- Z gronem wybitnych polskich epidemiologów powinniśmy zastanowić się, co zrobić, żeby tę epidemię chociaż mieć pod kontrolą. Wystarczy spojrzeć chociażby na zdjęcia z plaży we Władysławowie. Dystans społeczny nie jest zachowywany. Ludzie przestali się trochę bać koronawirusa, a nieodpowiedzialne wypowiedzi rządzących tylko to przekonanie potęgują. Jak słyszymy, że epidemii już nie ma albo wszystko jest pod kontrolą, to to jest nieodpowiedzialne. Codziennie wiemy trochę więcej o naturze koronawirusa, ale ciągle jest nam daleko do pełnej wiedzy na ten temat i powinniśmy być ostrożni - mówi niemieckiemu "Onetowi" Grodzki.

Dodał, że nie chodzi o lockdown, ale o "częściowe przywrócenie restrykcji".

- Niemcy wprowadzają badania na granicach dla osób wracających z pewnych krajów. W Wielkiej Brytanii zamykane są plaże, a inne kraje wprowadzają obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni publicznej - wylicza.

Jednocześnie nie przedstawia sam żadnych konkretów odnośnie Polski.

- Daleki byłbym od zamykania granic czy ograniczania wolności osobistych. Zostawiam to jednak specjalistom w zakresie epidemiologii. Dlatego potrzebna jest ta współpraca między rządzącymi a specjalistami. Mam wrażenie, że ostatnimi czasy resort zdrowia poza komunikatami dotyczącymi liczby zakażeń w zasadzie przyjął postawę dość bierną. O rządzie jako takim w kontekście pandemii nie warto wspominać, bo trudno dostrzec, żeby w jakiś kompleksowy i zorganizowany sposób do pandemii się odnosił poza zachęcaniem seniorów do pójścia na wybory - mówił marszałek senatu.

Jak przekonuje, trzeba powołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego, inaczej "będziemy się miotać od jednego bieguna huraoptymizmu, że nie ma pandemii, do drugiego bieguna paniki".