Przed pochopnym wyciąganiem na własną rękę wniosków doktrynalnych z wyrwanych z kontekstu cytatów z Pisma Świętego, „beztroskim i niedouczonym wykładaniem Biblii przez przypadkowe osoby", przestrzegał nas już święty Paweł w swoich listach. Święty Piotr przestrzegał, że w pismach są „trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opatrzenie tłumaczą (na własną zgubę)".

Musimy pamiętać, że Kościół katolicki „był i jest niezbędny, aby pod natchnieniem Ducha Świętego nauczać i wyjaśniać Pismo". Taki obowiązek ma każdy biskup z racji na to, że jest pasterzem „który ma czuwać nad prawowiernością głoszonej nauki". Taka rola Kościoła jest odrzucona przez protestantów, z których wielu „w ogóle nie widzi potrzeby instytucjonalnego Kościoła, władzy kościelnej, wspólnych nabożeństw, liturgii".

Kościół katolicki jako instytucja został powołany przez Jezusa. Ważne jest to, że „gwarantem niesfałszowanego i pełnego przekazu objawienia jest Kościół, ponieważ został założony przez Chrystusa i jest jego ciałem". To Kościół mocą nadaną przez Jezusa może „bezbłędnie i autorytatywnie tłumaczyć Pismo Święte".

Pismo Święte trzeba czytać i interpretować w tym samym duchu, w którym zostało napisane. Dzieje się tak, bo z indywidualnej lektury Biblii można wyciągać wnioski sprzeczne z depozytem wiary.

Subiektywne błędne wnioski z lektury Biblii wynikają z tego, że jest to tekst w tłumaczeniu, i nie ma idealnych tłumaczeń. Pewnym sformułowań nie da się w ogóle dosłownie przetłumaczyć tak, by oddawały sens oryginału. Każde nowe tłumaczenie pokazuje, jak odmiennie można przetłumaczy doskonale znane nam słowa. Tłumaczenie zawsze jest interpretacją, gdyż to samo zdanie można przetłumaczyć na różne sposoby, przy czym każde z nich może mieć naukowe uzasadnienie".

Dodatkowo niektóre tłumaczenia celowo są nierzetelne. Wielokrotnie w historii zdarzało się tak, że heretycy tak tłumaczyli Biblię, by pasowała do głoszonych przez nich herezji. Dlatego Kościół katolicki zakazuje katolikom korzystania z heretyckich wydań Biblii (wbrew antykatolickimi kłamstwom, Kościół nie zakazywał lektury zgodnych z oryginałem katolickich tłumaczeń Biblii, tylko lektury sprzecznych z oryginałem heretyckich sfałszowanych wydań).

By zrozumieć sens teologiczny tekstów biblijnych, trzeba znać zawiłości językowe związane z językami, które używał Jezus i jego uczniowie. Wiedza o tych starożytnych językach jednoznacznie wskazuje, że rację ma Kościół katolicki, a nie protestanci. Przykładem jest kwestia prymatu świętego Piotra i imion, jakie nosił – Jezus powiedział do Piotra: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój". Jezus i apostołowie rozmawiali ze sobą po aramejsku. Jezus nadał Piotrowi aramejskie imię ''Skała'' – Kefa. W cytacie tym chodzi o to, że Jezus Piotra uczynił fundamentem Kościoła. Greckim odpowiednikiem aramejskiego Kefa (słowa w rodzaju męskim), jest Petra (słowo w rodzaju żeńskim), a imię Petros (w rodzaju męskim) pochodzi od Petra.

Należy wystrzegać się ekumenicznych tłumaczeń Biblii. Odległe są one od zgodnego z oryginałem brzmienia tłumaczeń katolickich czy prawosławnych, a za to bliskie heretyckim tłumaczeniom, sprzecznym z oryginałem. Ekumenizm realnie we współczesnym dialogu międzyreligijnym polega na wyrzekaniu się katolicyzmu i przyjmowaniu heretyckiej tożsamości. Musimy pamiętać, że „rozumienie Biblii jest [...] przyczyną sporów między katolikami a protestantami". Tekst odbierany jest przez pryzmat naszego bagażu kulturowego.

Niezbędna rola Kościoła katolickiego w odczytywaniu Biblii jest jednym z tematów, jakie poruszył Roman Zając w swojej doskonałej, napisanej niezwykle przejrzyście, pełnej ciekawych informacji, wydanej przez wydawnictwo Monumen (wydawcę miesięcznika Egzorcysta), pracy „Na drogach i bezdrożach czytania Biblii".

Jan Bodakowski