Ale to tylko chwilowa pieriedyszka, bo żydowska gazeta dla Polaków cały czas grzeje pod kotłem, więc jak tylko kuracja przeczyszczająca się zakończy i nasi przedstawiciele zasiądą swoimi zadami – jak to się kiedyś mówiło - “na majestacie”, to “Margoty” ponownie dadzą o sobie znać, tym bardziej, że coraz więcej tak zwanych celebrytów zaczyna im się podlizywać. Na przykład pani Ewa Błaszczyk, nie tylko prezentuje się w żydowskiej gazecie dla Polaków jako “antyfaszystka”, ale czapką frygijską kłania się “Margotom” za “gimnastykowanie jej umysłu”. Zawsze wydawało mi się, że u pani Ewy Błaszczyk, w odróżnieniu na przykład od takiej pani Katarzyny Figury, na pierwszy plan wybijają się zalety intelektualne, a tu proszę; okazuje się, że za gimnastykowanie jej umysłu zabrały się dopiero “Margoty”.

Okazuje się, że pozory mylą, ale mniejsza z tym, bo ważniejsze, że wspomniana aktywność żydowskiej gazety dla Polaków w sprawie “Margotów”, stanowi dowód, że dla żydokomuny, tradycyjnie będącej w awangardzie komunistycznej rewolucji, “Margoty” obok “kobiet” stanowią obecnie najtwardsze, że tak powiem, jądro proletariatu zastępczego. Kiedy już przy pomocy tego proletariatu żydokomuna przepuści nas przez maszynkę do mięsa, potem zabierze się i za “Margoty” - ale na tym etapie dziejowym na razie im schlebia. Nie tylko zresztą schlebia, ale – zgodnie z leninowskimi przykazaniami organizatorskiej funkcji prasy – wzywa do “edukacji”, jako remedium na “faszyzm”. Wszystko się zgadza; Antoni Gramsci uważał, że głównym polem bitwy rewolucyjnej powinna być sfera ludzkiej świadomości, toteż w tej strategii na plan pierwszy wysuwa się “edukacja”, czyli masowe duraczenie. Ciekawe, że i na Białorusi motorem rewolucji okazały się “kobiety”, które w dodatku obiecują każdej fabryce, co to przyłączy się do strajku, po 100 tysięcy dolarów.

Kto by przypuszczał, że pani Swietłana Cichanouska uzbiera sobie aż tyle, że “kobiety” będą mogły rzucać na prawo i lewo setkami tysięcy dolarów - a przecież nie jest to pewnie ostatnie słowo. Nie tylko Unia Europejska zamierza sypnąć złotem, ale i nasi Umiłowani Przywódcy z panem premierem Morawieckim na czele, włączyli się do akcji “me too” i obiecują przekazać “kobietom” 50 mln złotych. Wprawdzie po połowie roku deficyt budżetowy przekroczył i to grubo, 100 miliardów złotych, ale skoro Nasz Najważniejszy Sojusznik każe, to nie ma rady; trzeba płacić. Tak samo było za Leonida Breżniewa, kiedy to Polska musiała finansować Francuską Partię Komunistyczną, chociaż Edward Gierek na spłatę długów zaciągał kolejne pożyczki na 20 i więcej procent, aż wreszcie w sierpniu 1980 roku wszystko się skawaliło, mimo akcji “szukamy 20 miliardów”. “Niestety nic my nie znaleźli – pisze poeta – przecież to Pcim, nie wyspa skarbów!” Ale bądźmy dobrej myśli; kiedy już Kongres Stanów Zjednoczonych po przeanalizowaniu raportu Departamentu Stanu, obmyśli sposoby podkręcenia Polski, by w podskokach realizowała żydowskie roszczenia, to jestem pewien, że pani Ania Wierchowskaja, co to w swoim czasie wyszlamowała Szwajcarię, potrafi wycisnąć pieniądze nawet z kamienia. Tak oto na naszych oczach sprawdza się to, co w 2006 roku mówiłem na antenie Radia Maryja – że podczas gdy my jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, pędząc przed sobą hordę “Margotów”.

