Jak czytamy na portalu businessinsider.com.pl, pierwsze plany GlaxoSmithKline i Sanofi zakładały, że szczepionka będzie dostępna w połowie 2021, jednak opóźnienie wywołane wynikami badań wskazującymi na zbyt małą skuteczność wśród osób 50+, przesunęło tę ten moment na koniec przyszłego roku.

- Jego niedostateczna zawartość była przyczyną niewielkiej obecności przeciwciał we krwi osób powyżej 50. roku życia, które przyjęły szczepionkę - poinformowali w komunikacie naukowcy pracujący nad specyfikiem muszą opracować poprawioną formułę antygenu zawartego w szczepionce.

Przedstawiciele GSK i Sanofi podkreślili jednocześnie pozytywne rezultaty zaszczepienia osób w wieku 18 – 49. Według komunikatu podanie szczepionki poskutkowało "odpowiedzią immunologiczną porównywalną do odpowiedzi organizmów osób, które przebyły COVID–19”.

Thomas Triomphe, wiceprezes francuskiego Sanofi, stwierdził, że firma jest "rozczarowana" opóźnieniem jednak "dołoży wszelkich starań, aby dostarczyć bezpieczną i skuteczną szczepionkę przeciwko COVID–19".

Na szczepionkę GSK i Sanofi zostały złożone gigantyczne zamówienia w różnych częściach świata. Unia Europejska zamówiła 300 mln dawek, Zjednoczone Królestwo 60 mln dawek, a USA 100 mln dawek, a Covax, agenda Światowej Organizacji Zdrowia ds. zaopatrzenia w szczepionkę biedniejszych krajów, ma otrzymać 200 mln sztuk.

Dotychczas tylko jedna z opracowanych szczepionek (produkcji Pfizera i BionTech) została dopuszczona do użytku - od kilku dni może być wykorzystywana w Wielkiej Brytanii i Kanadzie, a w USA decyzja taka jest kwestią godzin.

Liczne kontrowersje wywołuje również szczepionka firmy Pfizer, która ma trafić m.in. do Polski. Instrukcje bezpieczeństwa wydane przez rząd Wielkiej Brytanii wskazują, że preparatu nie powinny stosować np. matki w ciąży lub karmiące piersią i że nie wiadomo, jaki wpływ będzie ona miała na płodność. Co więcej, eksperci wskazują, że "kobietom w wieku rozrodczym należy zalecić unikanie ciąży przez co najmniej 2 miesiące po drugiej dawce". Mimo to, szczepionka Pfizera jest na ostatniej prostej do zatwierdzenia przez Amerykańską Federalną Agencję Żywności i Leków (FDA). Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła, jednak kierunek jest już jasny.

Kierujący pracami FDA dr Stephen Hahn poinformował, że agencja "pracuje nad jak najszybszym wydaniem awaryjnego dopuszczenia do stosowania" szczepionki opracowanej przez koncern Pfizer we współpracy z niemiecką firmą BioNTech. Równocześnie dodał, że decyzja o zatwierdzeniu zostanie wydana.

Zgoda, jak informuje amerykański Business Insider, jest kwestią kilkudziesięciu godzin, co oznacza, że pierwsze dawki szczepionki mogą zostać podane obywatelom USA już w poniedziałek 14 grudnia. Taką deklarację złożył Alex Azar, sekretarz zdrowia i opieki społecznej w administracji Donalda Trumpa.

Amerykańskie władze mają nadzieję, że uda się podać szczepionki 100 milionom osób do marca, choć już w pierwszych dniach po zatwierdzeniu specyfiku zaszczepionych ma zostać 2,9 miliona Amerykanów, a do końca grudnia liczba ma wzrosnąć do 20 milionów. Styczeń ma przynieść kolejnych 30 milionów zaszczepionych, a luty 50 milionów.

Informacja o planowanym oficjalnym zatwierdzeniu szczepionki została przekazana już producentom, rządowej agencji odpowiedzialnej za zwalczanie chorób zakaźnych CDC oraz wszystkim odpowiedzialnym za przeprowadzenie akcji szczepień noszącej kryptonim Operacja Warp Speed.

Koncern Pfitzer od kilku tygodni zapewnia, że jest gotów do dystrybucji szczepionki od razu po jej zatwierdzeniu. Już 21 listopada informował, że wyprodukowanych jest ponad 20 mln dawek.

PZ

Źródło: buisnessinsider.com.pl