Amerykański jezuita o. profesor Leo Jeremiah O’Donovan III, na prośbę prezydenta-elekta Joe Bidena, odmówił modlitwę inwokacyjną podczas jego zaprzysiężenia. Jest to znamienne, że zrobił to właśnie jezuita i to znany z bardzo kontrowersyjnych działań. Niektóre z nich dotyczą czasu, kiedy był rektorem uniwersytetu w Georgetown.

Finansował wówczas i oficjalnie uznał grupę studentów zajmujących się propagowaniem prawa do aborcji. Spowodowało to zdecydowane potępienie ze strony arcybiskupa Waszyngtonu, kardynała Jamesa Hickeya oraz grupy absolwentów, którzy wytoczyli uniwersytetowi pozew kanoniczny. W kwietniu 1992 r. pozew został rozpatrzony w Watykanie, który orzekł, że uniwersytet musi natychmiast zaprzestać finansowania grupy. Uniwersytet cofnął finansowanie i chociaż zaprzeczał, że jego decyzja była spowodowana orzeczeniem sądu, wkrótce wysłano do kampusu wysokiego rangą jezuitę, aby upewnić się, że O'Donovan zastosuje się do orzeczenia.

W 1996 r. natomiast O'Donovan został powołany do rady dyrektorów The Walt Disney Company. Wybór księdza na dyrektora dużej amerykańskiej korporacji był czymś niezwykłym. Jego nominacja nastąpiła w czasie, gdy Disney spotkał się z krytyką ze strony organizacji religijnych, takich jak Konwencja Południowych Baptystów – za organizowanie wieczorów tematycznych dla gejów i lesbijek – oraz Liga Katolicka – za dystrybucję filmu, który sympatycznie przedstawiał homoseksualnego księdza katolickiego. Podczas gdy niektórzy spekulowali, że jego nominacja była działaniem public relations ze strony Disneya, aby rozwiać obawy grup religijnych, zarówno O'Donovan, jak i Michael Eisner, dyrektor generalny Disneya, zaprzeczyli, że to był powód jego nominacji.

Łatwo sobie wyobrazić, że gdyby Szymon Hołownia został prezydentem, na jego inauguracji modlitwę prowadziłby ktoś w rodzaju ks. Kazimierza Sowy, TVN-owskiego „kapelana”, który z TV Religia trafił do zarządu chemicznego koncernu czy Wojciecha Lemańskiego, wszędzie doszukującego się antysemityzmu u Polaków i nie przestrzegającego posłuszeństwa wobec swojego biskupa.  

Liberalna Więź już pisze pozytywnie o Hołowni, który domagał się reakcji po tym, jak prezydent odwiedził papieża: „Hołownia chce uwolnić państwo i Kościół z klinczu”. Podobnie jak Bidena, chwalą go też siły otwarcie lewicowe. Aleksander Kwaśniewski powiedział o nim: „Interesującą postacią jest Szymon Hołownia, który jest w trójce najpopularniejszych polityków w Polsce, konkurując z premierem i prezydentem. Hołownia nie jest uwikłany i zbiera nadzieję”.

Kiedo Joe Biden tylko został prezydentem USA ogłosił, że wraca do programu finansowania aborcji, który zawiesił Donald Trump, a w dodatku jeszcze go rozwinie, podpisał dekret, aby administracja USA promowała LGBT nawet za granicami kraju, ogłosił, że płeć jest kwestią wyboru – chłopcy i dziewczynki mogą brać udział w tych samych zawodach i korzystać z tej samej szatni. O ile oczywiście czują się dziewczynami.

Tak samo byłoby z Szymonem Hołownią, który jako zdeklarowany katolik, jest jednocześnie obecnie w polskiej polityce największym zwolennikiem twardego rozdziału Kościoła od państwa na wzór francuski. Nie godzi się nawet na to, co akceptowali postkomuniści. Trudno zrozumieć skąd w „katolickich” politykach tak wiele antykatolickości. Jest to jednak jasne, jeśli popatrzymy, kto ich finansuje i wspiera. W dodatku Hołownia, podobnie jak Biden, choć jest człowiekiem promowanym przez lewaków i liberałów właśnie jako „katolik otwarty”, to na każdym kroku musi im udowadniać, że jest bardziej „otwarty” niż jest „katolikiem”. To ostatnie określenie jest mu zresztą potrzebne tylko po to, by zgarnąć poparcie katolików.