Na chwilę obecną jednoznaczne wypowiadanie się o koronawirusie nie jest możliwe ze względu na podziały w środowisku naukowym. Istnieją teorie, ale nie ma jeszcze wystarczających ustaleń dla wyciągania jednoznacznych wniosków. Tym samym jest dziwne, że głosy ukazujące inne spojrzenie na przejęte procedury są pomijane i usuwane z sieci. Powinny być analizowane w ramach przejrzystości ruchów podejmowanych do walki z epidemią. Działania YouTube ukazują, że wolność słowa w sieci jest iluzją. Skoro wypowiedź epistemologa nie ma prawa do zaistnienia, co powiedzą osoby ujawniające fakty niewygodne dla organizacji międzynarodowych, czy rządów?

Działania na platformie YouTube, jak wskazał cytowany Heck zmierzają do usuwania głosów jakie są przeciwne oficjalnym wytycznym rządu. Zdjęte nagranie trafiło do miliona trzystu tysięcy widzów. Kto wie, czy u części z tych widzów nie stało się przyczyną obserwowanych w USA demonstracji, aczkolwiek to są już spekulacje.

Zdaniem doktora Knuta Wittkowskiego dystans społeczny spowoduje utrwalenie się pandemii, jej rozciąganie w czasie, a nie jej zwalczenie. Wedle Amerykańskiego Instytutu dla Badań Ekonomicznych  (AIER) cytowany naukowiec zdobył tytuł doktora informatyki na Uniwersytecie w Stuttgarcie. Habilitował się z biometrii medycznej na Uniwersytecie Eberhard-Karls w Tuüingen. Przez piętnaście lat pracował z epistemologiem Klausem Dietzem, znanego jako twórca terminu „podstawowej liczby odtwarzania”, czyli koncepcji ile osób zaraża innych po tym, jak jest chore, jaka została opisana przez niego w Statistical Methods in Medical Research.

Wittkowski na Uniwersytecie Rockefellera badał rozpowszechnianie się HIV. Tutaj był szefem Wydziału Biostatystyki, Epistemologii i Projektowania Badań. Obecnie jest szefem firmy Asdera. Zajmuje się badaniami nad poszukiwaniem lekarstw na złożone choroby w oparciu o metody związane z analizą genomu.

Wedle jego oceny dla analizy koronawirusa ma fakt, ze osiemdziesiąt procent zakażeń nie wykazuje objawów. Wskazuje, że dzieci dobrze radzą sobie z tego rodzaju infekcjami. Wychodzi wręcz z założenia, że wzajemne zakażanie się przez nie w miejscach wspólnego pobytu jest korzystne dla ich zdrowia (sic!). Jego wizja walki z koronawirusem opiera się na odsuwaniu tylko osób starszych od reszty społeczeństwa przy pozostawieniu reszty bez zmian. Sądzi, że po czterech tygodniach izolacji staruszków by bez żadnego ryzyka zyskali możliwość spotykania się z wnuczkami oraz swoimi rodzinami.

O ile większość państw postawiła na ograniczenie dla ogółu ludności jego wizja zakłada uzyskanie odporności na zasadzie zarażenia osób młodych, a po skończeniu się okresu bezpieczeństwa włączenie ludzi najbardziej podatnych dla społeczeństwa. Uważa, że taki mechanizm pozwala na pozbycie się koronawirusa w ciągu czterech tygodni. Wskazuje, że spłaszczenie krzywej zakażeń powoduje rozciągnięcie problemu w czasie i nie widzi tutaj wskazań do takich działań. W oparciu o dane z SARS jest przekonany, że jest to podobny rodzaj epidemii. Efektem tego jest przy braku działań po dwóch tygodniach następuje szczyt, a po następnych dwóch tygodniach już go nie ma.

Uważa, że w obecnym czasach technologii informacyjnych Chiny nie mają możliwości utrzymania informacji o liczbie zakażonych, co oznacza, iż przekazywane przez nich informacje o zmniejszaniu się liczby zakażonych uważa za wiarygodne. Uważa, że jakby rząd Stanów Zjednoczonych nie podjął żadnych działań mierzyłby się z dwudziestoma pięcioma tysiącami przypadków dziennie a dwoma procentami osób mającymi objawy to około pół tysiąca przypadków na dzień. Przy założeniu połowy wymagających leczenia doliczył się, że przeciętnie około dwustu pięćdziesięciu osób by wymagało pobytu w szpitalu. Zarazem wylicza, że dwa procent osób by wymarło, co daje wedle jego obliczeń w ciągu miesiąca by zmarło dziesięć tysięcy osób. Dla porównania z powodu grypy w Stanach Zjednoczonych zdaniem Wittkowskiego umiera trzydzieści pięć tysięcy osób co sezon.

Takie poglądy ma epidemiolog z trzydziestopięcioletnim stażem. Jego spojrzenie uderza w przyjęte reguły postępowania. O ile łączy koronawirusa z epidemiami podobnymi do grypy warte jest zaznaczenia, że pomija chociażby kwestię potencjalnych powikłań. W przypadku części chorób skutki uboczne pojawiają się nawet czterdzieści lat później. Prawdopodobnie za około trzy do pięciu lat pojawiają się już wyczerpujące analizy ukazujące sposób walki z epidemią przy uwzględnieniu tego, co powoduje koronawirus w ludzkim organizmie w dłuższym okresie niż samo zarażenie. Do tego czasu jednoznaczna ocena jest niemożliwa ze względu na brak danych. Wymaga jednak uwagi, że YouTube cenzuruje wypowiedzi, co skłania do wniosku, że najpewniejszym źródłem wiedzy są książki, a nie sieć.

Jacek Skrzypacz