List przytacza kilka faktów z życia prymasa, o jego dzieciństwie i zapaleniu płuc, na które zapadł w seminarium. Poza tym wspomina o jego odniesieniu do Matki Czackiej, która razem z nim będzie beatyfikowana. Odnajdujemy tam też krótką charakterystykę Kardynała. Czytamy: „Często Prymas ukazany jest jako człowiek walki z komunizmem. Ale to, co było jego priorytetem, podobnie jak u Matki Czackiej, to troska i walka o człowieka, o jego wolność, po to, by człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże, mógł jaśnieć pełnym blaskiem wolności, prawdy, miłości i przebaczenia. Dlatego tak bardzo troszczył się zarówno o wolność jak i świętość Kościoła i o dobro wspólne Ojczyzny, rozumiane jako respektowanie praw każdego Polaka”.

 

Z tego i innych fragmentów wyłania się obraz Stefana Wyszyńskiego jako bojownika o wolność praw człowieka, który nie wydaje się różnić wiele od współczesnych działaczy lewicowych poza tym, że bliski był mu Kościół, wierzył w Boga i czcił Maryję.

 

Czytamy dalej: „Szczególnie ważny etap w jego życiowej misji rozpoczął się wraz z nominacją na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego i warszawskiego oraz prymasa Polski, gdy wziął na siebie odpowiedzialność za dwie archidiecezje i cały Kościół w Polsce. W konfrontacji z totalitarnym systemem komunistycznym z jednej strony wzywał do włączenia się Polaków w odbudowę zrujnowanego przez wojnę kraju, a z drugiej napominał rządzących, by respektowali prawa człowieka”.

 

Tymczasem trudno przypuszczać, żeby Kardynał uznał, że najważniejsza jest dla niego troska o człowieka. Przy całym szacunku do niego, był wychowany w formacji przedsoborowej, w którym pełnienie woli Bożej było kluczowe. Autor listu cały czas koncentruje się na człowieku, szacunku do niego i zaufaniu mu:

 

„Kiedy przygotowujemy się do beatyfikacji warto postawić sobie pytanie – skąd czerpał do tego siły? Najpełniej dają na nie odpowiedź jego więzienne zapiski. Całkowicie zjednoczony z Bogiem, nieustannie z Niego czerpał, aby potem dawać innym. Ten zwykły człowiek otwarty na potrzeby innych, był niezwykły swoją wiarą, swoim zaufaniem Bogu i Matce Najświętszej. Był niezwykły swą miłością przebaczającą każdemu, nawet tym, którzy go uwięzili. Mimo doznanych krzywd – jak sam mówił – nie miał wrogów. Z jednej strony prymas bolał, że nie może wypełniać swojej biskupiej posługi, nie może brać czynnego udziału w życiu Kościoła i domagał się swoich praw, z drugiej zaś stwierdza, że przeżywa te trzy lata, jako szczególny dar Boga, który przygotowuje go na późniejszą trudną służbę Kościołowi i Polsce. Ta głęboka wiara w Opatrzność była źródłem jego zaufania człowiekowi”.

 

Trudno uznać, że jest to perspektywa katolicka. W dodatku list mógł powstać w oparciu o Wikipedię, bo tak mało w nim konkretów, przemyśleń i zrozumienia dla myśli Prymasa. Dlaczego nie wspomniano w nim, choćby w zarysie, o najważniejszych myślach Prymasa z zakresu Katolickiej Nauki Społecznej? Dlaczego nie wymieniono nawet z nazwy Społecznej Krucjaty Miłości? Dlaczego nie wskazano na jakieś konkretne ważne działania i decyzje, które podjął? Dlaczego nie przytoczono jego myśli dotyczących, jak być dobrym katolikiem?

 

Wierny, który niewiele wie o Prymasie poza kilkoma ogólnikami, po wysłuchaniu listu biskupów, nie będzie bogatsze o żadną wiedzę. Dalej będzie miał co najwyżej nabożny ale powierzchowny stosunek do Prymasa, lub, jak w przypadku wielu młodych, stosunek obojętny. Wynika to z tego, że pomimo wielu lat nie zrobiono w Kościele dość, by przemyśleć i zaprezentować dziedzictwo Prymasa. A teraz marnuje się kolejną okazję, którą można by wykorzystać w narodowych rekolekcjach z okazji tej beatyfikacji. Brakuje jednak biskupów tej miary co kard. Wyszyński.