Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wedle nowej teorii spiskowej używają sieci komórkowej do rozsiewania koronawirusa. Nie ma to żadnego poparcia w faktach znanych medycynie. Sam pomysł ociera się o absurd. Nie jest znane nauce zjawisko rozpowszechniania się substancji biologicznej za pomocą komunikacji cyfrowej. O skali jednak tego mitu świadczy, że już w Afryce, między innymi w Nigerii oraz Republice Południowej Afryki pojawiły się petycje na rzecz rozwoju sieci piątej generacji w tych krajach.

Za rozpowszechnianiem się koronawirusa Covid-2019 stoi rzekomo fakt, że Chińczycy wkroczyli na rynek sieci komórkowych i zajęli się tworzeniem infrastruktury koniecznej dla rozwoju 5G. Cała sprawa ukazuje, jak bardzo zaniknęło u niektórych myślenie oparte o przesłanki poprzedzające wnioski. Opisane przed dwoma tysiącami lat, a ściślej trzy wieku przed Chrystusem zasady logiki Arystotelesa zostały dziś odrzucone. W efekcie wiele osób uległo masowej histerii podpartej nowoczesnością. Jednym z błędów jest uznawanie korelacji za fakt. Istnienie sieci piątej generacji w miejscach najbardziej dotkniętych koronawirusem na pierwszy rzut oka ukazuje, że istnieje związek. Po prostu miejsca wprowadzenia sieci 5G oraz trwania epidemii pokrywają się. Jednak sieci komórkowe nie są ani przyczyną całego zjawiska, ani nie powodują zwiększenia zakażeń.

Bliższe prawdzie jest wyjaśnienie, że rozwój infrastruktury ma między innymi wpływ na skalę gospodarki, czy poruszania się ludzi. Tam, gdzie jest problem z dodzwonieniem się nie stanowi miejsca atrakcyjnego dla inwestorów do sytuowania strategicznych magazynów, czy jako centra ruchu lotniczego. Błąd w myśleniu prezentuje między innymi tutaj błąd akcydentalizacji - wyciągania wniosku bez uwzględnienia istotnych szczegółów. Pojawia się tu chociażby ontologiczna zasada sprzeczności, że jednocześnie sieci komórkowe powodują zarażenie koronawirusem (wpływ na wirusy) i jednocześnie go nie mają, bo nie posiadają tutaj biologicznych czynników oddziałujących na wirusy.

Źródłem dla ruchu zwalczania „koronawirusa z 5G” jest Facebook. Stąd między innymi wypłynęły groźby w kierunku inżynierów w Wielkiej Brytanii. The Guardian odnotował, że technicy związani z firmami telekomunikacyjnymi spotkali się z wyzwiskami w czym swój pośredni udział miały takie postaci, jak Amanda Holden. Irish Mirror doniósł, że ta urodzona w Hampshire sędzia z brytyjskiego „Mam talent” uczestniczyła w petycji przeciwko 5G. Teraz jednak twierdzi, że link do niej wysłała przypadkiem na Twitter.

Ów przypadek, razem z innymi źródłami doniesień zaowocował, że pojawiły się podpalenia masztów sieci komórkowych. Obok „walki z koronawirusem” oznacza to nic innego, jak utrudnienie komunikacji służbom ratowniczym i zwykłym osobom. O ile są możliwości wykazywania innego wpływu 5G na zdrowie ludzi powiązanie ich z pandemią jest po prostu nadużyciem. Jeśli by te doniesienia okazały się prawdziwe, niczym w powieści Stephena Kinga, wszyscy użytkownicy telefonów w 5G, czyli obywatele czterdziestu krajów, bez wyjątku by zachorowali. Tak między innymi wykazał brytyjski ośrodek Full Fact.

Facebook już usunął grupę „walczącą z koronawirusem 5G”. Cała sprawa ma o tyle znaczenie, że Wielka Brytania, jak doniosła angielska organizacja zrzeszająca chirurgów, że na Wyspach czekają na „naszą chwilę Pearl Harbour lub naszą chwilę 11 września”, co oznacza, że w świetle statystyk mowa o czymś o tak doniosłych skutkach, jak atak na  wieże Światowego Centrum Handlu (WTC).

Spalenie masztu w Tyseley nieopodal Birmingham ukazuje, że szczególnie w obecnej sytuacji w jakiej się znajdujemy ważna jest analiza faktów i wyciąganie wniosków. Dzięki temu jest możliwe ocalenia się przed głosicielami spisków.

Jacek Skrzypacz