O sprawie pisze portal tvp.info. Polskie media obiegło niedawno nietypowe ogłoszenie w sprawie pracy. Lech Wałęsa, który od lat narzeka na problemy finansowe, zamieścił ogłoszenie na portalu flexi.pl. Reklamował się jako „doświadczony przywódca i świetny mówca”. Wałęsa podkreślał, że chce „dzielić się swoją wiedzą”. „Mimo, że mam emeryturę prezydencką, ale też czuję, że chcę się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem w budowaniu dobrego imienia Polski w świecie” – pisał.

Teraz o szczegóły tej sprawy został zapytany podczas rozmowy z Radiem ZET. – Dla mnie pieniądze były boczną sprawą, w ogóle mnie nie interesowały. A kiedy miałem pozycję dobrą, to same do mnie przychodziły (...). Rozdawałem, co miałem, no i teraz patrzę: no mnie nie starcza – opisywał Wałęsa. Przyznał, że miał spore zapasy i to mu wystarczało. Żyli z żoną na tyle rozrzutnie, że gdy były prezydent dostawał miesięcznie 5 tys. zł emerytury, żona wydawała 7 tys. zł. – Dzisiaj mi tam zostało chyba 5 tys. tylko na koncie – zaznaczył.

Prowadzący rozmowę poruszył też ciekawy wątek pogrzebu. Wałęsa deklarował bowiem w przeszłości, że jego pożegnanie powinno być krótkie. Teraz podtrzymał tamten apel: „Żadnych przemówień, króciutko, nie zawracać głowy, było, minęło.” O kwestię finansów Lecha Wałęsę zapytało również TVN. Były prezydent odpowiedział nawet na pytanie, co naprawdę najlepiej potrafi robić. – Dobre wrażenie przy robotach odpłatnych – zaznaczył.

 

Były prezydent Lech Wałęsa znany jest w ostatnim czasie ze swoich dość kontrowersyjnych wypowiedzi dotyczących m.in.: emerytury. Jak podkreśli, emerytura (w wysokości 6 tys. złotych), nie starcza mu na godne życie. Wskazał także, że przez pandemię koronawirusa nie może uczestniczyć w zagranicznych wykładach, za które dostawał niemałe sumy. Jak przypomina portal, w marcu ubiegłego roku były prezydent przyznał w rozmowie z "Super Expresem", że w związku z pandemią koronawirusa jego sytuacja finansowa jest ciężka. - Miałem wiele wyjazdów zaplanowanych. Miałem lecieć do Włoch, Niemiec, USA, w inne miejsca, i to mi wszystko padło niestety... I bankrutuję teraz. Bo ja dostaję 6 tys. zł emerytury, a żona wydaje co miesiąc 7 tysięcy - powiedział były prezydent. Zaznaczył wówczas, że "musi zarobić na utrzymanie siebie i żony". - Mam dużą rodzinę, dużo wnuków, dzieci. Rozdaję im pieniądze, a jaki mam wybór? Gnębią moją rodzinę przecież - dodał. W grudniu Wałęsa przyznał w rozmowie z Piotrem Witwickim, że jego sytuacja materialna niewiele się zmieniła. - W tym roku nikt nie dostanie ode mnie prezentu, bo jestem bankrutem - powiedział. Podkreślił, że najlepiej czuje się jako elektryk (to w tym kierunku kształcił się za młodu), dodając, że wciąż "pamięta prawo Ohma, prawo Kirchhoffa i jeszcze parę rzeczy". "Jeszcze z pół roku takiej sytuacji jak teraz, to pójdę z torbami i pod kościołem będę zbierał pieniądze, a z ostatniej pracy odszedłem, bo warunki były poniżej mojej wielkości potrzeb. Jeśli znajdziemy mi pracę, to znajdziemy też, co będę mógł tam robić" – dodał.

 

WO