I głoszą oni hasła w rodzaju:

- „Śmierć obywatela z dyskryminowanej społecznie grupy to tylko zapalnik buntu społecznego spowodowanego narastającymi nierównościami. Niestety takie bunty pozostaną lokalne, gdyż do cna zindoktrynowane społeczeństwo nie jest w stanie stworzyć jakiejś postępowej idei”.

– żalą się w internetach różnej maści hunwejbini komunizmu i wielokulturowości. 

- Ważne jest to, że w tym centrum światowej burżuazji pojawiają się i są coraz bardziej widoczne w sferze publicznej ruchy, ugrupowania, które nie tyle chcą jakichś reform socjalnych, socjalnych korekt kapitalizmu, ale głośno mówią o obaleniu tego ustroju społeczno-ekonomicznego. Sądzę, że jeszcze 15-20 lat temu takie ruchy byłby jeszcze bardziej marginalne, a dziś jednak przebijają się jakoś ze swoim antykapitalistycznym przekazem. Zmiany świadomości społecznej Amerykanów są bardzo budujące. Większość młodych ludzi w USA opowiada się za socjalizmem. Niezależnie od tego co pod tym rozumieją to jest nadzieja.

- cieszy się kolejny.

Cóż odpuszczenie uniwersytetów, które przeszły w ręce lewaków dały taki efekt, że współczesne pokolenie wykształconych (inaczej) Amerykanów masowo popiera komunizm. Jak widać motyw wykształciucha pojawia się wszędzie tam, gdzie marksistowska swołocz opanuje uniwersytety. W Polsce zresztą też.   

- Problem w tym, że na razie mamy tam do czynienia jedynie z żywiołowymi, nie skoordynowanymi buntami, z których znów nic nie wyniknie. Dlatego Trump to wie i wyśle Gwardię Narodową. Poza większą nienawiścią rasową nic ten bunt nie przyniesie.

- ubolewa inny mądry inaczej.

Fakt. Jeszcze kilka tygodni i jak Trump czegoś nie zrobi (bo tego, że demokratyczni burmistrzowie i gubernatorowie nic nie zrobią to wiadomo) to sami wkurzeni mieszkańcy wezmą sprawy w swoje ręce i wystrzelają tą bandycką, złodziejską dzicz. Jak to miało kiedyś miejsce na Dzikim Zachodzie.

„Ja zawsze bacznie obserwuję ruchy rewolucyjne w Stanach Zjednoczonych. To jest kluczowe państwo dla funkcjonowania światowego kapitalizmu i jeśli tam rewolucja osiągnie jakieś sukcesy, to będzie to znak, że rządy burżuazji nie tylko tam, ale i w Europie chylą się ku upadkowi”.

Kolejny lewacki marzyciel, próbujący dostosować fakty i rzeczywistość do swojego postrzegania. Gdzie on widzi burżuazję? Przecież w tym momencie światem rządzi oligarchia finansowa – władcy banków, korporacji i koncernów. A ta ruchawka (podobnie jak pseudoepidemia koronawirusa) wzmacnia korporacje, bo ta ludzka dzicz niszczy głównie małe i średnie biznesiki normalnych ludzi.    

Tudzież ogłaszają w mediach społecznościowych, że „Bunt w Minneapolis położy kres kapitalizmowi, aby pokonać rasizm”.

Chętnie popatrzę na ten koniec kapitalizmu. W sumie już nawet pierwsze jaskółki „światowej rewolucji antykapitalistyczno-antyrasistowskiej” już widać. To miasto Seattle, a w zasadzie jego kawałek. Gdzie policja na życzenie lewackiej burmistrz z Partii Demokratycznej wycofała na „z góry upatrzone pozycje”, a jakaś banda w większości murzyńskich (choć nie tylko, bo i białe lewactwo różnej maści typy Antifa też) zrobiło sobie „wolną komunę komunistyczną”. Przewodzi temu jakiś wyjątkowy idiota, który wcześniej był znany, jak „znany, murzyński raper”, czyli wzorcowy nierób współczesnego świata zachodniego. Nic nie umie, na niczym się nie zna, ale rapuje, jak to jest mu „ciężko na dzielni”. Opowiadający mediom, że „świat jeszcze nie dojrzał do wielkiego, charyzmatycznego, murzyńskiego przywódcy”. Rzekomo niego. A przecież byli wcześniej cesarz - kanibal Bokassa, Idi Amin, Mobutu Sese Seko Ngewana Waza Banga, czy setki innych, prymitywnych, przemocowych przywódców murzyńskich. Na któryś filmiku widzimy jak leje jakiegoś niezadowolonego z jego przywództwa białego mieszkańca oazy szczęścia. Co więcej w tej oazie lewackiej szczęśliwości w Seattle pojawił się… głód! W najpotężniejszym, najbogatszym państwie świata! Po tygodniu, dwóch zamieszek i rządów Antify i Murzynowa mamy głód. To jest apoteoza socjalizmu i komunizmu w czystej postaci.

Cóż rozumu, nawet szczątkowego po lewej stronie nigdy się nie spodziewałem, ale zalew wszelkiej maści debilizmów i tak przekracza zdolności pojmowania średnio inteligentnego i logicznie myślącego człowieka. Większość tych me(n)dialnych wysrywów to dzieło ludków, którzy nawet jakby znaleźli mózg na jakimś śmietnisku, to by go odkopnęli, bez zastanawiania się co to jest i czy by im się do czegoś nie przydał? W sumie jest im całkowicie niepotrzebny. Przecież są przyszłością tego świata. Pytanie tylko, czy świat nie powinien wreszcie zmądrzeć i ich wszystkich wystrzelać, albo przynajmniej porządnie spałować i skierować w ramach reedukacji do jakiejś pożytecznej pracy?

Piotr Stępień