O tym, jak wielkie znaczenie ma ten akt, świadczy histeryczna reakcja lewicy, która zaczęła grzmieć w mediach, Internecie, a nawet na ulicach, że to koniec praw kobiet, nakaz rodzenia „potworków” i „teraz pozostaje już tylko wyjechać z tego kraju”. Nocne protesty pod TK, a potem pod domem Jarosława Kaczyńskiego, nie zgromadziły tłumów, choć były „pompowane” do granic możliwości. Niektórzy, którzy nawet nie są zwolennikami aborcji na życzenie, przebąkują, że PiS zrobił wielki błąd, bo naruszył kompromis aborcyjny. Zaraz natomiast przyjdzie lewica i zliberalizuje prawo w stopniu nam nieznanym. W gruncie rzeczy ten pseudoargument (bo w takim razie lepiej niczego nie ruszać) traci rację bytu w obecnej sytuacji. Trzeba przyznać, że załatwienie sprawy ustawą rodziłoby takie zagrożenie, ale zmiany nie będą teraz tak łatwe do przeprowadzenia, skoro definitywnie wypowiedział się w tej sprawie TK. Nowy rząd nie oznacza nowego TK, a nawet nowy TK nie może ot tak zmienić decyzji poprzedniego składu (chyba, że lewica nie uzna legalności TK, ale to też wcale nie jest takie proste i przy oporze społecznym może się nie powieść).

Także media zagraniczne grzmią. New York Times donosi: „Zwolennicy praw kobiet twierdzą, że decyzja trybunału w niektórych przypadkach zmusi kobiety do rodzenia nieuleczalnie chorych dzieci i będzie stanowić skuteczny zakaz aborcji – czego rząd nie był w stanie osiągnąć za pomocą ustawodawstwa. Wcześniejsze propozycje legislacyjne zaostrzenia przepisów aborcyjnych spotkały się z masowymi demonstracjami, na których tysiące kobiet wychodziły na ulice. Badania opinii publicznej wykazały przytłaczające poparcie dla obecnych przepisów aborcyjnych w kraju, chociaż nie jest jasne, jak decyzja trybunału wpłynie na to”.

BBC z kolei relacjonuje: Polskie prawo aborcyjne należało już do najsurowszych w Europie, ale orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego będzie oznaczało niemal całkowity zakaz (…) Komisarz Rady Europy ds. Praw człowieka powiedział, że ten dzień był „smutnym dniem dla praw kobiet”.

CNN natomiast pisze: „Ruch w kierunku dalszego ograniczenia aborcji był realizowany przez polski populistyczny rząd od miesięcy i wzbudził alarm wśród działaczy na rzecz praw kobiet i strażników praw człowieka. Około 98% aborcji w Polsce było wynikiem wad płodu, co oznacza, że orzeczenie zakazuje praktycznie wszystkich zabiegów aborcji odbywających się w kraju. Może zmusić kobiety do noszenia dziecka, nawet jeśli wiedzą, że dziecko nie przeżyje porodu”.

Światowe media także są w histerii i powołują się na przytaczaną już kuriozalną wypowiedź Komisarz Rady Europy ds. Praw człowieka, Dunja’ę Mijatovic potępiającą decyzję TK. Wypowiedź ta absurdalnie uznaje zabicie dziecka za prawo kobiety (a co z prawem dzieci nienarodzonych). Poza tym zagraniczne media i unijni urzędnicy nie biorą zupełnie pod uwagę, że w końcu w tym wypadku naprawdę zatriumfowała polska konstytucja, o co od dawna apelują.

 Ważniejsze jednak od tych wszystkich ataków i sprzeciwów jest to, co teraz my, katolicy i wszyscy obrońcy życia człowieka od poczęcia, zrobimy z tą decyzją. Nie powinniśmy spoczywać na laurach, ale naciskać na rząd, aby jak najszybciej przyjął prawo zabraniające aborcji z powodów eugenicznych, otoczył opieką kobiety spodziewające się chorych dzieci, a także znacznie zaostrzył walkę z nielegalnym podziemiem aborcyjnym. Powinien też zaangażować się w kampanię, i to nie tylko na terenie Polski, przedstawiania w pozytywnym świetle dzieci z Zespołem Downa, które często padały ofiarą aborcji. Każdy ma prawo żyć i trzeba pokazać Polakom i ludziom na świecie, że wciąż zabijane są w wielu miejscach ludzie, a nie „płody” czy „zlepki komórek”.