– Nie jestem w żadnej kolejce. Jeszcze nie ogarnąłem tematu – mówił Liroy. Jak podkreślał, ma „wielki dylemat”, ponieważ Covid-19 przechodziło wiele osób z jego otoczenia. Stracił w ten sposób kilku przyjaciół. – Trochę czytam o szczepionkach, co się dzieje w innych krajach, np. w Izraelu, że te preparaty nie działają na jakąś mutację, i łapię się za głowę. Przypomnę, że byłem przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Programu Szczepień Ochronnych Dzieci i Dorosłych, dlatego na razie to wszystko obserwuję. Słucham ekspertów, mam wielu przyjaciół w medycynie, profesorów, ordynatorów w szpitalach – dodał.

– Wiem od znajomego profesora, który zajmuje się tematem szczepień i pomagał nam jako ekspert w sejmowym zespole, że szczepionki nie działają. Bo przecież nie miały prawa działać, dopiero je testujemy. Dlatego mam spore wątpliwości, czy się zaszczepić – wyjaśnił.

Jak zaznaczył, nie jest „świrem i foliarzem, nie broni innym się szczepić”. – Jak ktoś chce, może sobie nawet głowę odkręcić – skwitował.

– Skoro szczepionki już w momencie powstania nie działały, skąd mamy wiedzieć, na którą mutację są odporne? – zaznaczył. Liroy stwierdził ponadto, że „nie chce być szczurem doświadczalnym”. Politykowi nie podoba się fakt, że jeśli ktoś się nie zaszczepi, „od razu jest postępiany”.

– Nie chcę być szczurem, na którym ktoś coś testuje. W II wojnie światowej brano na siłę ludzi, pamiętamy eksperymenty doktora Mengele – zaznaczył.

Jak podkreślał, „szczepionki to też eksperyment na ludziach”. – I nie mówię tego, bo się boję, że coś mi wyrośnie po szczepieniu lub umrę. Rzecz w tym, czy mam to aplikować dzieciom i jakie to będzie miało konsekwencje – dodał.