– Powiedziałam, że się na to nie zgadzam, bo nie ma przepisów, które nakładałyby na nas taki obowiązek. Są tylko wytyczne – powiedziała nauczycielka.

Początkowo dyrekcja nie chciała się zgodzić w imię rzekomej "pandemii". Kobieta skontaktowała się wówczas z prawnikiem.

– Zgłosiła się do mnie z prośbą o wsparcie. Uświadomiłyśmy dyrekcji szkoły, że wytyczne sanepidu czy rządu nie są źródłem prawa, więc nikt nie może ponieść odpowiedzialności za niestosowanie się do nich. Często dyrektorzy szkół są nadgorliwi, ponieważ boją się konsekwencji. W tym przypadku chroni ich prawo, obowiązek noszenia maseczek jest niezgodny z konstytucją – powiedział mec. Maja Gidian.

– Jak mam swoim uczniom wytłumaczyć, że na lekcji mogą zdjąć maski, a na korytarzu muszą je zakładać? Czy wirus wie, że może atakować na korytarzach, a w klasach już nie? – pyta nauczycielka, wskazując na absurd w przepisach. – Znam opinie części lekarzy, że maseczka bardziej szkodzi, niż chroni. Dzieci mają ograniczony dostęp tlenu do organizmu – przypomina.

Nauczyciele bez masek oraz innych osłon na twarzy pojawiają się coraz częściej w szkołach w woj. pomorskim oraz w Warszawie.