Jak podaje bankier.pl, program „Zostań Żołnierzem Rzeczpospolitej”, który jest realizowany od 2017 r., będzie teraz funkcjonować na zmienionych zasadach, jak podaje portal Pulshr.pl. Te mają zostać uproszczone, a sam proces naboru do zawodowej służby wojskowej i służby kandydackiej ma być krótszy. Kluczowymi zmianami są te dotyczące czasu trwania pełnego szkolenia. W przypadku procesu na żołnierza zawodowego od złożenia wniosku i wypełnienia formalności do złożenia przysięgi ma upłynąć 140 dni. Do tej pory takie szkolenie trwało 190 dni. W przypadku szkolenia podstawowego na żołnierza rezerw zakoszarowanie ma trwać 30 dni, a nie jak przedtem 90. Po szkoleniu podstawowym wojsko umożliwia zapoznanie się z wolnymi stanowiskami, na jakie jest zapotrzebowanie i zatrudnienie się w armii.

 

Ułatwić formalności w aplikowaniu do wojska ma strona internetowa, przez którą można wysłać wniosek. Proces ma trwać maksymalnie 14 dni. Obejmuje on m.in. rozmowę kwalifikacyjną w Wojskowym Centrum Rekrutacji, testy psychologiczne oraz badania lekarskie.

 

MON dla studentów przewidziało możliwość uczestniczenia w szkoleniach na podoficerów. Program jest kierowany do każdego studenta uczelni publicznej oraz niepublicznej, który posiada obywatelstwo Polskie, otrzymał kategorię zdrowotną „A” podczas komisji wojskowej oraz nie był nigdy karany. To na uczelniach mają odbywać się zajęcia podzielone na szkolenie teoretyczne, trwające 30 godzin, oraz kilkanaście kursów zamieszczonych na platformie e-learningowej. Część praktyczna odbywać się podczas wakacji akademickich w dwóch turach po 6 tygodni. Obie tury kończą się egzaminem. Po wszystkim składana jest przysięga, a student otrzymuje tytuł kaprala rezerw.

 

Sytuacja, która ma miejsce na wschodzie wydaje się być coraz bardziej poważna. Premier Morawiecki mówił, że w ciągu ostatnich 40 godzin "Łukaszenko przetransportował ludzi bezpośrednio znad granicy polskiej do centrów logistycznych kilka kilometrów od tej granicy". - To najlepiej pokazuje, że ci ludzie (migranci - red.) są instrumentem w ręku władzy z Mińska - zaznaczył oceniając, że to "pierwszy element tej całej układanki".

 

- Jaki jest drugi element? To coś, co słychać coraz głośniej ze strony naszych sojuszników z NATO, a mianowicie: coraz większa obecność wojsk rosyjskich wokół Ukrainy, na Białorusi, wzdłuż granicy rosyjsko-białoruskiej, a także w Kaliningradzie, czyli w obwodzie kaliningradzkim. Ta obecność to instrument presji, ale jednocześnie instrument, który może być bezpośrednio użyty do bezpośredniego ataku. Wszyscy mamy tego świadomość, że to nie są tylko czcze pogróżki, że to już się zdarzyło - zdarzyło się w Gruzji, zdarzyło się na Ukrainie w 2014 roku, Donbas, Krym i może zdarzyć się niestety ponownie - oświadczył premier. Jako trzeci element wymienił "kryzys energetyczny wywołany przez Gazprom". - A Gazprom jest przecież oczywistym narzędziem w ręku Rosji i jednocześnie wspomagany przez Nord Stream 2 - mówił.

 

- Niestety to ryzyko się materializuje na naszych oczach. Mieliśmy rację. Przestrzegaliśmy naszych przyjaciół z Zachodu i niektórzy powątpiewali, czy rzeczywiście Nord Stream 2, gazociąg między Niemcami a Rosją, będzie takim instrumentem szantażu ze strony Kremla - to się właśnie dzisiaj dzieje na naszych oczach - stwierdził dodając, że ceny gazu rosną dziesięciokrotnie.

 

Do tematu sił rosyjskich szef polskiego rządu odniósł się też w mediach społecznościowych. "Niepokoi nas coraz większa obecność wojsk rosyjskich wokół Ukrainy, na Białorusi, wzdłuż granicy rosyjsko-białoruskiej oraz w Obwodzie Kaliningradzkim. To kolejny instrument, który może być użyty do bezpośredniego ataku" - napisał.

 

WO