Jak poinformowała "Rzeczpospolita", kolejnym samozwańcem, który uznał się za prezydenta Polski, jest Władysław Janusz Małkowicz. Szerzej nieznany samozwaniec objecie urzędu prezydenta, ogłosił na łamach „Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej", publikacji wydawanej w Wielkiej Brytanii przez zwolenników konstytucji kwietniowej z 1935 roku.

Do artykułu z "Rzeczpospolitej" warto dodać, że na podstawie tej Konstytucji (wprowadzonej bezprawnie przez sanacyjną dyktaturę) konstytuowały się władze II RP na uchodźstwie. W czasie II wojny światowej miało to uzasadnienie w interesie okupowanej Polski. Po wojnie było symbolicznym aktem kontestacji komunistycznej okupacji. Dziś, gdy w Polsce są demokratyczne wybory, jest aberracją i wyrazem pogardy dla narodu polskiego.

W „Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej" opublikowano oświadczenie Małkowicza. - Zoobligowany wyjątkowymi wydarzeniami światowymi jako Przewodniczący Rady Stanu Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie na mocy Suwerena, a w związku z kryzysem na Urzędzie Prezydenta w Kraju i na Obczyźnie i zgodnie z Art. 23 Konstytucji Rzeczypospolitej z dnia 23 kwietnia 1935 roku podjąłem wspólnie po konsultacji w dniu 21 czerwca 2020 roku z Wiceprzewodniczącym Rady Stanu Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie decyzję o pełnieniu tymczasowo Urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie - czytamy.

"Rzeczpospolita" przypomina, że wcześniejszym samozwańcem był Jan Zbigniew Potocki. - Uważa się za prawowitego prezydenta w myśl konstytucji kwietniowej, następcę Juliusza Nowiny-Skolnickiego. Ten ostatni był nieuznawanym przez większość środowiska emigracyjnego „Prezydentem Wolnej Polski na Wychodźstwie", tworzącym alternatywne struktury władzy wobec np. Ryszarda Kaczorowskiego. O Potockim stało się głośno kilka miesięcy temu, gdy zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich, lecz ostatecznie nie udało się mu zebrać 100 tys. podpisów - napisano.

Start Potockiego w wyborach stał się dla Małkowicza pretekstem do uznania „zrzeczenia się urzędu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie" przez Potockiego a przez to samozwańczego uznania się za prezydenta.

Przed drugą turą wyborów prezydenckich prezydentem uznał się nadający ze ''schowka na szczotki'' Mariusz Max Kolonko. Jak informuje portal silesia24.pl, błaznujący w Internecie (zapewne dla zysków z reklam) Max Kolonko „4 lipca za pośrednictwem własnej platformy MaxTVGO oznajmił, że na mocy petycji, którą sam stworzył, przyjął urząd prezydenta Polski".

Mariusz Max Kolonko w swoim wideo stwierdził, że „przychylając się do petycji narodu polskiego, obejmuję niniejszym urząd prezydenta Polski ad interim, do czasu przeprowadzenia demokratycznych i wolnych od zbiórek, podpisów uczciwych wyborów prezydenckich, dokonanych na drodze e-votingu poprzez naród wyposażony w karty do głosowania"

Wraz z przejęciem prezydentury Kolonko ustanowił „Stany Zjednoczone Czwartej Republiki Polskiej".

- Jedną Polskę złożoną z dwóch narodów. Jednego zamieszkującego obecne terytorium kraju i drugiego Polonię na emigracji, która nigdy w historii nie miała swojej reprezentacji w Sejmie - czytamy.

Według "Rzeczpospolitej" prezydentem „głoszono prof. Włodzimierza Juliana Korab-Karpowicza, filozofa z Uniwersytetu Opolskiego". Co ciekawe, "dyplom nominacyjny otrzymał z rąk Wojciecha Edwarda Leszczyńskiego, uważającego się za króla Polski".

Samozwańczy prezydenci Polski, wydają różne absurdalne dekrety. - Mariusz Max Kolonko 8 sierpnia wydał dyrektywę, na mocy której rozwiązał Radę Mediów Narodowych, a z nazwy TVP usunął słowo "Polska" do czasu uzyskania dodatniego salda przez tę spółkę. Z kolei 3 sierpnia Władysław Janusz Małkowicz wydał zarządzenie o budowie kilkudziesięciu transatlantyków, które mają służyć Polakom z zagranicy do odwiedzania Polski. Minimalny czas pobytu w Ojczyźnie wynosi jeden miesiąc - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Jan Bodakowski