Trzyletnia Larissa już zaczyna mówić po turecku! Ponadto, pomimo że matka i dzieci są katolikami, to dzieci są pozbawione możliwości kontaktu z religią oraz kulturą chrześcijańską. – Liczymy, że podobnie jak w sprawie wspólnej skutecznej interwencji ZChR i Solidarnej Polski z 2019 roku, a dotyczącej wówczas polskiego dziecka oddanego pierwotnie przez angielskie służby społeczne pod opiekę pary homoseksualistów i dzisiaj wspólne działanie okaże się tu skuteczne. Rozprawa przed niemieckim sądem odbędzie się za tydzień. Czasu jest mało. Polskie służby dyplomatyczne muszą działać w tej sprawie szybko i sprawnie. Wiemy, ze opiekę nad dziećmy chce przejąć babcia dzieci, która dysponuje 94 metrowym mieszkaniem. Polacy mieszkający poza granicami Polski muszą zawsze mieć możliwość opieki ze strony polskich służb w kraju i naszych przedstawicielstw dyplomatycznych – mówi NGO prezes ZChR, eurodeputowany VI kadencji, dr Bogusław Rogalski.

Historię Polki i jej dzieci dramatycznie opisuje Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech z Hamburga

atka posiada wszelkie prawa rodzicielskie. Do grudnia 2018 roku mieszkała z dziećmi oraz z siostrą u swojej matki (babci dzieci) w mieszkaniu o powierzchni 95 metrów kwadratowych. Następnie poprosiła Jugendamt o pomoc w znalezieniu odpowiedniego mieszkania dla ich rodziny. Pracownicy Jugendamtu zaproponowali jej (…) mieszkanie w domu dla matek z dziećmi Mutter-Kind-Haus (wtedy córeczka miała niespełna 2 lata, a synek 3 miesiące). Od samego początku matka czuła się w tym przytułku jak przedmiot, który jest inwigilowany. Pracownicy Jugendamtu na wszelkie sposoby próbowali sfabrykować i w ten sposób „znaleźć” dowody, by na ich podstawie odebrać matce dzieci, stąd stosunki między matką, a nadzorczyniami z Jugendamtu były napięte. Jedną z takich sytuacji była kwestia pozostawienia butelki z mlekiem w kołysce, po karmieniu nocnym, którą matka pozostawiła w nogach dziecka, które zasnęło. Około godziny szóstej rano, szarpiąc znienacka gwałtownie drzwi, weszła pracownica Jugendamtu, wpadła w furię i zaczęła głośno krzyczeć, wskazując na leżącą w kołysce butelkę do karmienia. Stało się to pretekstem do wyrzucenia matki ze starszym dzieckiem z ośrodka. Młodsze dziecko – 5-cio miesięczny wtedy synek nie został oddany matce, został przekazany do tureckiej tzw. rodziny zastępczej. Od tego czasu matka wraz z córeczką zamieszkała u rodziny ojca dzieci. Jednak pracownica z ośrodka Jugendamtu zagroziła jej, że „nie odpuści” sprawy i odbierze jej córeczkę. Z obawy, matka przeprowadziła się do swojej mamy (babci dzieci) na miesiąc, do czasu, gdy znowu ośrodek Jugendamtu „upomniał się” o matkę z dzieckiem. W kwietniu 2019 roku, matka musiała się tam ponownie wprowadzić. Szykany narastały, a wraz z nimi wzajemna niechęć matki szczególnie do jednej pracownicy, która wmawiała matce skandaliczne zaniedbania córeczki i inne rzeczy, które nie miały realnie miejsca. Przykłady: „matka daje za dużo czekolady dziecku”, „matka pozwala dziecku pić sok, a powinna dawać tylko wodę mineralną tak jak Niemcy” itp. Szybko przerodziło się to w szkalowanie i pomawianie matki, o czym na bieżąco informowany był Jugendamt. Pracownica opowiadała im m.in., że „matka tylko przesiaduje z telefonem komórkowym i nie uważa na córeczkę”, która miała wtedy 2 lata. Pod koniec kwietnia 2019, kierownictwo ośrodka Jugendamtu telefonicznie wezwało matkę na „rozmowę”, na której również obecne były wspomniane wyżej pracownice i kierowniczka ośrodka Jugendamtu. Rozmowa, raczej monolog, przebiegała w sposób krzykliwy, ponieważ obie działaczki krzycząc, pomawiały matkę i przypisywały jej najróżniejsze „przewinienia” względem córeczki, które nigdy nie miały miejsca. Matka w ogóle – mimo prób – nie została dopuszczona do głosu. Konsekwencją tego spotkania, był natychmiastowy nakaz opuszczenia przez matkę ośrodka, niestety bez córeczki, która bezzwłocznie została oddana do drugiej tureckiej i muzułmańskiej rodziny zastępczej. Matce nie pozwolono się nawet zobaczyć z córką i pożegnać. W sposób perfidny, okłamano, że zobaczy córeczkę przez okno. Niestety, tak się nie stało. Aktualnie córeczka mówi już po turecku… Po wykwaterowaniu i spakowaniu rzeczy z ośrodka, matkę odwieziono do babci dzieci. Tam na miejscu, korzystając z chwilowej nieobecności matki, działaczka Jugendamtu opowiedziała babci dzieci, nieprawdę, że córka sama chciała, by jej drugie dziecko też zostało w ośrodku i chciała wrócić do „mamusi”. Dopiero po opuszczeniu mieszkania przez pracowników Jugendamt, podczas rozmowy, matka dzieci dowiedziała się o tych pomówieniach i opowiadaniu nieprawdy przez aktywistkę Jugendamtu (wiek dzieci: 8 miesięcy i 2 lata). Wkrótce, matka została przymuszona, przez adwokata współpracującego z Jugendamtem, do poddania się opinii biegłej, która, jak to jest w 99 % przypadków – sporządzona jest tak, by sąd jako płatnik (opinia biegłych to przeciętnie 10 tys. euro, które płaci sąd) miał wolną rękę i mógł na niej wszystko oprzeć. Mamy zatem dowód stronniczo sporządzonej i niezwykle krzywdzącej opinii dla matki. Mimo, że matka ma pełne prawa rodzicielskie, gdy dziecko znalazło się w szpitalu, nikt jej o tym fakcie nie poinformował. Dowiedziała się o tym przypadkiem, dzięki listowi ze szpitala – post faktum - czytamy

Czy interwencja ZChR oraz ewentualne działania katowickiego polityka Solidarnej Polski w tej sprawie ponownie będą skuteczne? Czas pokaże!

Piotr Galicki