Przypomnijmy wybory, jakie musieli podejmować obywatele rzymscy wyznający Chrystusa przed dniem 28 października 312 roku, kiedy miała miejsce bitwa przy moście Mulwijskim. Ambitny, żądny władzy, pełen przymiotów wojownika KONSTANTYN był już przekonany, że Bóg musi być jeden, ale nie wyznawał jeszcze osobowego Jezusa. MAKSENCJUSZ za to zwykły poganin, szczególnie czciciel boga Marsa, choć sztuka wojenna była mu akurat obca. Na plus obu rywali można powiedzieć, że praktycznie nie wdrażali antychrześcijańskich ustaw cesarza Galeriusza. Przyszłość była zasłonięta przed oczami żyjących, wybory trzeba podejmować w czasie teraźniejszym.

Teraz opuszczamy antyczne dylematy i przenieśmy się, jak ktoś napisał, do zlatynizowanych Słowian lub Rzymian znad Wisły. Andrzej Duda przy całych jego wadach, psychicznej niedojrzałości, labilności, prożydowskiej i prosyjonistycznej postawie jest gwarantem status quo. Jeśli nawet nie zwalcza Rewolucji, nie jest liderem Kontrrewolucji, to przynajmniej ją nieudolnie powstrzymuje. Tak jak potrafi, choć nie wykorzystuje potencjału urzędu Głowy Państwa. 

Rafał Trzaskowski to czysta Rewolucja. Wychowanek globalistów, wierzący w oświeceniowy postęp i wielką przemianę społeczeństwa polskiego w wizję Poppera-Sorosa, bez korzeni i bez fundamentów. Trzaskowskiego żona najpewniej nie dopuściła (jak zapowiadała w mediach społecznościowych) jego własnego syna do Pierwszej Komunii Świętej. Ślązaczka "nowego typu", różniąca się od pobożnej jak znamy z opowieści śląskich. 

Jako kontrrewolucjonista głosuję więc na obecnego prezydenta, nie na mniejsze ZŁO, bo to nie wybór chrześcijan, ale na DOBRO, jakim jest obrona Świętej Wiary. Przyszłość jest zakryta dla każdego, więc nie mogę odpowiadać, za przyszłe, hipotetyczne błędy Dudy, a decyzję trzeba wyrazić 12 lipca AD 2020.

Piotr Błaszkowski