Z pamiętników Karola Wędziagolskiego i Mieczysława Jałowieckiego, którzy rewolucję bolszewicką w Rosji mogli obserwować od wewnątrz wynika, że udała się ona przede wszystkim wskutek nacechowanej rezygnacją obojętności ówczesnego rosyjskiego społeczeństwa. Jałowiecki pisze, że w Piotrogrodzie było wtedy mnóstwo oficerów carskiej armii i gdyby tylko się zorganizowali, to po bolszewikach nie zostałaby nawet mokra plama. Stało się jednak inaczej, pułki wojska jeden po drugim ogłaszały “neutralność”, wskutek czego żydokomuna utopiła Rosję we krwi. “Stąd dla żuka jest nauka”, by niebezpieczeństwa likwidować w zarodku, zgodnie z zaleceniami Mikołaja Maciavellego, który w “Księciu” pisał, że “Rzymianie nie pozwalali dojrzewać niebezpieczeństwom przez uchylanie się od wojny”. Wojna bowiem prędzej czy później i tak wybuchnie, ale wtedy może być już za późno, by niebezpieczeństwu skutecznie stawić czoła. Ale kiedy w jednym z nagrań do kamery zwróciłem uwagę, że rząd zakupił dla policji 30 mln sztuk ostrej amunicji, więc nie ma żadnego powodu, by policja była bezradna wobec rozwydrzonej łobuzerii, to w odpowiedzi dostałem sporo krytycznych, najdelikatniej mówiąc, listów. Ich autorzy uważali, że takich rzeczy robić nie wolno, bo broń to tylko na wroga. Ale łobuzeria, zwłaszcza że nie ma już żadnego doświadczenia przemocy, nie wie, gdzie przebiega granica i czy w ogóle jest. Widzimy to choćby na przykładzie sytuacji w Ameryce, gdzie przywódcy walki o równouprawnienie Murzynów, domagają się, by biali obywatele zaczęli oddawać im swoje domy. Nawiasem mówiąc, to może doprowadzić ich do zguby, tak jak żonę rybaka z bajki o rybaku i złotej rybce, bo Żydzi zaliczają się do rasy białej, a sami wiemy, jak bardzo są wyczuleni na sprawy majątkowe. Jak podkręcą tych wszystkich twardzieli z Kongresu, to i policja nie tylko przestanie bratać się z dziczą i przed nią klękać, tylko da jedną i drugą salwę i sprawa będzie załatwiona.

Ktoś może powiedzieć, że byłoby to nieludzkie. Nie bardzo się z taką oceną zgadzam. Człowiek, w odróżnieniu od bydlęcia, nie tylko jest w stanie kierować swoim postępowaniem, ale również przewidywać jego skutki. Jeśli zatem w przypadku publicznego zbiegowiska, którego uczestnicy dopuszczają się grabieży i niszczenia mienia, policja wydałaby ostrzeżenie, że jeśli w ciągu 5 minut się nie rozproszą, to otworzy ogień – i by otworzyła – to wydaje mi się, iż nie byłoby to postępowanie “nieludzkie”, tylko przeciwnie – bardziej “ludzkie”, niż rozganianie tłuszczy pałkami, obrzucanie jej gazem, czy polewanie wodą. Pałki, gaz, czy woda, to metody pasujące bardziej do stada bydła, niż do ludzi. Jeśli zatem uważamy, że granice nie powinny być przekraczane, to najpierw trzeba jest ustanowić, a potem ich bronić. Instynkt samozachowawczy może okazać się tu niezwykle pomocny, a osobiste doświadczenie przemocy jest bardzo cennym elementem doświadczenia życiowego w ogóle, Dzięki upowszechnieniu takiego doświadczenia można będzie zastosować się do innej rady Machiavellego – że “okrucieństwo i terror należy stosować rozsądnie i tylko w miarę potrzeby.”

Stanisław Michalkiewicz