Teraz w końcu coś ruszyło. Sprawą zajął się kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu medycznego w Lublinie prof. dr. hab. n. med. Konrad Rejdak, który razem z prof. Pawłem Griebiem z PAN jako pierwsi na świecie opisali w artykule naukowym możliwość działania amantadyny przeciwko infekcji COVID -19 u pacjentów z chorobami neurologicznymi. Amantadyna pierwotnie była stosowana jako lek przeciw wirusowi u pacjentów z grypą typu A. Prof. Konrad Rejdak od lat stosuje ten lek w chorobie Parkinsona. Teraz z kolei zauważono, że lek ten stosowany u pacjentów neurologicznych może działać na COVID -19. Profesor zauważył, że jego pacjenci, którzy dostali lek, COVID przechodzili bardzo łagodnie lub bezobjawowo. Opracowali z prof. Griebiem wspólny raport kliniczny na ten temat. Poparł ich światowej sławy neurolog od lat pracujący w Stanach Zjednoczonych prof. Zbigniew Wszołek. Powstała hipoteza, że lek ten może być lekiem, który poszukuje cały świat.

W obliczu tak szybko rozprzestrzeniającej się pandemii, naukowcy na całym świecie pracują ustawicznie nad działaniem pozytywnym jakiegoś leku dotąd stosowanego, który obecnie mógłby być zbawieniem dla chorych na COVID. W kwietniu ub. r. tych dwóch naukowców złożyło wniosek do Agencji Badań Medycznych o grant zgodnie z konkursem COVID-19. W tamtym czasie nikogo nie udało się tym zainteresować. Dopiero teraz po doniesieniach o dr. Włodzimierzu Bodnarze i o wiceministrze sprawiedliwości Marcinie Warchole, który przyznał, że ten lek postawił go na nogi, zainteresowano się tym sposobem leczenia. Z ABM w grudniu naukowcy dostali wiadomość, że trzeba podjąć ten temat badawczy. Otrzymali propozycję o dwóch ośrodkach badawczych, które przeprowadzą te badania. Teraz trwają rozmowy, aby do badań zaprosić więcej ośrodków.  Ustalono szczegóły ze szpitalem MSWiA w Warszawie. Jest nadzieja także na taką współpracę z podobnymi ośrodkami ze Śląska i z Podkarpacia. Jest taki projekt, aby przeprowadzić jedno duże badanie, które da odpowiedź na pytanie, czy amantadyna jest skuteczna na COVID-19. Cała idea badania opiera się na podaniu tej substancji w bardzo wczesnym stadium choroby, aby zablokować mechanizm zakażenia kolejnych komórek przez ten wirus. W ten sposób lek ten może chronić pacjentów przed poważnymi powikłaniami w postaci zapalenia płuc i niewydolności oddechowej. Wówczas gdy do tego dojdzie, leczenie wymaga już wielodyscyplinarnego podejścia.

Według zgłoszonej wersji protokołu badania będzie się sprawdzać wpływ leku na pacjentów ze świeżo potwierdzoną infekcja, ale u których wystąpiły już objawy kliniczne. Będzie się badać nowe wskazanie dla starego leku. Dlatego nie będzie on podawany wyłącznie chorym na Parkinsona, ale osobom, które złapały już infekcję COVID-19. Badaniami chcą objąć zwłaszcza pacjentów, którzy pozostają podczas choroby w domu pod obserwacją. W ten sposób pacjenci będą zabezpieczeni.  Oczywiście z programu będą mogli także skorzystać ci pacjenci już hospitalizowani, u których wystąpiły choroby współistniejące.

Kiedy poznamy wyniki tych badań? Według planu w pierwszych tygodniach stycznia nastąpi dopięcie wszelkich formalności, czyli rejestracja w Urzędzie Rejestracji Leków. Trzeba także uzyskać dodatkowe zgody na użycie tego leku i na placebo. – Uściślę tylko, że badaną substancją jest amantadyna, która dostępna jest w różnych formach generycznych, z różnymi dodatkami, ale przedmiotem badania jest aktywna cząsteczka amantadyny. Od lutego będziemy rekrutować pacjentów do badania, pamiętając, że musimy im zapewnić pełne bezpieczeństwo. Idea jest taka, by zadziałać na tak wczesnym etapie, że pacjent będzie mógł być monitorowany w domu, by uchronić go przed trafieniem do szpitala. Pacjenci muszą mieć zapewnione maksymalne bezpieczeństwo – mówi prof. Rejdak.

Teraz wszystko zależy od tempa rekrutacji pacjentów. Badaniu ma być poddane kilkaset osób. – Nie traktuję tego leku jako panaceum na COVID-19 – twierdzi profesor – jest to złożona i bardzo podstępna choroba i terapia jest wielokierunkowa. Wierzę, że lek będzie wywierać efekt wspomagający na układ nerwowy i ma szansę zahamować powikłania neurologiczne albo przynajmniej je łagodzić. W badaniu będziemy obserwować pacjentów do sześciu miesięcy po przebyciu infekcji, aby ocenić ich funkcjonowanie i jakość życia.(…) Pamiętajmy, że potrzebujemy zwykle dwóch, trzech niezależnych badań na różnych populacjach, aby w pełni udokumentować działanie konkretnego leku – stwierdził.

Iwona Galińska