Jan Fiedorczuk wskazuje na to, że już od początku czasu powyborczego Gazeta Wyborcza zaczęła siać ziarno pod tezę, że wybory przeprowadzono nieuczciwie:

Następnie zostali uruchomieni celebryci i politycy drugiego szeregu opozycji jak Magdalena Adamowicz:

Należy zwrócić uwagę na absolutnie kuriozalne stwierdzenie, jakoby nieuznanie wyniku demokratycznych wyborów miałoby... pomóc demokracji. Fiedorczuk dalej pisze: " Z grubsza rzecz biorąc narracja radykałów przebiega dwutorowo. Ich zdaniem wybory nie były uczciwe, gdyż: 1) TVP wspierało Dudę; 2) wybory odbyły się w trakcie epidemii."

Nie przebiera w słowach dziennikarz (?) Tomasz Lis pisząc o "przekręceniu wyborów":

Fiedorczuk wyjaśnia na czym ma polegać "III tura" wyborów - chodzi o unieważnienie wyników II tury wyborów prezydenckich, które odbyły się 12 lipca: "Chodzi o Sąd Najwyższy, który ma zdecydować o ważności wyborów. To tam się rozegra „batalia”. Sam ten fakt pokazuje, że radykałowie nie widzą w sędziach niezależnych arbitrów tylko zawodników, którzy mają się opowiedzieć po jednej ze stron konfliktu. Przypomnijmy, że nigdy w historii III RP SN nie stwierdził nieważności wyborów prezydenckich, ale przecież zawsze musi być ten pierwszy raz. Dlatego też zwolennicy podważenia wyników zaczęli masowo wysyłać do SN protesty, a na stronie „Gazety Wyborczej" już dzień po wyborach opublikowano instrukcję, jak poprawnie to uczynić (następnie publikowano też wywiad z mecenasem z Inicjatywy Wolne Sądy, który instruował w tym temacie)."

Autor przytaczanego tekstu odnosi się także do wypowiedzi Borysa Budki, lidera opozycji, który w jasnej formie dał do zrozumienia, że nie uznaje wyników wyborów: " Mimo całej śmieszności warto odnotować tę wypowiedź, bo lider opozycji wypowiadający takie słowa to jednak inny kaliber niż Lis czy Adamowicz. To nie jest szeregowy dziennikarz, poseł z trzeciego szeregu, czy celebrytka, która się obraziła na Polaków i ucieka z kraju. Nie, to lider największej partii opozycyjnej, potencjalnie człowiek nr 1 do objęcia władzy po ewentualnych przetasowaniach na scenie politycznej. I tenże człowiek wprost, bez żadnych ogródek podważa mandat prezydenta – najważniejszej osoby w państwie. Tym samym de facto podważa legalność całego systemu, bo każda ustawa, którą po 6 sierpnia podpisze Andrzej Duda, będzie uznana (jeżeli Budka chce działać logicznie) za bezprawną. Brak uznania dla prezydenta powoduje, że całe państwo pogrąża się w chaosie. "

Należy też wskazać na słowa Grzegorza Schetyny, który publicznie uznał wybór prezydenta Dudy. Być może w KO dochodzi do frakcyjnej walki, w której swoim radykalizmem Borys Budka chce przelicytować wciąż zagrażającego jego pozycji Grzegorza Schetynę. Jedno jest pewne: jakiekolwiek brednie o "nieuczciwości" wyborów nie mają racji bytu i należy po prostu uznać werdykt wyborczy większości Polaków - przez najbliższe 5 lat prezydentem Polski będzie Andrzej Duda.