Jean Raspail był rojalistą, przeciwnikiem demokracji, uważał, że masy są zagrożeniem dla jednostki. Swoim poglądom dawał wyraz w swoich powieściach. Pisarz niezwykle trafnie i dziś przerażająco aktualnie opisywał w swojej powieści „Obóz Świętych” zderzenie duchowej pacyfistycznej patologi zachodu, akurat nie z agresywnymi murzynami czy islamem, ale imigracją hinduskiej biedot.

 

Ponownie, po kilku latach, przeczytałem powieść Jeana Raspaila „Obóz Świętych”, niedawno wydaną przez wydawnictwo Fronda (tłumaczem powieści jest jeden z najbardziej znienawidzonych przez Żydów prawicowych publicystów Marian Miszalski).

 

Powieść Jean Raspail, choć napisana w 1974 roku jest szokująco aktualna. Opowiada historię pokojowego najazdu hinduskiej śmierdzącej biedoty na Francję i upadku tego kraju w zderzeniu z hordą przybyszów.

Aktualność książki wynika dziś z terroru lewicy przeprowadzającej w USA rewolucję komunistyczną czy z najazdu islamskich imigrantów na Europę. Obecnie czarni kryminaliści w USA czy islamscy imigranci są traktowani przez ogłupiały zachód jako biedne pokojowo nastawione ofiary. W rzeczywistości jednak kryminaliści z USA czy islamscy imigranci są młodymi facetami nafaszerowanymi rasistowskimi bredniami o wyższości czarnej rasy, czy islamską ideologią nienawiści do innowierców (ideologią jednoznacznie deklarująca chęć zniszczenia świata zachodniego, likwidacji praw obywatelskich i demokracji, gloryfikacji terroryzmu, pragnienia wymordowania wszystkich, którzy nie są muzułmanami).

Inwazja taka jak opisana w powieści (pokojowej hinduskiej śmierdzącej biedoty) byłaby dla nas wyjątkowo niewygodna. Powieściowi imigranci, choć przedstawieni przez autora niczym cuchnące zombi, migrują z nędzy, w poszukiwaniu jedzenia i lepszego życia. Co rodziłoby w nas opisywane przez powieściopisarza samobójcze dylematy wynikające z humanitaryzmu i litości dla potrzebujących. Zapewne wielu z nas nie byłoby zdolnych przełamać swojej litości i bronić się przed najazdem.

W Hindusach przeświadczenie o raju na Zachodzie rozbudzają nieodpowiedzialni wolontariusze z Zachodu, utopijni socjaliści i moderniści. Głodującą hinduską biedotę do wyjazdu na zachód zainspirował szalony mutant, głosząc, że Jezus oddał Europę hinduskim bogom.

Na hinduski potop bezczynnie czekają Francuzi ogłupiali przez politycznie poprawną lewicową ideologię. Francuzi są demoralizowani przez lewicowych intelektualistów, panuje terror humanizmu. We francuskich mediach krytyka najazdu hindusów jest tematem tabu. Media przygotowują, Francuzów na przyjęcie imigrantów, rozwiewają ich lęki. Nikt nie słucha ostrzeżeń hindusów mieszkających we Francji przed hinduską biedotą – jeden z Francuzów hinduskiego pochodzenia mówi, „nie znacie mojego narodu, jego brudu, fatalizmu, idiotycznych przesądów”. Francuscy intelektualiści wszelką krytykę hindusów traktują jako rasizm i przedstawiają hindusów jako przedstawicieli wyższej cywilizacji.

Na całym świecie lewacy protestują na rzecz imigrantów, dokonują przestępstw, by zdobyć środki na wsparcie imigrantów. Moderniści pseudokatoliccy i protestanci widzą w przybyciu Hindusów możliwość zniszczenia znienawidzonego kapitalizmu. Zbiórki organizowane na rzecz wolontariuszy wyglądają jak szopki urządzane przez znaną doroczną inicjatywę charytatywną.

Cechą charakterystyczną płynących do Francji hindusów jest smród. Fetor niemytych ciał i ludzkich odchodów, które suszone służy hindusom za opał. Na zdezelowanych hinduskich statkach trawa nieustająca seksualna orgia.

W obawie przed milionową hordą imigrantów płynących z Indii wokół Afryki i Morze Śródziemne na południe Francji, z południowego wybrzeża Francji na północ uciekają rodowici Francuzi. Porzucona infrastruktura przestaje działać. Na spotkanie Hindusom podążają lewicowcy pełni pogardy dla zachodniej cywilizacji. Hindusów witają też księża moderniści (posoborowi pseudokatolicy), wspiera ich papież modernista, który sprzedał i rozdał biednym majątek Watykanu. Miasta zachodniej Europy są terroryzowane przez masy kolorowych — dla kolorowego proletariatu żyjącego w Paryżu w biedzie najazd hindusów jest okazją do rewolucji.

Biali zniewoleni swoim humanitaryzmem i litością, samobójczo nie potrafią przeciwstawić się najazdowi hindusów. Żołnierze francuscy nie są zdolni zatopić statków imigrantów. Sukces pierwszej armady hinduskiej biedoty powoduje, że do Europy wyruszają kolejne armady biedaków z Trzeciego Świata.

Na terenach południowej Francji, z których uciekli biali sojusz lewicowców, kryminalistów i kolorowych zaprowadza krwawy przestępczy terror. Zbrojne bandy lewicy są motywowane przez seks-usługi lewicowych działaczek. Zdemoralizowana wieloletnią pacyfistyczną propagandą lewicy armia nie chce podjąć walki ani z terrorem kryminalnym lewicowych band, ani z napływem imigrantów, szybko znika w wyniku dezercji. Jednocześnie, zamiast walczyć z imigrantami, Francuzi wykorzystują upadek państwa do wzajemnego rewanżu i zemsty. Na terenach zajętych przez hindusów ocalałe białe kobiety stają się seks niewolnicami. Imigrancka nawała ugruntowuje lewicowe rządy na lata.

Powieść rozbudza w czytelniku pragnienie, by ktoś zabił hindusów i uratował zachodnią cywilizację. Współczucie wobec imigrantów jest w powieści ukazane jako patologia, przejaw samobójczej degeneracji, egoizm przedstawiony jest jako cnota. Powieść doskonale też ukazuje destruktywną rolę mediów.

Powieść jest dosadną krytyką postsoborowego modernizmu podszywającego się pod katolicyzm. Modernistyczny papież i modernistyczni duchowni wspierają najazd Hindusów. Moderniści przedstawieni są jako osoby odrażające głupie i wybitnie szkodliwe.

Przed obecnym kryzysem z imigrantami czy komunistyczną rewolucją, jaką czarni przeprowadzają w USA, powieść wydawała się przerysowana, nieprawdopodobna. Obecnie zachowanie polityków z zachodniej Europy i wielu mieszkańców zachodu jest tak samobójczo absurdalne, że rzeczywistość prześcignęła fikcję literacką.

 

Jan Bodakowski