26 maja 1966 roku, 54 lata temu, w obronie wiary katolickiej prześladowanej przez komunistów, dwa tysiące mieszkańców Brzegu walczyło z komuchami na ulicach miasta. Mieszkańcy Brzegu starli się z siepaczami Milicji Obywatelskiej w obronie księży, których komuniści chcieli wyrzucić z zajmowanego przez nich budynku.


Działania komuchów wynikały z okólnika ministerstwa gospodarki komunalnej z kwietnia 1959 roku, który przewidywał zrabowanie przez komunistów, mienia niemieckiego Kościoła katolickiego, które po wojnie i zmianie granic stało się własnością polskiego Kościoła katolickiego. Na podstawie tego bandyckiego przepisu komuchy nałożyli na duchownych wysokie podatki i czynsze, dodatkowo księża musieli płacić podatek od bycia kawalerami. Kościół nie płacił bandyckich podatków oraz czynszów od swojej własności, więc komunistyczny okupant obłożył duchownych wysokimi karami. Były to jedne z wielu represji, jakimi komuniści w ramach swojej polityki laicyzacji i świeckiego państwa prześladowali katolików i Kościół katoliki w PRL.


Z bezprawiem komunistycznym nie zgadzał się między innymi ksiądz Kazimierz Makarski (był proboszcz parafii pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża w Brzegu i dziekan brzeski). W odwecie komunistyczny okupant w październiku 65 postanowił, pod pozorem zaległości podatkowych, przejąć wikarówkę gdzie odbywały się lekcje religii i mieszkali księża.


Bezpieka w swoich materiałach określała księdza Makarskiego ''sfanatyzowanym klerykałem ślepo posłusznym zarządzeniom kurii''. Ksiądz Makarski podpadł komunistom też tym, że uniemożliwił w powstanie w Brzegu koła PAX (organizacji założonej przez Bolesława Piaseckiego, by rozbijać Kościół katolicki i szerzyć modernistyczne herezje), na lekcjach religii uświadamiał dzieci i młodzież o prawdziwej historii Polski i wypożyczał wiernym książki uznawane przez komunistów za antysocjalistyczne.


54 lata temu, rankiem 26 maja 1966, komunistyczne urzędasy w asyście bandytów z ZOMO rozpoczęli eksmisje duchownych. Przeciwko komunistycznym bandytom protestowali mieszkańcy miasta, w liczbie około dwóch tysięcy, śpiewając patriotyczne i religijne pieśni. Obecność wiernych w czasie eksmisji była możliwa, bo komuniści wcześniej poinformowali duchownych o terminie eksmisji.


Już dzień przed eksmisją MO zaczęło już terroryzować mieszkańców miasta – milicja biła kobiety, które nie chciały się po wieczornej mszy rozejść do domów. Przed samymi wydarzeniami bezpieczniacy usiłowali odciąć sznury od dzwonów kościelnych, które w razie zagrożenia wzywały mieszkańców miasta (akcje bezpieki uniemożliwiły dzielne katoliczki, które przy pomocy parasolek przepędziły dywersantów).


W odwecie za obronę katolicyzmu bandyci z ZOMO (ściągnięci z Opola, Wrocławia i z Katowic) zaatakowali katolików, głównie kobiety i dzieci, bijąc ich pałkami i rozpylając gaz. Po tym, jak sadyści z ZOMO zaczęli wrzucać granaty z gazem do wózków z dziećmi, mieszkańcy miasta rozpoczęli z nimi regularne walki, które trwały cały dzień do wieczora.


Po stronie Polaków w walkach brało 2000 katolików, po stronie komunistycznego okupanta 676 bandytów z Milicji Obywatelskiej. Komunistyczni siepacze skatowali kilkaset osób (między innymi kobietę w ciąży, która w wyniku pobicia poroniła dziecko – uprawnione jest więc twierdzenie, że milicjanci zamordowali dziecko). Były to największe antykomunistyczne wystąpienia między 1956 a 1968 rokiem w okupowanej przez komunistów Polsce.


Setki osób zostały zatrzymane (oficjalnie 82), dziesiątki wywieziono za miasto i kazano na piechotę wracać do domów. Skazano 7 lub 8 osób na kilkuletnie wiezienie. Skazywani byli też nieletni (4). Gigantyczne grzywny musiało zapłacić kilkadziesiąt osób. Miasto terroryzowane było przez milicje jeszcze wiele dni po wydarzeniach. Przez długi czas bezpieka kontrolowała pocztę mieszkańców miasta, jedna osoba za pisanie w liście do rodziny prawdy o wydarzeniach została skazana na więzienie. Po roku milicja wsadziła do aresztu Makarskiego.


Remont zrabowanej przez komunistów wikarówki, w której umieszczono ośrodek zdrowia, okazał się wielokrotnie droższy od budowy nowego budynku.


Jan Bodakowski