Jak podaje Polska Agencja Prasowa Andrzej Duda powiedział dziennikarzom w Pałacu Prezydenckim, że miał nadzieję, "że pan Rafał przyjdzie i że będziemy mogli uścisnąć sobie dłoń". Jak zaznaczył, jest mu przykro, że Trzaskowski nie przyjął zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego, które do niego wystosował po ogłoszeniu wstępnych, sondażowych wyników wyborów prezydenckich. Widocznie te emocje są jeszcze zbyt silne w nim. Wiem, że tak może być. Widocznie musi trochę opaść ta atmosfera wyborcza. Ja podtrzymuję swoje zaproszenie i stoję tu z wyciągniętą dłonią, bo chcę mu tę rękę podać i chcę, żeby wszyscy rodacy mogli to zobaczyć. Uważam, że jest to potrzebne nam wszystkim, Polakom - ten gest podanej nawzajem dłoni - podkreślił Duda.

Andrzej Duda powiedział także, że zakończona kampania była trudna i długa. - I dlatego właśnie zaprosiłem pana Rafała Trzaskowskiego dzisiaj, teraz od razu po ogłoszeniu - tych na razie sondażowych - wyników, żeby ten symboliczny gest podanej dłoni zobaczyli wszyscy nasi rodacy, żeby trochę opadły te emocje, bo one niejednokrotnie szły za daleko (…) chciałbym bardzo, żebyśmy wrócili do takiej spokojnej rozmowy. Chciałbym, żeby było to, o czym mówiłem, żeby był szacunek pomiędzy nami wzajemny, niezależnie od tego, jakie mamy poglądy – powiedział prezydent.

Andrzej Duda zapowiedział też, że jest gotowy na spotkanie z Rafałem Trzaskowskim także po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów. - Oczywiście, że jeżeli pan Rafał Trzaskowski przyjmie zaproszenie po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, to też oczywiście się z nim spotkam. Odniósł się także znowu do bardzo ostrej kampanii. - Chciałem, żebyśmy to w symboliczny sposób zakończyli i pokazali, że można inaczej - wyjaśnił. Prezydent zwrócił także uwagę, że następne wybory odbędą się dopiero za trzy lata. - Długie trzy lata, które w bardzo trudnym czasie, który teraz mamy, kiedy świat się zmaga z jeszcze z pandemią koronawirusa i związanym z nią kryzysem gospodarczym. To jest czas, żeby w spokojny sposób wyprowadzać Polskę z kryzysu i wrócić na drogę dynamicznego rozwoju – powiedział.

Prezydent został zapytany także o jego zdanie na temat wystąpienia jego córki po ogłoszeniu sondażowych wyników. Kinga Duda powiedziała wtedy, żeby nikt nie bał się wychodzić na ulicę. - Niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, jakie mamy poglądy, jakiego kandydata popieramy, i kogo kochamy, wszyscy jesteśmy równi, i wszyscy zasługujemy na szacunek (…) Nikt nie zasługuje na to, żeby być obiektem nienawiści, absolutnie nikt – mówiła. Prezydent przypomniał, że w kampanii wielokrotnie o tym mówił
- Mam szacunek do każdego człowieka i wielokrotnie mówiłem, że pod biało-czerwonym sztandarem, przy naszym hymnie, jest miejsce dla każdego. Dla każdego niezależnie od jego poglądów. To są moje słowa, które powtarzałem wielokrotnie. Córka dzisiaj, de facto, powiedziała to samo, tylko trochę bardziej to rozwinęła. Całkowicie się zgadzam z tym, co powiedziała - podkreślił Duda. 

Prezydent powiedział także, że za słuszne uważa to, co jest napisane w polskiej konstytucji i odniósł się przy tym do odmiennych preferencji seksualnych. - Uważam, że każdy człowiek ma prawo do normalnego życia i chciałbym, żeby każdy mógł normalnie żyć. Mnie w ogóle nie przeszkadza to, co robią moi sąsiedzi, jeżeli tylko zachowują normy, chociażby normy obyczajowe - wyjaśnił prezydent. Wspomniał, że w przeszłości jego sąsiadami była para homoseksualistów. Mnie to w ogóle nie przeszkadzało, bo to byli bardzo mili, normalni mężczyźni, którzy byli sympatyczni, kulturalni, mówili “dzień dobry", zachowywali się grzecznie - zaznaczył.

Tym samym Andrzej Duda wyznaczył kierunek swoich rządów kładąc nacisk na budowanie zgody i otwierania się na wszystkie środowiska. O ile budowanie zgody i zażegnanie konfliktów jakie toczą się przez polskie społeczeństwa jest dobrym rozwiązaniem o tyle pragnienie zadowolenia wszystkich wydaje się już raczej utopijne. Tak czy inaczej, pozostaje czekać na rozwój wypadków i przebieg ewentualnego spotkania prezydenta z Rafałem Trzaskowskim.

DZ

Źródło: PAP