Projekt tego raportu jest równocześnie wstępnym projektem rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie procedury z artykułu 7. Test ten wyraża zaniepokojenie dotyczące procesu wyborczego, niezależności sądownictwa i ochrony praw podstawowych w Polsce. Dokument złożony jest z tekstów przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy. Zarzuty rozpoczynają się od „upolitycznienia’ Trybunału Konstytucyjnego w 2016 roku a kończą na tym, że polski parlament nadal uchwala ustawy pomimo braku praworządnego Trybunału Konstytucyjnego.
 
Jednocześnie europejski organ wyznaje w raporcie żal z powodu ciągłych odmów Rady Europejskiej podjęcia procedury z artykułu 7 przeciwko Polsce pomimo skierowania przez Parlament Europejski takiego wniosku w 2017 roku. Rada krytykowana jest także za to, że temat ten nie był w ogóle poruszany do końca 2018 roku. Europosłowie narzekają także w raporcie, iż artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej ma i tak zbyt wąski zakres zastosowania i że należałoby poszerzyć zakres zainteresowania Rady do wszystkich możliwych zagrożeń dla demokracji i praw podstawowych. Konkluzja sprawozdawcy jest taka, iż trzeba koniecznie szybko ustanowić nowy (pozatraktatowy) mechanizm monitorowania demokracji, praworządności i praw podstawowych, dający możliwość wstrzymania wypłat z funduszów europejskich w przypadku stwierdzenia naruszenia „wartości europejskich” w danym kraju członkowskim Unii.
 
Prawa podstawowe o jakich mowa w projekcie raportu to między innymi prawo do aborcji. Na Polskę spadła krytyka za to, że w czasie trwania pandemii w polskim parlamencie debatowano nad projektami obywatelskimi w sprawie aborcji eugenicznej i edukacji seksualnej. Niestety w raporcie trudno szukać informacji o tym, iż zgodnie z konstytucją Sejm musiał w ciągu pół roku od pierwszego posiedzenia nowej kadencji zając się tymi projektami w pierwszym czytaniu.
 
Krytyka dotknęła także debaty w Parlamencie o możliwości wydłużenia mandatu Andrzeja Dudy, co wymagałoby zmiany konstytucji. Krytyce zostały poddane niemal wszystkie reformy rządzącego ugrupowania od 2015 roku. Krytyka nie dotknęła jednak rozwiązań związanych z polityką socjalną. Poruszona została kwestia powstania w Polsce tak zwanych „stref wolnych od ideologii LGBT”. W uzasadnieniu do projektu pojawia się taki zapis: „Sprawozdawca ubolewa nad tym, że pojawiają się w Unii Europejskiej strefy ogłaszające się jako wolne od ideologii, które nawet nie istnieją”.

Projekt raportu wzywa także Komisję Europejską do zażądania od Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zawieszenia Izby Dyscyplinarnej, Krajowej Rady Sądownictwa i Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego. Sprawozdawca Komisji Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego uważa, że swoją głośną decyzją z 19 listopada 2019 r. TSUE dał wszystkim polskim sądom prawo do tego, aby nie uznawać ważności wyroków innych sądów, w których sędziowie orzekający zostali powołani przez zreformowaną KRS. Tak naprawdę TSUE upoważnił jedynie polski Sąd Najwyższy do takiej decyzji, czym i tak wykraczał już daleko poza swoje uprawnienia wynikające z traktatów, co, jak potwierdził polski Trybunał Konstytucyjnym wyrokiem z 20 kwietnia, stoi w sprzeczności z polską konstytucją.
 
Szefową grupy zajmującej się monitorowaniem praworządności i praw podstawowych jest holenderka Sophie in t’ Veld. Jest ona od kilku lat znana z zaangażowania w walkę z polskim rządem. To ona, wygłaszając przemowę w Parlamencie Europejskim w charakterze sprawozdawczym w trakcie debaty o Polsce w 2016 roku, mówiła po wystąpieniu profesora Legutki: - Panie Legutko, domaga się Pan szacunku, a zatem dlaczego Wy nie szanujecie innych? Nie macie szacunku dla praw kobiet, ani dla ludzi LGTBI, dla ludzi, którzy nie wyznają Waszej religii czy ludzi, którzy nie podzielają Waszej opinii. Co jest dla mnie uderzające, to stopień podobieństwa między programem rządu PiS a rządem Putina. (…)Potrzebny jest nam prawdziwy, szeroki mechanizm, który będzie miał zastosowanie do wszystkich państw członkowskich, aby nie pozwalać na to, że to państwa członkowskie same będą rozstrzygać we własnej sprawie – mówiła holenderska europosłanka.
 
Co ciekawe szefowa komisji ds. praworządności w jednym ze swoich wpisów na facebooku w 2016 roku przyznała, że badaniem praworządności powinna zostać objęta np. Francja jednak wybór Polski i Węgier podyktowany został względami politycznymi. Jak widać więc Polska nie ma w Parlamencie Europejskim dobrych notowań. Nie pomaga w tym na pewno postawa części polskich europosłów, którzy skutecznie lobbują przeciwko naszemu krajowi.
 
DZ
Źródło: dorzeczy.pl