Ale teraz trzeba sobie zdać sprawę, że drugiej prawicy nie będzie, że wyborcy im zaufali i potrafią bezlitośnie ich rozliczyć z absurdalnych wojenek. Przez nieodpowiedzialne stanowisko i wybujałe ambicje polityczne narażona jest cala Polska. Trzeba sobie jasno zdać sprawę, że osią Zjednoczonej Prawicy jest cały czas PiS, a koalicjanci to jedynie przystawka, dająca wprawdzie sejmową większość, ale nie mająca szans na samodzielne kariery.

Jeszcze na wiosnę byliśmy wstrząsani awanturą polityczną wywołaną przez lidera Porozumienia Jarosława Gowina. Spór toczył się wokół wyborów prezydenckich. Też było gorąco i to nie wiadomo właściwie z jakiej przyczyny. Skończyło się to jednak zażegnaniem sytuacji, a ówczesne niepokoje wywołał jedynie Jarosław Gowin, który odszedł z rządu, ale nigdy nie mówił o rozpadzie koalicji. Istniała jednak obawa, że pociągnie za sobą kilku posłów i większość sejmowa jest zagrożona.

Teraz jest jeszcze gorzej. Okoniem stanęła cała Solidarna Polska, która ciągle chce wychodzić przed szereg, żąda stanowisk i silniejszego głosu w partii. Ale Solidarna Polska poza koalicją nie istnieje. Świadczą o tym sondaże. Czemu ma służyć wywoływanie obecnego kryzysu politycznego nie bardzo wiadomo. Politycy swoje gorące głowy powinni jak najszybciej polać zimną wodą i udać się do Canossy.

Ta awantura polityczna to doskonały prezent dla opozycji, która sama skłócona i poobijana tylko czeka, aby się skonsolidować wokół obalenia obecnych rządów. Już teraz dzielą skórę na niedźwiedziu i marzą o powrocie do władzy.

Dlatego bajanie prawicy o możliwości rządu mniejszościowego jest absurdalne. Wprawdzie z najnowszej historii wiadomo, że takie rządy u nas istniały, ale warto sobie przypomnieć, czym to się skończyło. Ich byt polityczny to najwyżej trzymiesięczne rządzenie, a potem wybory. Tak się rozpadł AWS. Ciągle był wstrząsany wewnętrznymi niepokojami i rząd Jerzego Buzka musiał polec. Prawica na długo została odsunięta od władzy. Teraz również może się tak stać. Ale jesteśmy bogatsi w tamto doświadczenie i powinniśmy wiedzieć, czym grożą podobne wojenki.

Każdy sobie zdaje sprawę, że awantura wokół ustawy o ochronie zwierząt to tylko pretekst, że w obozie prawicy od dawna iskrzy i każdy pretekst był dobry, aby wywołać kryzys polityczny.

Ryszard Terlecki podczas awantury o ustawę broniąca zwierzęta przed okrucieństwem powiedział, że „negocjacje Zjednoczonej Prawicy zostały zawieszone w związku z sytuacją, jaka mamy w Sejmie, jeśli nasi koalicjanci - Solidarna Polska i Porozumienie – poskromią oczekiwania i zastosują się do decyzji kierownictwa ZP, to będzie można do nich wrócić”.

Wiadomo, że stan zapalny w ZP przyniosły prace nad rekonstrukcją rządu, która zakłada ograniczenia i to znaczne ministerstw. No i zapewne wybuchła przepychanka o stołki. Te wszystkie niepokoje trzeba jak najszybciej stłumić, bo innej Zjednoczonej Prawicy nie będzie. Wszystkie dokonania pięcioletnich rządów pójdą na marne. Tego Polacy nie wybaczą, a patrząc perspektywicznie, nie wybaczy im także historia. Nowe wybory staną się absurdem i przyniosą klęskę prawicy. Na powtórne rządy prawicowe trzeba będzie poczekać długie lata. A wyborców nie interesuje, że koalicjanci chcą za dużo, że bez pozwolenia zabierają głos w każdej sprawie, że nie szanują kierownictwa PiS-u. Polacy chcą spokoju, bo i tak przyszło nam się zmierzyć z kryzysem gospodarczym i zdrowotnym, z którym będziemy musieli żyć w najbliższych miesiącach.

Podobno rozważany jest scenariusz, w którym do rządu wchodzi także Jarosław Kaczyński w roli wicepremiera odpowiadającego za szeroko rozumianą strefę bezpieczeństwa zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego. To ciekawe rozwiązanie, bo w rzeczywistości lider PiS-u i tak trzyma nad wszystkim pieczę. Lepiej, aby stało się to wszystko sformalizowane.

Najważniejsze, aby doszło do porozumienia między koalicjantami, bo taka szansa jaką mamy teraz trafia się raz na generację. Nie można zaprzepaścić zdobyczy obecnych rządów. Nie możemy znów utracić pozycji międzynarodowej. Staliśmy się liderem Europy Środkowo-Wschodniej i liczącym się głosem w Unii Europejskiej. Czas na wewnętrzne opamiętanie.

Iwona Galińska