Czym dłużej trwa na świecie rzekoma epidemia koronawirusa tym więcej pojawia się różnego rodzaju absurdów.  Pojawiło się już wiele rad dotyczących zasad higieny, odpowiedniej odległości, czy noszenia maseczek w miejscach publicznych.


Tym razem jednak w magazynie Proceedings of the National Academy of Sciences pojawił się artykuł, w którym napisano m.in. w jaki sposób może się rozprzestrzeniać koronawirus.  Według naukowców z dwóch uniwersytetów: Princeton University i University of Montpellier zagrożenie COVID-19  powoduje wypowiadanie niektórych słów z niektórymi głoskami.


Naukowcy sądzą bowiem, że wypowiadanie takich głosek jak np. „p” może być szczególnie niebezpieczne. Z kolei wypowiadanie serii takich głosek powoduje zawirowania powietrza, wtedy też staje się to jeszcze bardziej niebezpieczne.


Zaznaczono też, że wypowiadane zdanie roznosi się na odległość metra w ciągu zaledwie kilku sekund. Ich zdaniem sugerowane przez wielu 2 metry nie uchronią społeczeństwa przed rozprzestrzenianiem się wirusa, również zakładając maseczkę  nie możemy czuć się w pełni bezpieczni jednakże pomagają one zatrzymać rozprzestrzenianie się aerozolu.


To jednak nie koniec badań. Naukowcy zaznaczają również, iż nawet jeśli ktoś przechodzi wirus bezobjawowo może zarazić innych.


„Znamy wiele doniesień wskazujących na potrzebę ostrożności w przypadku kaszlu, czy kichania, objawów które mogą towarzyszyć przeziębieniom, czy grypie”

-powiedział prof. Howard Stone z Princeton University.


„Wiążą się one jednak z widocznymi objawami infekcji, podczas gdy obserwujemy częste przypadki transmisji wirusa od osób, które takich objawów nie mają”
-zaznaczył.


Jak widać epidemia strachu ma się dobrze i pojawiają się coraz to nowe absurdy. Na szczęście społeczeństwo jest już coraz bardziej świadome tego co się dzieje na świecie. Mogą na to wskazywać chociażby liczne protesty np. w Niemczech, czy Anglii.


Warto przypomnieć również falę protestów, które odbyły się w Serbii. Spowodowane były głównie licznymi restrykcjami ws. koronawirusa. Ludzie wyraźnie nie byli zadowoleni.


Swoje oburzenie wyraziła wtedy znana, serbska polityk – Dragana Trifković.


„Spontaniczne demonstracje zostały sprowokowane przez prezydenta Aleksandara Vučića, który ogłosił przywrócenie obostrzeń dla obywateli Belgradu w związku z epidemią koronawirusa.  Chodzi o to, że my w Serbii od miesięcy mieliśmy najsurowsze obostrzenia w Europie, a następnie rząd zniósł wszystkie obostrzenia w celu przeprowadzenia wyborów, mimo że stanowiło to zagrożenie dla zdrowia (…)”

-mówiła wtedy Dragana Trifković, serbska polityk, a także doradca polityczny byłego posła Bosko Obradovica w rozmowie z red. Agnieszką Malinowską na portalu Nasza Polska.

Agnieszka Malinowska