Artykuł o wymownym tytule „Haker jaki ocalił Internet” rozpoczyna się od opisu rodem z kina Hollywood. Bohater, uznany w oczach innych, mu podobnych wkracza na konferencję bezpieczeństwa Defcon. Obok niego pojawiają się tłumy. Dążą do tego, aby chociaż poświęcił im chwilę. Pracujący dla rządów i firm tak zwani „biali hakerzy” stawiają dwudziestotrzylatkowi drinki. Przypomina  w tym opisie nikogo innego, jak gwiazdę rocka, ale nowych technologii.

Opis kończy się, jak zatrzymują go agencji FBI schowani w SUV. Jego bohaterstwo sprowadzało się do odkrycia tajnego wyłącznika w wirusie WannaCry. Siejący spustoszenie kod niszczy cyfrowy świat i jedna osoba staje mu na drodze - wedle opisu w Wired jest nim Marcus Hutchins. Wygląda w tekście na ofiarę. Zarazem jednak tekst z 2020 roku pomija, co już napisała w 2017 roku analityczka Dawn Kawamoto. Znany był w sieci jako „MalwareTech”. Stworzył oprogramowanie Kronos jakie zostało użyte do kradzieży pieniędzy z kont. Za opłatą trzech tysięcy dolarów złośliwy kod został udostępniony każdemu chętnemu. Tak rodził się botnet jaki później między innymi dzięki handlowi na czarno rynkowemu bazarowi AlphaBay w Dark Web trafiał do dalszych zainteresowanych.

W 2015 roku w rozprawie sądowej padły zarzuty, że Hutchins dokonał aktualizacji kodu Kronosa. Dwa miesiące przed konferencjami bezpieczeństwa Black Hat i Defconn zainteresowały się nim sądy w Stanach Zjednoczonych. Zarazem pojawiły się głosy, że sieciowy komunista został źle zrozumiany. Na dowód Swati Woodward wskazał, że na Twitter prosił o próbkę Kronos, tego samego jakiego miał być twórcą. Alan Woodward z kolei wskazywał, że on tylko śledził Kronosa, co wywołało niezrozumienie w Federalnym Biurze Śledczym.

Z więzienia został jednak po kilku godzinach zwolniony. Wired ukazało go jako ofiarę, bo służba graniczna zatrzymała go, a fakt posiadania małej dawki narkotyków uznała za „niegroźną”. Kwestia używania marihuany została zbagatelizowana. Za to pojawiła się historia, jak w latach dziewięćdziesiątych na komputerze rodziców młody Brytyjczyk uczył się języka programowania stron internetowych HTML i pisania skryptów w Basic. W szkole wykorzystywał swoje umiejętności do obchodzenia zabezpieczeń w celu instalowania gier komputerowych przy wykorzystaniu kodu umieszczanego w edytorze tekstu Microsoft Word.

Matka chłopca nakładała mu ograniczenia w korzystaniu z maszyny. On jednak obchodził zabezpieczenia, czym po raz kolejny pokazał, że za nic ma koncepcję autorytetu w swoim życiu. Pozbycie się połączenia z Internetem z domu nic nie dało, bo jak twierdziła sama matka „był od nas sprytniejszy”. Efektem tego było, jak wszedł w kontakt z innymi sieciowymi komunistami, Wired posiłkuje się w oryginalnym tekście słowem „hakerzy”, zaczął od kradzieży haseł innych osób i udostępniania narzędzi, aby inni tak samo robili. Obok tego również niedosypiał i wyglądał zdaniem matki, jak cień człowieka. Czas spędzał na tworzenia programów.

Po przeprowadzeniu się z nim rodziców na wieś barykadował się w pokoju, jadł pizzę z mikrofalówki oraz ukrywał, co robi przed komputerem. Po zamknięciu pierwszego forum haktywistów na MSN Hutchins przeniósł się na HackForum. Tutaj członkowie szukali sposobu na popisanie się jeden przed drugim swoimi umiejętnościami. Jako piętnastolatek stworzył pierwszy botnet. Przejął kontrolę nad ośmioma tysiącami komputerów. Wykorzystywał niewolniczą siłę roboczą do zarabiania pieniędzy przez udostępniania im innym jako usługę do wynajęcia. Odpowiadał pośrednio za czynione przez nich ataki na konta na Facebook, czy ataki przeciwko innym członkom społeczności hakerów. Jako szesnastolatek handlował już złośliwym kodem na Exploit.in, czy Dark0de. Pod pseudonimem Vinny budował swą sławę jako twórca wirusów komputerowych.

Stworzył między innymi narzędzie do tworzenia i posługiwania się wirusami UPAS kit, sprzedawane za bitcoin. Tworzył narzędzia jakie pozwalały na włamywanie się do banków, co „budziło w nim mieszane uczucia”. Jednak nie zaprzestał swojej działalności. Kodował i brał amfetaminę. Przełom w jego życiu rozpoczął się z chwilą, jak zaczął przechodzenie na drugą stronę. Odkąd zajął się pisaniem narzędzi do śledzenia botnetów zyskał możliwość przejścia na drugą stronę i zyskania uznania.

Przyjrzenie się jego osobie ukazuje człowieka, który nie słuchał swoich rodziców, żył niczym odludek w wirtualnym świecie, spożywał narkotyki, pomagał w okradaniu i szkodzeniu ludziom. Chociaż po latach zajął się analizami bezpieczeństwa z korzyścią dla innych stawianie go jako wzór do naśladowania wymaga dużej dozy sceptycyzmu. Redaktor Andy Greenberg z Wired w ogóle ignoruje kwestie moralne, spłaca je dla ukazania  tylko talentów programistycznych i w zakresie sieci komputerowych. Takie jednak budowanie wizji świata pomija, że odwoływał się do marksizmu opakowanego w żargon informatyczny, a nieuświadamianą motywacją takich zachowań jest dokonanie ogólnoświatowe przewrotu. Uderzające w społeczeństwo postawy nie są w tekście piętnowane, a traktowane po macoszemu, bo wizja hakera-rewolucjonisty ukrywa zbrodnicze intencje idei. To zaś jest korzystne dla kształtowaniu światopoglądu młodych, buntowniczo nastawionych osób.

Jacek Skrzypacz