Pomóc nam pamiętać o sprawach ostatecznych mogą dwie nowe prace z serii „Mistycy i wizjonerzy" (wydane nakładem wydawnictwa Fronda) poświęcone dwu kobietom, które swoim życiem składały świadectwo obecności Boga w naszym życiu. Pierwszą z tych prac jest „Miłość nie zna granic. Życie i cierpienie największej węgierskiej stygmatyczki" autorstwa Erzsebet Galgoczy.

Wydana przez wydawnictwo Fronda książka to, jak informuje autor wstępu do pracy ksiądz profesor Robert Skrzypczak, "zapiski węgierskiej katoliczki, która przez 42 lata trwała w doświadczeniu choroby, przyjęła i nosiła na swoim ciele widoczne znaki męki Chrystusa – stygmaty".

- Połączenie powolnego fizycznego wyniszczania z głęboką, intymną więzią z Chrystusem i Maryją, przerażający ból i duchowa, szlachetna radość – mogą stanowić rodzaj chrześcijańskiego świadectwa na wskroś szokujący. W tej zdumiewającej książce Erzsebet wyprowadza nas na teren wręcz przeklęty, w obszar ludzkiego cierpienia, gdzie wydaje się, że Bóg zbankrutował, by w samym środku osobistego piekła na ziemi ogłosić nam potęgę Zmartwychwstałego, zaświadczyć o tym, że miłość Boga pełnym blaskiem potrafi zajaśnieć w samym sercu ludzkiej kruchości. W każdym razie czeka czytelnika potężna konfrontacja z treścią tej książki. Nasze poglądy o życiu i jego sensie, nasze lęki i aspiracje, a zwłaszcza gotowe i uporządkowane pojęcia religijne i egzystencjalne zderzą się niewątpliwie z doświadczeniem tej małej Węgierki - czytamy w opisie książki.

Druga publikacja Frondy z serii „Mistycy i wizjonerzy" to książka autorstwa Tomasza Terlikowskiego „Ursula de Jesus. Cierpienia dusz czyśćcowych w relacji XVII-wiecznej mistyczki z Peru".

Bohaterka pracy była przez lata niewolnicą peruwiańskich arystokratów, zaś potem klasztoru klarysek, po cudownym ocaleniu rozpoczynała głębokie życie mistyczne.

- Nie mogąc zostać siostrą zakonną, pozostała więc przez lata służącą, na specjalnych ślubach dla czarnoskórych. Dla Boga nie ma to jednak znaczenia, i to jej objawił wiele prawd o czyśćcu, jej powierzył modlitwę za dusze czyśćcowe, i ją wyznaczył, by przekazała nam – ludziom XXI wieku – fundamentalne prawdy na temat oczyszczenia. Jej losy stanowią niesamowite wprowadzenie w historię katolicyzmu w Ameryce Łacińskiej, grzechów i wielkości ludzi Kościoła. Urszula przypomina nam wszystkim, że Pan Bóg potrafi wyprowadzić dobro nawet z największego zła. Pomoc duszom swoich koleżanek, współpracownic, niewolnic lub posługujących w konwencie św. Klary, stała się jednym z ważniejszych ziemskich zadań Urszuli od Jezusa. Wielokrotnie przychodziły do niej dusze kobiet, z którymi przez lata pracowała, a o których po ich śmierci szybko zapomniano - opisuje wydawca.

W pracy opisane jest jak "pewnego dnia Urszula zobaczyła przed sobą Marię Bran, niewolnicę, która zmarła czternaście lat wcześniej, a która objawiła jej się w pięknej białej szacie, z naręczem kwiatów i z rozświetlonym obliczem".

- Dlaczego ta dobra i pobożna kobieta, trafiła do czyśćca? Za życia Maria z upodobaniem trwoniła czas, sypiała zbyt długo i zajmowała się rzeczami dla siebie nieodpowiednimi. Dusza Marii ujawniła Urszuli, że choć zadana jej pokuta będzie trwała jeszcze długo, to jednak jest lekką karą. Zanosiła dziękczynienie Bogu za to, że choć porwano ją w dzieciństwie z Afryki, a potem sprzedano w niewolę, to dzięki tym okolicznościom mogła poznać Chrystusa, przyjąć chrzest i zostać zbawioną - informuje Wydawnictwo Fronda.

- Dusza innej zakonnicy przyszła prosić Urszulę o modlitwę, o ofiarowanie za nią pięciu dni pokutnych na wzór pięciu ran Chrystusa. Kara owej siostry miała być nieznaczna i lekka, ale jednak realna. Na pytanie, dlaczego tak świątobliwa osoba znajduje się w czyśćcu, usłyszała, że za mało oczyściła się w czasie życia - czytamy.

- Dzięki swoim doświadczeniom mistycznym Urszula dowiedziała się, „że ludzie, pozostający po ziemskiej stronie życiowej pielgrzymki, powinni stale zabiegać o umartwienia – na różne sposoby". Niestety „większość z nas tego nie czyni, przesuwając czas oczyszczenia i umartwienia na pobyt w czyśćcu. W miejscu, w którym czas płynie zupełnie inaczej niż na Ziemi a wrażliwość duszy i głód obcowania z Bogiem gwałtownie – a boleśnie – wzrasta - zaznaczono.

Jan Bodakowski