Po pierwsze, ustawa wprowadza w istocie wielką zmianę cywilizacyjną dotyczącą rozumienia i traktowania zwierząt. Powołuje ona Radę ds. zwierząt, a stąd już niedaleko do utworzenia funkcji rzecznik praw zwierząt. Tymczasem w naszej cywilizacji prawa przynależą tylko tym, którzy są w stanie wypełniać obowiązki i na nich bazują. Nie znaczy to, że wolno maltretować zwierzęta. Obowiązek poszanowania ich wynika jednak z obowiązków wobec innych ludzi i środowiska, a nie z iluzorycznych praw zwierząt, które przewracają cały porządek wartości przyjęty w naszej kulturze. W dodatku w skład Rady wejdą na mocy ustawy m.in. przedstawiciele stowarzyszeń ochrony zwierząt. Wiadomo, że wiele z nich ma skrajnie lewicowy charakter, co będzie okazją do promowania lewicowej agendy w społeczeństwie. Rada ma składać roczne sprawozdania na temat dobrostanu zwierząt. Może to być okazja np. do napiętnowania myśliwych i dalszego ograniczania praw hodowców i rolników.

               Nowe rozumienie jest niekatolickie i prowadzi do traktowania zwierząt jak ludzi. W praktyce oznacza to jednak zawsze jedno: sprowadzenie ludzi do rzędu zwierząt. W momencie zrównania jednych i drugich zaciera się różnica między nimi i otrzymujemy cywilizacyjny horror. Już w tym momencie mamy w Polsce ustawowy zakaz samej hodowli zwierząt na futra i znacznie ograniczony ubój rytualny, a jednocześnie można zabijać dzieci nienarodzone. Trudno określić to inaczej niż schizofrenię. Zwłaszcza, że ci sami ludzie, którzy powołują się na cierpienie zwierząt, nie biorą pod uwagę cierpienia dzieci nienarodzonych. To zresztą nie wszystko. W obecnej sytuacji „pandemii” eksperci alarmują, że nowonarodzone dzieci nie są objęte właściwą opieką i wiele z nich może umrzeć. W tym momencie natomiast skupiamy się na tym, jak to źle jest norkom w klatkach. Znowu jest to przykład, jak ludzie są traktowani gorzej od zwierząt.

               Po drugie, ustawa jest napisana pod lobbystów, którzy w różny sposób na niej zarobią. Zyskają na tym zagraniczni hodowcy i producenci skór na futra, a także zagraniczni przedsiębiorcy, którzy dokonują uboju. Przepisy o możliwości odbioru zwierząt przez organizacje społeczne i konieczność utrzymywania bezdomnych zwierząt przez samorządy wykorzystają organizacje, które w imię walki o dobrostan zwierząt, będą mogły szantażować hodowców i wyciągać olbrzymie sumy od państwa, czyli ostatecznie od nas.

               Po trzecie, ustawa jest socjalistyczna, bo znosi wolność gospodarczą w niektórych dziedzinach. Chodzi nie tylko o prowadzenie hodowli, ale też np. prowadzenie cyrków. Wprowadza też znaczne ograniczenia wolności obywateli, którzy będą musieli mieć odpowiednie kojce, nie będą mogli trzymać psów na łańcuchach i w każdej chwili mogą spodziewać się kontroli społecznej, która może w asyście policji odebrać im zwierzę. W ten sposób, człowiek, który tylko założy stowarzyszenie, może wejść na teren naszej posesji, pouczać nas, a nawet zarekwirować naszą własność. To nie mieści się w głowie i nie mieści się w granicach państwa prawa.

Po czwarte, ustawy tej nie należy traktować jako czegoś ostatecznego. Może ona stać się bowiem dopiero początkiem. Zgodnie z użytymi argumentami można będzie zlikwidować myślistwo, wprowadzić ograniczenia dla wędkarzy, zadekretować dalsze ograniczenia swobód obywatelskich. Nikt nie wie, do czego mogą posunąć się lewicowi ideolodzy i gdzie jeszcze zwęszą jakieś interesy. Żaden hodowca i rolnik w Polsce nie powinien jednak od dzisiaj czuć się bezpiecznie. Na razie wszystko stracili hodowcy zwierząt futerkowych. Jutro może dotknąć to hodowców bydła, drobiu itd.

Hodowla zwierząt futerkowych i ubój rytualny będą trwały dalej i to nie w mniejszej skali, bo tam gdzie jest potrzeba, zawsze jest popyt. Zarobią jednak na tym już nie Polacy, a nasi sąsiedzi. Polski rząd natomiast pozbawił się środków, aby wyegzekwować, aby odbywało się to w cywilizacyjnych warunkach.