Jest wielkim spryciarzem. Wprawdzie nie zbiera jeszcze po ludziach datków na wygodne życie, jak to czynił niejaki Michał Sz. (ksywa zawodowa „Margot”) „męczennik” bitwy o tysiącpłciowość rodzaju ludzkiego, ale kto wie, czy na podobny pomysł i nasz spryciarz nie wpadnie. Lekki pieniądz pachnie, więc dlaczego nie sięgnąć do kiesy naiwnych fanatyków i durniów.

      Jest bezkarny. Może bez umiaru łgać, bowiem on i jemu podobni zrobili sobie z tego oręż do walki z „normalsami”. Na nic nasze zaprzeczenia, zwracanie uwagi na jawną nieprawdę. Możemy najwyżej napisać to, co sformułował dosadnie Rafał Ziemkiewicz: „znowu bydlak rozpowszechnia kłamstwa”. Bydlak ma to wszystko gdzieś. Jest górą, będzie nadal robił swoje.  

      Pora wyjaśnić o kim mowa. Przedstawianym pretendentem do tytułu Łajdaka nr. 2 ( w odróżnieniu od Łajdaka nr. 1 – znanego z donosów na swój kraj agresywnego homoseksualisty i europosła) jest polski obywatel Bart (Bartosz? Bartłomiej?) Staszewski. To wprawdzie tylko mały trybik w planie unicestwienia istniejącego porządku, obowiązujących zasad społecznych i praw. Jednak jego akcje, mające pozory wygłupu niosą fatalne dla kraju skutki. Dokłada bowiem cegiełkę do zorganizowanej nagonki na Polskę, prowadzonej przez międzynarodowe, w tym także unijne gremia pod hasłem walki z łamaniem przez  nasz kraj praworządności i szalejącą homofobią.

         Że nagonka pod tymi właśnie zawołaniami ma miejsce, już chyba nie wątpi nikt, kto obserwuje kolejność zdarzeń. Aby znaleźć potwierdzenie, iż Polska dręczy ludzi LGBT i że tym samym łamie prawa człowieka, wynajęto najpierw wspomnianego europosła. Posłusznie dał więc występ na forum europarlamentu, opisując grozę prześladowań jakie spadają w naszym kraju na osoby homoseksualne. Dla wzmocnienia tego łgarstwa niezbędne były jednak dodatkowe argumenty. I tu ruszył w sukurs obywatel Staszewski. Bez żenady, gdzieś tam po kątach rzucając, że to żart, umaił tablice z nazwami różnych miejscowości planszami głoszącymi, iż są  „strefą wolną od LGBT”. Sfotografował i wysłał to w świat. Tak oto pojawił się oczekiwany przez macherów z LGBT materialny dowód, że w Polsce szaleje homofobia.

       Na tych wymyślonych przez obu łajdaków faktach oparli się unijni Polakożercy, aż śliniący się z ochoty, żeby w jakikolwiek sposób nam dokopać. Potem Łajdak nr. 1, guru tego z numerem 2, udzielił wywiadu dla Reutersa, podpierając się w swych wywodach o potwornej polskiej homofobii wyssanym z palucha zestawem pomówień i łgarstw. Skutki tym razem nie kazały długo na siebie czekać. Parlament Europejski ochoczo wydał rezolucję grożącą blokowaniem środków unijnych z przyczyny szalejącej u nas homofobii. Ta kolejność rzeczy aż bije po oczach, układa się w logiczny ciąg, i tylko ktoś naiwny nie potrafi dostrzec drugiego dna owej rezolucji. Dali jej paliwo właśnie dwaj łajdacy, nie bacząc, że konsekwencje możemy ponieść wszyscy. Warto tym panom ich występy zapamiętać.

        Dziwi fakt, że sprawujący aktualnie władzę nie potrafią tego przeciąć. Że stróże prawa stoją niby kołki w płocie, nie dobierając się łobuzom do skóry. Istnieją wszak paragrafy za wyczyny podobne do tych, jakich autorami są ci osobnicy. Chociażby traktujące o znieważaniu, szkalowaniu, posługiwaniu się fałszywymi dowodami, wprowadzaniu opinii publicznej w błąd w celu osiągnięcia wymierzalnych, także materialnie, korzyści. Czy w końcu nasze władze się ockną i zafundują im stosowne miejsce na sądowej ławie? Tym bardziej, że oni swoich działań nie zaprzestaną. Bo dlaczego mieliby to robić, jeśli świetnie się swoimi manipulacjami bawią, i jeśli ciągle są bezkarni?

Anna Rak