„Spontaniczne demonstracje zostały sprowokowane przez prezydenta Aleksandara Vučića, który ogłosił przywrócenie obostrzeń dla obywateli Belgradu w związku z epidemią koronawirusa.  Chodzi o to, że my w Serbii od miesięcy mieliśmy najsurowsze obostrzenia w Europie, a następnie rząd zniósł wszystkie obostrzenia w celu przeprowadzenia wyborów (…)”
-mówiła jakiś czas temu w wywiadzie dla portalu Nasza Polska – serbska polityk Dragana Trifković.


Jak informują serbskie i bośniackie media w ostatnim czasie w Serbii odnotowuje się bardzo dużo zakażeń koronawirusem. Przez co rząd serbski wprowadza coraz to więcej obostrzeń dla zwykłych obywateli. Z tego też powodu wiele serbskich obchodów czy wydarzeń zostało przesuniętych na zupełnie inny czas.


 Jak się okazuje innymi prawami rządzi się jednak bośniacko-serbski muzyk - Božo Vrećo, który zagrał ostatnio pierwszy z dwóch koncertów w Belgradzie, wywołując tym samym prawdziwy podział i dyskusję wśród obywateli Serbii. Wielu z nich było wręcz oburzonych faktem, że przy takich surowych obostrzeniach pozwolono na możliwość zagrania koncertu przez muzyka.
Ich krytyczne komentarze można przeczytać  w wielu mediach społecznościowych, w tym na Twitterze.


„Zabraniają świętowania, nie zakazują koncertów niektórych śpiewaków”
-tak brzmi jedna z wypowiedzi Internautów.


„Božo Vrećo może zorganizować koncert pod dachem, w tym samym tygodniu, w którym przepisują drakońskie kary za świętowanie”
-grzmi kolejny Internauta.


To jednak nie wszystkie komentarze jakie pojawiły się po kontrowersyjnym koncercie.


„Jednocześnie, gdy grozi się ludziom, że zostaną drastycznie ukarani grzywną w wysokości 50 000-150 000 dinarów (serbskich- przyp. Red), jeśli będą obchodzić Boże Narodzenie i nadal będą zachęcaćdo tego sąsiadów, kiedy obowiązuje zakaz bożonarodzeniowy, kiedy wszystkim lokalnym piosenkarzom zabronione jest występowanie w salach, klubach, a OVO organizuje koncert w Sava Center, bo promocja dziwactw nie może ustać”
-napisał z kolei Slobodan Ilić.


„Kto na to pozwala, a nie wolno nam spotykać się w więcej niż pięć osób”
- dodała Marina Petrović.
 

Kim jest Božo Vrećo?


Božo Vrećo to bośniacki Serb, który jest przede wszystkim muzykiem.  Jego matka była artystką i zachęcała Vrećo do malowania i rysowania, a także do nauki muzyki. Vrećo występuje zarówno jako kobieta, jak i mężczyzna, widząc siebie jako osobę obu płci. Na początku swojej kariery Vrećo nosił męskie garnitury, po czym zdecydował się występować w różny sposób.  Vrećo ma nadzieję, że poprzez swoje występy muzyczne będzie również głosem praw osób LGBT na Bałkanach.


W niektórych wywiadach Vrećo identyfikował się jako homoseksualista, ale konsekwentnie stwierdza, że jest zarówno kobietą, jak i mężczyzną oraz że jest osobą wolną, która nie ukryje swojego prawdziwego ja.


Co powiedział w ostatnim  z wywiadów?


„Zależało mi na tym, żeby nie być mężczyzną na scenie podczas śpiewania kobiecej piosenki. Chcę, żeby każda kobieta czuła we mnie tę kobietę, a mężczyźni czuli męską część. To świetnie, że funkcjonuję jako taka osoba. Przezwyciężam różnice między kobietami i mężczyznami, myślę że przez większość życia wstydzimy się być zarówno kobietą jak i mężczyzną, bo ogranicza nas praca, rodzina, kariera (…)”
-powiedział muzyk.


„Jednak sevdah (gatunek muzyczny w Bośni i Hercegowinie –przyp.red) daje mi również wolność bycia kobietą. Że mam jedwabną kaftanową sukienkę, w którą mogę się przędzić, co jest bajkowe. Nigdy nie zmieniłbym swojej płci, bo to nie byłbym ja. Moja mama właściwie nigdy nie wychowywała mnie na kogoś innego. Wiedziała, kiedy rodziła i zawsze mi mówiła „bądź tym, kim jesteś i podążaj za sercem”, a ja to robię”
-puentował.


Poza muzyką Vrećo również dużo pisze, maluje i lubi podróżować dla przyjemności.

Jak widać również w Serbii promocja ideologii LGBT „ma się dobrze.”

 



Foto: zrzut ekranu/YT