Po pierwsze, media społecznościowe liczą sobie zaledwie kilkanaście lat. Facebook powstał w 2004 r., YouTube rok później, Twitter w 2006 r., a popularny dzisiaj TikTok w 2016 r. Łączenie więc z nimi przyszłości jest bardzo ryzykowne. Dobrze oddaje to przykład Naszej Klasy, polskiego portalu, który powstał w 2006 r., a więc w podobnym czasie co obecne światowe platformy. Rozwijał się niezwykle dynamicznie. Zrzeszał ludzi, którzy znajdowali swoje roczniki szkolne i dzięki temu odkrywali dawnych znajomych. Polscy twórcy sprzedali go szybko z olbrzymim zyskiem, inkasując 200 mln złotych. W latach 2015-2021 kontrolował go niemiecko-szwajcarski gigant Ringier Axel Springer. Pomimo to w tym roku ostatecznie upadł. To samo może stać się z Facebookiem i innymi platformami i to w bardzo krótkim czasie.

Młodzi ludzie poświęcają im jednak mnóstwo swojego czasu, nie tylko dla rozrywki, ale też szukając źródła zarobku. Wiele firm wymaga od pracowników przede wszystkim umiejętności poruszania się po mediach społecznościowych. To, co początkowo miało być sposobem komunikacji i miejscem rozrywki przerodziło się w gigantyczne źródła zarobku. Zarobki You Tube’a w 2020 r. osiągnęły astronomiczną kwotę prawie 20 mld dolarów, a Facebooka jeszcze ponad dwa razy więcej – ponad 55 mld dolarów. Facebook wyceniany jest zresztą nawet na bilion dolarów. Przy nim YouTube prezentuje się skromnie. W 2020 r. uważano, że jego wartość to „zaledwie” 170 mld dolarów. Facebook osiąga także rekordy, jeśli chodzi o wycenę giełdową – nawet 600 mld dolarów.

Są to astronomiczne kwoty, które sprawiają, że do mediów społecznościowych podąża exodus ludzi, którzy chce także na tym zarobić. Wyceny te są absurdalne, bo Facebook jest po prostu wirtualnym portalem internetowym, którego funkcje może przejąć w przyszłości inny portal albo portale. Nie ma on aż takich dochodów, żeby miał on tak kosmiczną wartość. Oficjalne szacunki i giełdowe wyceny pokazują jednak, jak bardzo media społecznościowe są doceniane przez współczesnych ludzi. Facebook jest więcej wart niż giganci paliwowi czy firmy surowcowe, które obiektywnie mają olbrzymie aktywa i możliwości. Dzisiejsi młodzi ludzie, którzy wiążą całą przyszłość z konkretnymi mediami społecznościowymi, mogą niedługo znaleźć się bez pracy i umiejętności. Okazać się może bowiem, że nie istnieje już to, co znali.

Po drugie, bycie „gwiazdą Internetu”, czyli popularnym influencerem, youtuberem, użytkownikiem mediów społecznościowych i twórcą w nich, często trudno utożsamić z wykonywaniem jakiejkolwiek pracy. Tymczasem już teraz pojawiły się nowe „zawody”, wśród których jeden polega na graniu w gry komputerowe/video i umieszczanie relacji z nich w Internecie. Jego najstarsi przedstawiciele w Polsce mogą pochwalić się 10-letnim doświadczeniem. Kiedy inni chodzą do pracy, oni codziennie siadają do grania, nagrywają to i dzielą się tym z innymi. Z biegiem lat zdobyli sobie grono fanów, subskrybentów i followersów, którzy śledzą ich poczynania. To przekłada się na pieniądze z reklam, którymi dzieli się np. YouTube. Do tego dochodzą pieniądze od firm, które reklamują się bezpośrednio na danym kanale czy wykupują patronaty. Poza tym osoby, które zyskały popularność w ten sposób, zakładają konta np. na Patronite – serwisie, który umożliwia przekazywanie wpłat dla danej osoby. W sumie, najbardziej przedsiębiorczy z nich mogą w ten sposób zarabiać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Powstaje tylko pytanie, jak długo ten proceder będzie jeszcze trwał i kim będą ci ludzie za kilka, kilkanaście lat.