A wszyscy wietrzyli jej koniec. Opozycja zwierała szyki i myślała z utęsknieniem o przyspieszonych wyborach, nadal nie mając nic narodowi do zaproponowania. Ale kasandryczne wieści dochodziły także z szeregów PiS-u. Mówiono o końcu koalicji, że formalnie ona już nie istnieje. Uspakajali, że możliwy jest rząd mniejszościowy. Tylko nie wspominali przy tym, jak jest on niebezpieczny i po najdalej trzymiesięcznym rządzeniu musi polec. Taki był los poprzednich rządów mniejszościowych z AWS-em na czele.

Pojawiały się głosy publicystów, że PiS ma duże poparcie sondażowe, trzeba to wykorzystać i ruszyć do przyspieszonych wyborów po zwycięstwo samodzielnych rządów. Zapomniano chyba o tym, że opinia społeczna jest bardzo chimeryczna i obecne wysokie notowania sondażowe niczego nie gwarantują. Wystarczy sobie przypomnieć sytuację sprzed kilku miesięcy, gdy szykowano się do wyborów prezydenckich. Początkowo PO gwałtownie traciła poparcie, a ich kandydatka Małgorzata Kidawa-Błońska miała poparcie 4-procentowe. Natomiast Andrzej Duda miał zapewnione 60-procentowe poparcie i zwycięstwo już w pierwszej turze.

I nagle, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej rozpoczął się kryzys polityczny spowodowany działaniami Jarosława Gowina. Koalicja chwiała się. Skorzystała na tym opozycja i zamieniła swoich kandydatów: Małgorzatę Kidawę-Błońską na Rafała Trzaskowskiego, który deklarował, że nigdzie się nie wybiera ze swego prezydenckiego stołka. O jego nieudolności, jako włodarza stolicy było już głośno. Mieliśmy pierwszą awarię Czajki, awarię rurociągu ciepłowniczego, w której część Warszawy została podtopiona gorącą wodą. Ugotowało się wówczas ileś psów policyjnych, które zginęły w męczarniach. Prezydent Warszawy miał już za sobą zaskakujące pomysły: budowę plaży na Białołęce w zimie, strefę relaksu na pl. Bankowym, eksperyment z wysłaniem kóz na wyspę wiślaną, gdzie miały zżerać trawę, a umarły śmiercią głodową, zalanie Warszawy podczas ulewy burzowej tak, że mieszkańcy Saskiej Kępy mieli szambo w domu, a na ulicach strzelały gejzery nieczystości. Wydawało się, że taki kandydat, który nie potrafi poradzić sobie z rządzeniem miastem, nie dostanie poparcia społeczeństwa, aby był prezydentem Polski. Nic z tych rzeczy. Od razu stal się ulubieńcem społeczeństwa i do końca zagrażał bardzo poważnie Andrzejowi Dudzie.

Ten przykład doskonale obrazuje, jak ważna w polityce jest rozwaga i zdolność przewidywania. Tym bardziej, że już w przeszłości PiS przeżył rozpad koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Zostały rozpisane przedwczesne wybory i PiS poniósł w nich klęskę. Został na lata odsunięty od władzy, do rządów dorwała się PO i PSL. A jakie to były rządy, każdy pamięta.

Teraz, gdy społeczeństwo zaufało Zjednoczonej Prawicy i ponownie wybrało tak, że możliwe było samodzielne jej rządzenie, szczytem nieodpowiedzialności byłoby wystawianie wszystkiego na niepewną grę. Na szczęście do tego nie doszło. Porozumienie zostało podpisane, i w tym tygodniu zostanie dopięta rekonstrukcja rządu.

Na mocy sobotniego porozumienia podpisano wspólne rządy w zrekonstruowanym rządzie, deklarację wspólnego startu w wyborach i wspólnych uzgodnień projektów legislacyjnych. Nad tym ostatnim ma czuwać Rada Koalicji. Jarosław Kaczyński w swoim krótkim przemówieniu po podpisaniu koalicji, mówił, iż jest "głęboko przekonany, że dzisiejszy dzień dobrze zapisze się w naszej historii, bo mamy przed sobą trzy lata do kolejnych wyborów parlamentarnych i jestem zupełnie pewny, że to będą lata dobrze wykorzystane dla Polski".

PiS ma do zrealizowania jesienną ofensywę programową z dokończeniem reformy sądowniczej, a także reformę mediów. Zawarte porozumienie to także deklaracja ścisłej współpracy w ramach klubów parlamentarnych.

Czekamy teraz na ustalenia związane z rekonstrukcją rządu, a wiąże się to z redukcją ministerstw z 20 do 14. Ma to usprawnić sposób rządzenia, przyspieszyć szybkość decyzji. A to wszystko jest tak niezbędne w tych trudnych czasach kryzysu zdrowotnego i gospodarczego. Stoimy przed wielką niewiadomą, z którą rząd będzie musiał się zmierzyć.

Bardzo ważną, niepotwierdzoną jeszcze informacją jest wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego w randze wicepremiera. Ma on kierować Komitetem Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości i Obrony Narodowej. Takie rozwiązanie przyniesie pozytywny skutek i ochłodzi rozpalone głowy polityków. Skończą się pielgrzymki konsultacyjne na Nowogrodzką. Teraz Jarosław Kaczyński będzie dostępny na miejscu, a jego autorytet, ogromne doświadczenie polityczne i niekwestionowany talent polityczny przysłużą się zapewne dla dobra Polski.

Iwona Galińska