Kiedy PO próbowało przeforsować głosowanie korespondecyjne dla osób niepełnosprawnych, PiS oburzał się (i jak wydaje się słusznie), że to może być pole do nadużyć, że trudno zweryfikować, czy to naprawdę dany wyborca oddał głos, czy komuś nie zabrano kart do głosowania, czy na wielu etapach nie doszło do fałszerstw. Teraz ten sam PiS serwuje nam, a przynajmniej próbuje, bo w grze jest jeszcze senat, który będzie pewnie starał się opóźnić całą sprawę, głosowanie korespondecyjne w skali całego kraju.

Konrad Piasecki skomentował to następująco: "Bywaly czasy demokracji socjalistycznej. Bywały i demokracji liberalnej. Teraz będą czasy demokracji korespondencyjnej".

Opozycja zapowiedziała wniosek do prokuratury, bo jak twierdzi, posłowie Barbara Dziuk czy Robert Telus nie byli obecni w sejmie, a ich głosy odnotowano.

Można powiedzieć, jeśli jest się zwolennikiem obecnej władzy, że PiS z pewnością wyborów nie sfałszuje. Ale przecież nie będzie rządził wiecznie, a to rozwiązanie to wymarzone narzędzie w rękach wszystkich, którzy będą chcieli je falszować.