Czytając opublikowany na natemat.pl artykuł „"Kocham mój kraj i go nienawidzę". Oni po zwycięstwie Dudy naprawdę emigrują z Polski" (autorstwa Anny Dryjańskiej) ujęła mnie historia osoby zajmująca się promocją kultury polskiej za granicą — jak domyślam się, pensje jej wypłacano z pieniędzy zabranych polskim podatnikom i konsumentom (VAT i akcyzę płacimy wszyscy — która zapowiedziała, że emigruje, bo PiS wygrał.

Ciekawe, jaką to kulturę z naszego kraju osoba taka promowała za granicą? Krzyż w sikach, czy kupę w puszce (to nie mój wymysł, ale dzieła najwybitniejszych artystów w naszym kraju wystawiane w państwowy galeriach za pieniądze podatników)? Czyli w wyniku zwycięstwa PiS w wyborach, wizerunku Polski nie będą już kształtować fekalia – to dramat. Zapewne hotelarze z Włoch, restauratorzy z Francji, czy greccy barmani, oburzeni brakiem takich "dzieł" zaprzestaną obsługiwania polskich turystów, bo ich pieniądze zaczną im śmierdzieć.

Z Polski planuje wyemigrować autorka powieści o kobiecie z dwoma łechtaczkami, gej literat Jacek Dehnal (partner innego geja literata, który potępiał miesięcznik „Nowa Fantastyka" za publikację "homofonicznego" opowiadania Jacka Komudy).

W artykule o emigrantach antyPiSowskich opisana jest historia Moniki, którą „z myślami o tym, by wyjechać z Polski, nosiła [...] się już od dłuższego czasu".

- Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich przechyliło szalę - przekonuje.

Niezwykle ciekawe jest to, z czego kasę miała Monika. Jak można podejrzewać, utrzymywali ją polscy podatnicy, bo „zawodowo zajmowała się promocją polskiej kultury". Można sobie tylko wyobrażać co promowała.

Planująca emigrację z kaczystowskiej Polski Monika szuka „domów na wyspach – Sardynii, Maderze, Bornholmie". Interesuje ją interesuje „morze i ocean oraz dużo przyrody". Emigruje, bo „nie czuję się w Polsce u siebie", bo „nie ma Trójki, nie ma Centrum Sztuki Współczesnej", do lotniska ma „1,5 godziny zamiast 15 minut", jest „"wykształciuchem" i gorszym sortem", jej „dzieci muszą chodzić do szkoły, w której narracja historyczna jest taka, a nie inna", zaś w Polsce „poparcie dla dziadostwa, dla odpustu, [...] kościół rośnie w siłę".

Monika nie chce mieć nić wspólnego z Polską, z ministrem kultury, pseudo-tańcami ludowymi, poetami wyklętymi, z niszczeniem wszystkiego, co ona i jej środowisko budowało. Woli być za granicą „kelnerką w knajpie, opiekunką starszych osób".

Emigrować z Polski do Londynu (a potem do Austrii, Niemczech lub Skandynawii) planuje czterdziestoparoletnia Katarzyna, która „po maturze opuściła duszne Podkarpacie".

- Po dojściu PiS do władzy powietrza brakuje już nawet w Warszawie [...] Katarzyna w pierwszej turze wyborów prezydenckich głosowała na Szymona Hołownię. [...] Katarzyna mówi, że w Polsce nigdy nie czuła się szanowana [...] jako ateistka, [...] obrończyni praw zwierząt - lamentuje.

"Czuje się jak w domu wariatów" gdy słyszy, ''że królem mojego państwa został Jezus''. Emigruje bo PiS ma transferami socjalnymi niszczyć gospodarkę Polski.

Z powodu wygranej Dudy Polskę opuszcza „pięćdziesięcioparoletnia Magda" z córką i partnerem która emigruje do Niemiec. Na emigracje zdecydowała się bo polscy politycy "są za mało przywiązani do demokracji i własnych obywateli, a za bardzo do Watykanu". Emigruje bo w Polsce „nie ma z kim zrobić świeckiego państwa".

Magdzie „myśl o wyjeździe z Polski jest czymś, co przynosi" ulgę.

- Denerwowałam się. Protestowałam w obronie demokracji, naszych praw. Budziłam w środku nocy. Spędzałam Nowy Rok przed Sejmem. Szłam w czarnych protestach. Podpisywałam petycje. Gdy z kimś rozmawiałam, dyskusja prędzej czy później schodziła na politykę - wspomina.

Magda „zapowiada, że gdy tylko będzie mogła, zrzeknie się polskiego obywatelstwa" bo Polska jej nienawidzi.

Z emigracji starszych sfrustrowanych kobiet z naszego kraju wielu się cieszy, jednak nie powinno się cieszyć z cudzego nieszczęścia – my Polacy skorzystamy, ale te starsze sfrustrowane panie będą zatruwać życie mieszkańcom Niemiec czy Anglii, a Turcy czy Hindusi nie zasłużyli na taki straszny los. A co gorsze może kiedyś zachcą one wrócić.

Jan Bodakowski