Papież Franciszek poświęcił władzy międzynarodowej aż 6 paragrafów (170-175). Najpierw przywołał fragment swojej poprzedniej encykliki „Laudato Si”: „Wiek XXI jest świadkiem osłabienia władzy państw narodowych, przede wszystkim dlatego, że wymiar ekonomiczno-finansowy o charakterze ponadnarodowym dąży do dominacji nad polityką. W tym kontekście niezbędne staje się dojrzewanie silniejszych i sprawnie zorganizowanych instytucji międzynarodowych, których władze byłyby desygnowane sprawiedliwie, na podstawie porozumień między rządami krajowymi, i wyposażone w możliwość sankcjonowania” (par. 172)


Następnie zwrócił uwagę: „Kiedy mówimy o możliwości istnienia jakiejś formy globalnego autorytetu, regulowanego przez prawo, niekoniecznie należy myśleć o autorytecie osobowym. Powinno się jednak przynajmniej przewidywać możliwość powołania do życia skuteczniejszych organizacji światowych, obdarzonych autorytetem, aby zapewnić globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka” (tamże).


Franciszek stawia co prawda głównie nacisk na umacnianie organizacji międzynarodowych i pisze, że „globalny autorytet” nie musi być „autorytetem osobowym” (czytaj: nie musi być to rząd światowy), ale nie wyklucza tego. Ponadto zwraca uwagę, że sposobem na realizację tych zadań mogłoby być zreformowane ONZ. Tymczasem jest to organizacja, która już teraz realizuje masońskie cele, jak Agenda 2030 (którą papież Franciszek zresztą poparł) – dokument ten promuje kontrolę urodzeń, a przez to depopulację. Poza tym ONZ uważa aborcję za prawo człowieka.


Paradoksalne jest to, że w pierwszym przywołanym cytacie mowa jest o tym, że remedium na słabnące państwa narodowe ma być utworzenie organizacji międzynarodowych, które przejmą ich kompetencje. Oznacza to w gruncie rzeczy jedynie przyspieszenie tego procesu. Papież mówi co prawda o tym, że organizacje te mają chronić państwa przed korporacjami, ale pytanie, czy one same nie staną się ich narzędziem? Przecież WHO, które jest agendą ONZ, oskarża się o to, że jest pod wpływem korporacji farmaceutycznych, co najjaskrawiej przejawiło się w tym, że WHO ogłosiło bez uzasadnienia epidemię świńskiej grypy. Na skutek tej decyzji państwa wydały w błoto setki milionów euro na nikomu niepotrzebne szczepionki. Zamiast więc promować jakieś gremia, które przed nikim nie odpowiadają, lepiej byłoby wzmacniać państwa narodowe i więzi między nimi.


Wiara w to (co jest zawarte w drugim cytacie), że jakaś organizacja międzynarodowa będzie obdarzona globalnym autorytetem i zapewni „globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka” jest utopijna i wpisuje się w dążenia masonów. Organizacja taka musiała by mieć zresztą gigantyczne kompetencje, zarezerwowane dotąd dla państw narodowych i w praktyce byłaby rządem światowym.


Franciszek opowiada się za tym, żeby wszystkie państwa miały wpływ na obsadzanie i kontrolę organizacji międzynarodowych, w tym ONZ, a nie tylko kilka najsilniejszych, ale to też w praktyce jest postulat utopijny. Na organizacje te największy wpływ mają bowiem najbogatsze państwa, które je dotują i odgrywają największą rolę w polityce światowej.


W rzeczywistości więc zwolennicy powstania rządu światowego wykorzystają słowa papieża do tego, aby przełamywać opór katolików w celu osiągnięcia swoich zamierzeń. Uwagi papieża nie zostaną natomiast wzięte pod uwagę, a nawet gdyby potraktowane je poważnie, prawdopodobnie nie byłyby do zrealizowania. Nie jest bowiem możliwe stworzenie bardzo silnej struktury międzynarodowej bez osłabienia państw narodowych i uniezależnienia jej w jakiś sposób od nich. Gdyby struktura ta zależała od woli ponad 100 państw, byłaby niewydolna i paraliżowałyby ją wewnętrzne spięcia. Już teraz obserwujemy to chociażby w ONZ.