Warzecha stwierdził na łamach Faktu: „Z punktu widzenia politycznego marketingu ma sens zajęcie się na początek relacjami państwo-Kościół. Poprzedni rok dla polskiego Kościoła był wyjątkowo trudny, a na publikację czeka wciąż wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. Hołownia jako licencjonowany katolik ma w oczach wielu legitymację, żeby o tych sprawach mówić również w kontekście wiary, a zarazem flirtuje z pomysłem referendum aborcyjnego. Wpisuje się to w emocje, choć faktycznie wcale nie jest to najważniejsze dziś wyzwanie”1.

Znamienne jest to, że baczny obserwator naszego życia publicznego, jakim jest Warzecha, podkreślił właśnie to, iż swoją pozycję Hołownia tworzył zawsze w odniesieniu do Kościoła. Najpierw jako gorliwy, chociaż otwarty, katolik, a teraz jako pierwszy krytyk zbyt dużego zbliżenia państwa i Kościoła, a także nadużyć prawdziwych i rzekomych, które mają w nim miejsce.

Wyrażenie „licencjonowany katolik” przypomina „koncesjonowaną opozycję” z czasów PRL, a więc twór fikcyjny, wykreowany. Sugeruje, że Hołownia został namaszczony na kogoś kto reprezentuje katolików, ale nie przez Kościół, a przez jakieś gremium, które chciało wykorzystać tę łatkę. To „licencjowanie” bierze się zapewne z tego, że w mediach liberalnych Hołownia uchodzić za głos katolików, a przez to za coś więcej niż tylko człowieka wierzącego.

Obecna krytyka Kościoła dokonywana przez Hołownię, która idzie nawet dalej niż krytyka płynąca chociażby ze środowisk postkomunistycznych, ma przez to także większą siłę rażenia. To w końcu ktoś z wewnątrz Kościoła mówi o nim źle, ktoś, kto odszedł z Newsweeka z powodu reportażu o dzieciach księży, który się w nim ukazał.

Warzecha rozpatruje całą tę sytuacją z punktu widzenia marketingu politycznego, jakby nie miał żadnych wątpliwości, że Hołownia działa z przyczyn pragmatycznych. Zauważył jednak również: „Hołownia za wszelką cenę próbuje się prezentować jako człowiek środka – taki obraz stara się kreować między innymi w obszernym wywiadzie dla magazynu portalu WP. To może wypalić, ale niesie ryzyko. Z jednej strony to oferta dla wszystkich zmęczonych wojną dwóch obozów, z drugiej – dziś polską polityką rządzą gigantyczne, dwuwartościowe emocje. Czy można osiągać dobre wyniki, nie całkiem się w nie wpisując? Z Hołownią jest trochę jak margrabią Wielopolskim w piosence Przemysława Gintrowskiego: Pan margrabia wciąż chodzi po linie, niebezpiecznie tak wysoko chodzić. Na razie Hołownia nie spada”.

Znowu dla Warzechy Hołownia kreuje się na człowieka środka. Według publicysty to ryzykowane działanie, bo może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego, chociaż na razie się sprawdza. Wydaje się jednak, że nie jest to plan, który będzie się sprawdzał na dłuższą metę. Przypomina politykę ciepłej wody w kranie Donalda Tuska i nacisk na to, że zgoda buduje Bronisława Komorowskiego. I jeden, i drugi, wiele zyskał na takim podejściu, ale obu nie ma w polskiej polityce. A raczej pełnią w niej rolę zupełnie marginalną, raczej jako komentatorzy, a nie czynni politycy.

Hołownia sam siebie wpisałby zapewne w szeroko pojętą chrześcijańską demokrację, którą reprezentuje też Angela Merkel. To właśnie chadecy dokonywali niestety w Europie często rewolucji obyczajowej. Przykładem są Włochy, gdzie „katoliccy” politycy przyjęli nowatorskie na ówczesne czasy prawo do rozwodów. Wydaje się, że katolikom łatwiej dokonywać takich posunięć w społeczeństwach tradycyjnych, bo cieszą się większym zaufaniem ludzi wierzących i umiarkowanych. Na tym też gra Hołownia. Kiedy jednak dojdzie do władzy, poznamy jego inną, radykalną twarz.

 

Nowa książka Christophera Klinsky’iego pt. „Szczepionka na koronawirusa – zagrożenie dla ludzkości?” do kupienia na stronie księgarni wydawnictwa 3dom:

 

https://3dom.pro/18248-christopher-klinsky-szczepionka-na-koronawirusa-zagrozenie-dla-ludzkosci.html

1 Łukasz Warzecha: Hołownia idzie po linie i podtrzymuje zainteresowanie [OPINIA], źródło: https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/lukasz-warzecha-komentuje-program-szymona-holowni/106dp6k.