Money.pl informuje, że Ministerstwo Obrony Narodowej wysłało pismo do żołnierzy, z którego wynika, że żołnierze, którzy się nie zaszczepią na koronawirusa, „mogą zapomnieć o awansie, szkoleniach, zagranicznych wyjazdach i rozwoju dalszej kariery”. MON się broni, że to standardowe działanie w przypadku misji, a poza tym chce uniknąć ognisk zakażenia. Wojsko działa oczywiście na trochę innych zasadach, a dyscyplina jest tam czymś naturalnym. Z drugiej jednak strony żołnierze też są pełnoprawnymi obywatelami, a wiele osób podnosi, że szczepionka na Covid-19 nie jest szczepionką, ale medycznym eksperymentem.

Nowa szczepionka jest wykonana bowiem według zupełnie nowej technologii, wykorzystuje informację genetyczną wirusa mRNA, a nie samego osłabionego wirusa. Ma za zadanie „przestawić” działanie ludzkich komórek. Nie wiadomo jeszcze, jak w perspektywie 5,10,20 czy 50 lat wpłynie to na ludzki organizm. Nie wiadomo, czy ta manipulacja przy ludzkich komórkach nie spowoduje dużych zmian w działaniu ludzkiego organizmu, np. powodując bezpłodność.

Żołnierze wypowiadający się dla Money.pl uważają, że MON łamie prawo, stosując wobec nich groźby karalne, dyskryminując część z nich (a co z tymi, co nie mogą się zaszczepić) i wywierają bezprawną presję. W wojsku, jak to było powiedziane, uchodzi więcej, dlatego być może to właśnie tutaj rząd zaczął już stosować presję. Nie jest jednak powiedziane, że zasada „szczepienie lub kariera” nie zostanie zastosowane też w służbie zdrowia (na początku wspomniałem, że już była taka próba), potem w budżetówce, szkolnictwie i wszystkich gałęziach gospodarki zależnych od państwa. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że co najmniej połowa Polaków nie chce się szczepić, a eksperci mówią, że aby miało to sens, musi się zaszczepić przynajmniej 70-80% Polaków.

Wojsko może więc być dla rządu polem testowym, które pokaże na ile przymus może być zastosowany. Jak widać żołnierze już podnieśli głos, ale być może dalsze represje wyciszą sprzeciw wśród nich. W każdym razie przyszłość pokaże, czy ta metoda się sprawdza. Niski poziom wyszczepienia Polaków wydaje się dla rządu nie do przyjęcia. Po pierwsze, nie miałby on pretekstu, aby ogłosić koniec epidemii i obostrzeń. Po drugie, nie miałoby uzasadnienia kupno szczepionek dla wszystkich Polaków, co już zostało zakontraktowane. Po trzecie, byłaby to mega kompromitacja rządu i jego ekspertów. Po czwarte, zatrzymałoby to dalsze eksperymenty na społeczeństwie, albo by je znacznie spowolniło. Po piąte, na arenie międzynarodowej polski rząd nie miałby się czym pochwalić.

Wydaje się więc, że prędzej rząd zmusi obywateli do zaszczepienia, nawet jeśli straci część poparcia, niż pozwoli na niski poziom wyszczepienia. Niestety, 2021 r. pokaże, jaką siłą dysponuje państwo polskie w praktyce, na ile rząd jest w stanie przeprowadzić swoje plany, a na ile obywatele są jeszcze w stanie sprzeciwić się rządowi. Pierwsza próba sił już miała miejsce i dotyczyło to sylwestra. Premier ogłosił, że nie będzie godziny policyjnej w tym dniu, a ministrowie kluczą co do ograniczeń w przemieszczaniu się tego dnia i w nocy. Wiadomo jednak, że w Warszawie szykują się masowe protesty pod domem Jarosława Kaczyńskiego i jeśli tylko ludzie masowo wyjdą na ulicę, już będzie to wizerunkowa porażka rządu. Nie chodzi tylko o protestujących, którzy z założenia są przeciwnikami rządu, ale zwykłych Polaków, którzy jak co roku pójdą się bawić, wystrzelić fajerwerki czy też je pooglądać. Wydaje się, że rządowe zakazy czy zalecenia ich nie powstrzymają, skoro nie zrobił tego nawet stan wojenny w 1981 r.