Doskonale ten patologiczny system opisał Rafał Ziemkiewicz w swojej najnowszej książce „Cham niezbuntowany" (wydana przez wydawnictwo Fabryka Słów), z której czytelnicy mogą się dowiedzieć, ze zachód dziś traktuje nas Polaków „jak małpy, które ledwo co zeszły z drzewa", pomimo że Polacy mogą być dumni z osiągnięć swoich przodków.

Na ziemiach polskich od kilku wieków jest prowadzona, przez zaborców, sanację, komunistów, i postkomunistów polityka ukrywania przed Polakami osiągnięć Polski i Polaków. W opinii pisarza „nasze tak zwane elity płaszczą się przed każdą taką łajzą [traktującą Polaków jak małpy, które ledwo co zeszły z drzewa] z obrzydliwym służalstwem, prosząc, żeby Europa zechciała łaskawie jakoś przywołać do porządku tę polską hołotę, bo im się ona wyrwała spod kontroli i nie chce słuchać tych rzekomych elit.

Rzekome samozwańcze pseudoelity (w duchu klasowej nienawiści chcące pozostawić w Polsce ustrój kastowy, w którym większość Polaków należy do pomiatanej i żyjącej w nędzy kasty niedotykalskich) to owoc transformacji ustrojowej przeprowadzonej przez komunistów i wykreowaną przez komunistów ''opozycję''. W czasie transformacji ustrojowej, zamiast uwłaszczyć (czyli nadać własność państwową Polakom pozbawionym własności prywatnej przez komunę), ''opozycja'' (wykreowana przez komunistyczną bezpiekę) pozwoliła komuchom zagarnąć własność państwową.

Według Rafała Ziemkiewicza „priorytetem [...] części opozycji, która ubiła z komunistami magdalenkowy dil, było [...] maksymalnie wytłumić i spowolnić emancypacyjne dążenia Polaków [...] liberalno lewicowi decydenci z czasów PRL uważali [...] niższe warstwy społeczne ciemną, prymitywną masę i panicznie bali się wzrostu ich wpływów na życie publiczne". Patrioci wskazywali, że taką podstawę prezentowało środowisko „Gazety Wyborczej" Michnika.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza „konsensus Polski liberalnej wymierzony przeciwko warstwom niższym" ustawił „pod siebie wszystkie instytucje i wszystkie narracje". Zaszczute zaborami, sanacją i komuną, warstwy niższe poddały się tej kastowej presji w III RP.

Sytuacja się zmieniła wraz ze wzrostem zamożności (po transformacji ustrojowej, w III RP, sztucznie kreowano w Polsce biedę wysokimi podatkami i szkodliwymi przepisami, by lud się nie buntował), rozbudziły się aspiracje ludu i lud się emancypował spod wpływu samozwańczych elit.

Procesowi emancypacji większości Polaków przeciwdziałały samozwańcze elity, wpajając Polakom „karykaturalną wizję polskiej historii, ośmieszając swojskość", obrzydzając „patriotyzm i katolicką tradycję", by Polacy pogrążeni byli w kompleksie niższości.

By zachorować swoją uprzywilejowaną pozycję, samozwańcze elity tresowały Polaków w naśladowaniu „każdej, choćby najgłupszej nowinki płynącej z zachodu". Tresura ta w pewnym momencie stała się zbyt dolegliwa, lud polski się zbuntował, odrzucił nadzór rzekomych elit i narzuconego przez nie dyskursu.

Możliwość dyscyplinowania Polaków argumentem o potrzebie dostosowania się do zachodu skończyła się, gdy Polacy masowo zaczęli wyjeżdżać na Zachód i okazało się, że nie jest tam tak pięknie, jak to przedstawiały samozwańcze elity w naszym kraju. Miliony Polaków, które były na Zachodzie, zaczęły swoim krewnym i znajomym w kraju opowiadać o tym, jaki jest syf w Europie Zachodniej (terror islamistów i zboczeńców, bieda, tyrania lewicy).

Samozwańcze elity III RP głosiły, że Polacy do niczego się nie nadają i Zachód musi ich wziąć za twarz. Elity zachodu, w opinii autora książki, uważają siebie za oświecone, mające prawo do władzy z racji tego, że rzekomo stoją na wyższym poziomie rozwoju społecznego – to przeświadczenie wyraża się w tym, że elity z Zachodu negują demokrację, gdy lud ośmieli się zagłosować wbrew ich oczekiwaniom. Elity europejskie mają większość ludzi w pogardzie.

Jan Bodakowski