Jak informuje KoLiber, wojna Azerów z Ormianami nie jest to konfliktem „wyłącznie na tle etnicznym. W równym dotyczy także aspektu religijnego. To w rzeczywistości wojna muzułmanów z chrześcijanami”.
 
 
Według podawanych przez KoLiber informacji (AsiaNews) „Turcja wysłała 4000 syryjskich najemników ISIS do walki z Ormianami. Kilka dni temu konwoje lądowe ze wspomnianymi najemnikami dotarły do Turcji, a następnie drogą powietrzną przedostały się do Azerbejdżanu. Ponadto wg ww. źródła, na terytorium Azerbejdżanu przybył znany syryjski terrorysta- Abu, dowódca brygady Sulejmana Szacha, który zasłynął bitwami w Libii. Jego ludzie określani są mianem „najgorszych zabójców — najemników”. Charakteryzują się skrajną nienawiścią w stosunku do „niewiernych”, za których uznają przede wszystkim chrześcijan. Stwarza to poważne obawy, że konflikt o Górski Karabach może przerodzić się w najbliższej przyszłości w rzeź Ormian, będących w znacznej mierze wyznawcami chrześcijańskiego Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego”.
 
 
Zdaniem konserwatywnych liberałów działania muzułmańskiej „Turcji przyczyniają się do zaognienia wspomnianego konfliktu. Turcja uczestniczy w tym konflikcie bezpośrednio, nie tylko poprzez oficjalne oświadczenia, które są wystosowywane przez tureckie władze, ale także wsparcie militarne udzielane wojskom azarskim. Warto podkreślić, że dowodem na współpracę azarsko- turecką jest, chociażby fakt, że tureckie samoloty wojskowe przelatują nad niebem spornego terytorium i bombardują miasta położone na obszarze Górskiego Karabachu. Tureckie myśliwce F-16 zestrzeliły również myśliwce Ormiańskie”.
 
 
Jak przypomina stowarzyszenie KoLiber „27 września 2020 r., w godzinach porannych, Azerbejdżan otworzył ogień rakietowo-artyleryjski i wykorzystał drony, uderzając w miejscowości i obiekty infrastruktury położone na obszarze nieuznawanej na arenie międzynarodowej Republiki Górskiego Karabachu. Ormianie stracili część regionu na rzecz Azerbejdżanu. Są straty wśród ludności i zniszczenia obiektów cywilnych”.
 
 
Z informacji konserwatywnych liberałów można się dowiedzieć, że „ten górzysty i silnie zalesiony obszar, znajduje się w samym sercu trwającego od dziesięcioleci konfliktu między Azerbejdżanem a sąsiednią Armenią. Pod koniec lat 80. XX wieku, w obliczu zbliżającego się upadku ZSRR, w Karabachu odżyły nadzieje na zjednoczenie tych ziem z Armenią. Chcąc je stłumić, azerskie władze zlikwidowały Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny, ustanowiły jego blokadę ekonomiczną i przeprowadziły antyormiańskie pogromy w azerskich miastach, w tym najbardziej krwawy w Sumgaicie. Górski Karabach jest uznawany przez Azerów za część Azerbejdżanu. Jednakże etniczni Ormianie, którzy stanowią zdecydowaną większość tamtejszej populacji, odrzucają rządy Azerbejdżanu. Kraj ten ma własny parlament oraz władzę wykonawczą i prezydenta. Prowadzą własne sprawy, przy wsparciu Armenii, od czasu wyparcia sił azerskich w wojnie, która miała miejsce w latach 90. XX wieku”.
 
 
Koliber informuje, że „w wyniku ponownej eskalacji konfliktu, ludności ormiańskiej zamieszkującej obszar Górskiego Karabachu, grozi katastrofa humanitarna. Zginęły już dziesiątki osób, a ponad 200 zostało rannych w walkach. Są również ofiary śmiertelne wśród ludności cywilnej, w tym kobiety i dzieci. Odnotowano także zniszczenia domów, szkół, szpitali, mostów i dróg. Azerowie podają, że zajęli sześć ormiańskich posterunków i wiosek. Jak donosi korespondent Deutsche Welle, mieszkańcy miasta Szuszi ukrywają się w schronach, wstrzymano dostawy energii elektrycznej, ludzie żyją w ciągłym strachu, zaczyna brakować podstawowych środków higieny i pożywienia”.
 
 
Społeczność międzynarodowa zajęta rzekomo złym losem pederastów w Polsce milczy wobec ponownej eksterminacji Ormian. Powodem tego jest to, że ofiarami są chrześcijanie agresorami muzułmanie – według standardów krajów zachodnich chrześcijan można zabijać, a muzułmanów nie wolno krytykować.
 
 
Jan Bodakowski