aby ludzie udostępniali dane ze swoich telefonów komórkowych. Wtedy odpowiedzialność na dostarczeniu sprzętu spada na klienta, a ubezpieczyciel zyskuje dane po niższych kosztach. Stanowią one alternatywę dla badań podejmowanych na grupach kontrolnych. Wedle ubezpieczycieli fakt, że będą wiedzieli o nas więcej uczyni nas szczęśliwymi.

Jacek Skrzypacz