Sędzia śledczy Pierre Sennes powiedział gazecie „ Presse-Ocean”, że mężczyzna przyznał się do wzniecenia pożaru w trzech miejscach katedry. Tymi trzema miejscami były wielkie i małe organy oraz skrzynka przełączników elektrycznych.

Do pożaru katedry doszło 18 lipca. Według strażaków płomienie zniszczyły wielkie organy nad zachodnim portalem późnogotyckiego kościoła. Spłonęły ponadto cenne dzieła sztuki, ogień zniszczył też witraże okienne. W walce z płomieniami uczestniczyło ponad stu strażaków i ratowników. Eksperci szacują, że świątynię czekają teraz wieloletnie prace remontowe, z czym wiąże się trudne pytanie o finansowanie prac we wnętrzu. Przede wszystkim należy usunąć zwały popiołu. Trzeba też sprawdzić, czy wysoka temperatura wywołana przez ogień nie spowodowała wytopienia konstrukcji 38-metrowej wysokości sklepienia.

Od początku przyczyny pożaru nie były jasne. W katedrze, na terenie plebanii, mieszkał 39-letni Rwandyjczyk, który dysponował kluczami do katedry. To on zamykał katedrę dzień przed pożarem. Był przesłuchiwany, ale został zwolniony z aresztu i nie usłyszał zarzutów. Mimo że według prokuratury część jego zeznań była sprzeczna.

Kilka dni później francuskie media donosiły, że mężczyzna "wyraził gniew" wobec władz Francji. Wszystko dlatego, że nie chciano mu przedłużyć dokumentów pobytowych.

Jak podaje "Le Monde", wstępne wyniki śledztwa wskazują, że w katedrze zlokalizowano trzy źródła ognia. 39-latek przyznał się do wzniecenia każdego z nich. Prokuratura wszczęła wobec niego oficjalne dochodzenie, został skierowany do aresztu.

- Mój klient okazał wolę współpracy, bardzo żałuje swego czynu i przyznanie się do tego było dla niego wyzwoleniem – powiedział dziennikowi adwokat podpalacza Quentin Chabert. Wyjaśnił przy tym, że podejrzany ma wyrzuty sumienia i „załamał się, słysząc o rozmiarach zniszczeń”. Prokuratura zapowiedziała, że w przypadku wyroku skazującego oskarżonemu grozi 10 lat więzienia i grzywna w wysokości 150 000 euro.

Już od kilku lat we Francji dochodzi do licznych ataków na obiekty kościelne, w tym także na katedrę w Nantes, o czym przypomniała austriacka agencja katolicka Kathpress. W 2013 nieznani sprawcy dostali się prawdopodobnie po rusztowaniach do wnętrza świątyni, niszcząc i zamalowując sprayem chór i prezbiterium. Pozostawili po sobie obsceniczne napisy, rysunki hitlerowskie i symbole nazistowskie, a na jednym z ołtarzy wymalowali znaki satanistyczne, m.in. liczbę 666 oraz symbole, jakimi posługują się przeciwnicy „małżeństw homoseksualnych” dopuszczonych we Francji. Sprawcy zamalowali też czarną farbą i zbezcześcili niektóre figury i krzyże w katedrze.

Początki obecnego kościoła w Nantes sięgają 1434 r. Budowę rozpoczęto na miejscu starszej, romańskiej katedry, niewystarczającej na potrzeby wiernych, na koszt książąt świetnie wówczas prosperującej Bretanii. Kamień węgielny położyli wspólnie Jan książę Bretanii oraz biskup Nantes Jean de Malestroit.

W czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej kościół został zamknięty, dopiero w 1802 r. przywrócono go katolikom. Podjęto wówczas prace nad realizacją pierwotnych projektów katedry, które przeciągnęły się do 1840 r. pod kierunkiem Theodore'a Nau. Jeszcze w 1876 r., po oficjalnej rekonsekracji katedry, przebudowany chór na styl neogotycki oraz wyremontowano oba transepty.

28 stycznia 1972 r. na dachu katedry wybuchł wielki pożar, który zniszczył dużą część wyposażenia wnętrza, częściowo następnie zrekonstruowanego. Do wypadku doszło w wyniku prac dekarskich. Dopiero po ponad 13 latach prac rekonstrukcyjnych, w maju 1985 r., katedra została ponownie otwarta.

Katedra posiada rozbudowane podziemia, starsze niż sam obiekt (pochodzące z poprzedniej katedry) i poszerzane regularnie w miarę postępu prac budowlanych. Obecnie są one zamknięte dla zwiedzających i mieszczą tzw. Skarb katedry (najcenniejsze elementy jej wyposażenia) oraz zabytkowe szaty kapłańskie, sięgające późnego średniowiecza.

PZ

Źródło: KAI, wp.pl, Wikipedia