Nie było zatrważającej liczby zakażeń, zapaści służby zdrowia, dramatycznych wyborów lekarzy – kogo ratować, a kogo skazywać na śmierć. Z groźnym kryzysem gospodarczym spowodowanym epidemią też sobie radzimy. I co? Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wystarczyła podmianka Kidawy-Błońskiej na aroganckiego i nic nierobiącego prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, aby sondaże wykazały zmieniające się poparcie. O zwycięstwie w pierwszej turze Andrzeja Dudy nie ma co marzyć. Mało tego, najnowszy sondaż przeprowadzony dla SE wykazuje tylko niewielką różnicę na korzyść obecnego prezydenta.

Czym zasłużył sobie Trzaskowski na takie notowania? Od razu zapowiedział buńczucznie, że idzie na bój. I właśnie w bojowej retoryce mieści się jego kampania. Do tej pory podobno nasze społeczeństwo nie lubiło awantur, politycznych nawalanek. Popularna była retoryka wyważenia i rozsądku. Dlatego zastanawiające jest, co się właściwie stało? Rafał Trzaskowski, wciąż jeszcze kandydat na kandydata, prowadzi kampanię wyborczą, choć nie znamy terminu wyborów. Malo tego, od początku zbierane są nielegalnie dla niego podpisy. Na samym początku wygadała się o tym Hanna Gronkiewicz-Waltz. Później TVP Info zdobyło dowody, że podpisy dla kandydata na kandydata są w niektórych miejscach w Warszawie i Wałbrzychu oficjalnie zbierane. Jest to niezgodne z prawem. Ale ta partia tak ma, jak złodziej złapany za rękę, krzyczy, że to nie jego ręka. Podobnie zachowuje się Trzaskowski. Od początku jego wystąpień widać, kto jest jego mistrzem. Ta sama retoryka, ten sam błysk nienawiści w oku, nieprzebierający w słowach atak na formację rządząca. To obraz Donalda Tuska, tyle, że bez jego charyzmy, żelaznych nerwów pozwalających prowadzić zimną cyniczną grę bez emocjonalnego zaangażowania.  Trzaskowski daje się ponieść emocjom, jest histeryczny w swoich wypowiedziach. Po nieudolnych rządach w fotelu prezydenta stolicy powinien być na starcie spalonym kandydatem. Reprezentuje skrajnie lewicowo-liberalne skrzydło w PO. Swą kampanię zaczął od ataku na TVP. Straszył dziennikarzy, że już niedługo ich rządów, bo on zlikwiduje taką telewizję – z wiadomościami, programami publicystycznymi. Zapanuje łatwa i przyjemna rozrywka. Drugi atak dosięgnął policji. „Policyjna pałka jest jedynym argumentem rządu” – dowodził, komentując przepychanki wiecujących bezprawnie w czasie epidemii zwolenników Pawła Tanajno.

Wszystko to jest zabawne, bo akcje policji nie mają żadnego związku z głowa państwa. A co do TVP? Poglądy Dudy i Trzaskowskiego nie są tak bardzo od siebie odległe. Wystarczy przypomnieć sobie spór prezydenta z PiS o prezesa Jacka Kurskiego.

Dziwne także jest to, że w Polsce, gdzie nie cieszy się poparciem frakcja liberalnych postępowców, na której czele stoi prezydent Warszawy, w swoich działaniach plasujący się na lidera  jakiejś wspólnoty ideologicznych ekstremistów niż przywódcę zwyczajnych ludzi, zyskuje teraz poparcie w sondażach.  Czyżby był to jedynie efekt nowości? Po nijakiej Kidawie-Błońskiej, która nie radziła sobie z kampanią i pozostawiona była samotnie na placu boju, pewny siebie arogant, rozdający ciosy okazał się aż tak atrakcyjny?

Zwycięstwo z Andrzejem Dudą jest bardzo trudne. Prezydent to, mówiąc słowami Jana Rokity, „znak XXI-wiecznej demokracji, w której suweren – lud wygląda niczym jakiś cudaczny patchwork”. Andrzej Duda z  jednej strony uderzający we wzniosły ton narodowo-patriotyczny, uprawiający styl zgodny z respektem dla powagi państwa, szczerym wyznawcą tradycji narodowej i religijności – z drugiej strony „kulturowy entertainer, który nie ma zahamowani przed odpisywaniem na tweety „Foczki” i „Pimpusia Sadełko” czy rapowaniem na prowokacyjnie zaproszenie jakiegoś muzyka”. Taka nowoczesna mieszanka, w której każdy może się odnaleźć.

Zobaczymy na ile efekt nowości w postaci Rafała Trzaskowskiego okaże się trwały, czy stanie się na szczęście efemerydą wypuszczoną dla ożywienia polityki na przeciwnej stronie.

Iwona Galińska