30 września rano kobieta wyszła z domu opieki, w którym mieszka, i pojechała taksówką w kierunku stacji metra. Nie pojawiła się jednak w sądzie. Jeszcze tego samego dnia została zatrzymana przez policję i trafiła do aresztu. Furchner złożyła skargę dotyczącą aresztowania, a sąd zawiesił nakaz aresztowania i nakazał środki zabezpieczające. Według informacji niemieckich mediów, podejrzana miała nosić elektroniczną bransoletkę na kostce.

Kobieta ma stanąć przed sądem dla nieletnich, bo w chwili popełnienia przestępstwa miała 18 lat.

96-latka jest oskarżona o to, że w okresie od czerwca 1943 r. do kwietnia 1945 r. jako stenotypistka i maszynistka w komendanturze niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof pomagała kierownictwu obozu w systematycznym zabijaniu więźniów.

Irmgard Furchner była sekretarką komendanta obozu Paula Wernera Hoppego. To Hoppe decydował o egzekucjach i przygotowywał listy więźniów wysyłanych do Auschwitz.

Furchner była już trzykrotnie – w latach 1954, 1964 i 1982 – przesłuchiwana w postępowaniu przeciwko komendantowi obozu i innym oprawcom z SS. Jednak wtedy za każdym razem miała status świadka.

Oskarżona utrzymuje, że nic nie wiedziała o zbrodniach popełnianych w obozie.