Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzić w zamian za wypłacane świadczenia dla samotnych matek i wiecznie bezrobotnych niebieskich ptaków w trzecim pokoleniu nieodpłatne świadczenia na rzecz społeczeństwa. Przykładowo w postaci zbierania śmieci w lasach, czy sprzątania miast z psich kup. Wystarczyłoby dziesięć godzin tygodniowo, czyli dla normalnego, ciężko pracującego od 40 do 60 godz. tygodniowo człowieka tyle co nic. Już słyszę ten krzyk ludzi, którzy uważają, że "im się należy" i próbujących zagospodarować MOPS-ów jako elektorat polityków wszelakiej lewicy. Tymczasem roszczeniowa postawa wobec społeczeństwa i otoczenia to w naszym kraju norma. Jeden zap... (bo trudno to nazwać pracą) od świtu do zmroku za minimalną krajową. Drugi więcej "wyciąga" z MOPS-u, Caritasu, Banków Żywności i różnych biednych frajerów. I jeszcze uważa, że mu „się należy".

Już widzę tych meneli, którzy codziennie wystają pod sklepem wyczekując sponsora na alkohol i te biedne, samotne matki, które miały zdrowie, żeby urodzić siódemkę dzieciaków z siedmiu różnych nie znanych ojców biegnących po zaświadczenie do lekarza, że są niezdolni do pracy na rzecz społeczeństwa, nawet w tak minimalnym wymiarze. Ale skoro 67-latek z 50-letnim stażem jako robotnik fizyczny na budowie według rządu może jeszcze pracować, to chyba tym bardziej może to robić nigdy i nigdzie nie zatrudniona 30-letnia matka piątki dzieci, czy 40-letni menel, który nigdy w życiu żadną uczciwą pracą się nie hańbił. Alkoholizm to nie jest choroba uniemożliwiająca wykonywanie jakiejkolwiek czynności zawodowej. Tym bardziej lenistwo. Sam widziałem wielu zdeklarowanych alkoholików, którzy całkiem nieźle sobie radzili na budowach, jak Polska długa i szeroka.

A ponieważ poziom etyczno-moralny naszych lekarzy jest mi doskonale znany doskonale (i to jeszcze przed pandemią, która ich zdegenerowała jeszcze bardziej i rozpuściła, jak kwas zwłoki niektórych mafiozów), to proponuję, żeby te zwolnienia weryfikowali lekarze - orzecznicy ZUS-u. Ciekawe ile tych mamuś i meneli zrezygnuje z pomocy? Oczywiście te środki możnaby przeznaczyć, na tych którzy naprawdę potrzebują i regularnie co tydzień uczciwie przepracowują godzinowy ekwiwalent zasiłku.  

Problem jest tylko jeden - zawsze znajdzie się jakaś polityczna (i tu należy wstawić wszystkie możliwe obelgi) pragnąca zbić na tym kapitał i przejąć elektorat. I dlatego będzie twierdził, że im się wszystko należy: jedzenie, pieniądze, mieszkanie. A kto za to płaci? Pan, pani, ja, ty. Na pewno nie rząd, który nie ma żadnych pieniędzy, których wcześniej by nam w postaci podatków nie zrabował.

 

 

Piotr Stępień