Serial Stranger Things to horror dla dzieci i młodzieży z elementami humoru, który bazuje na pewnych motywach filmowych z lat 80. i 90. Mamy w nim do czynienia z grupką młodych ludzi, którzy grają w gry wyobraźni i słuchają kaset magnetofonowych. Żyjąc w małym miasteczku, odkrywają, że zostały w nim otwarte wrota do innego wymiaru. W tle mamy tajne eksperymenty wojskowe, zimną wojnę i potwory nawiązujące do postaci z horrorów, które pojawiały się w filmach w tamtym czasie. Na początku młodzi walczą z demogorgonem, później z Łupieżcą Umysłów, a w czwartym sezonie pojawia się Vecna.

Vecna, jak się dowiadujemy z fabuły, to był pierwotnie Henry Creel, chłopiec z nadprzyrodzonymi mocami, który od dzieciństwa przejawiał okrucieństwo. Kiedy zaczęto na nim eksperymentować, znienawidził ludzkość i po przegranej walce z Jedenastką, dziewczyną z równie nadprzyrodzonymi mocami, został wyrzucony do innego wymiaru, gdzie przeobraził się w potwora i otoczył innymi stworami.

Dla mnie już ten opis przypomina historię szatana, który nie był człowiekiem, ale dobrym aniołem (nadprzyrodzone moce też odróżniały Creela od zwykłych ludzi). Wśród naznaczonych Creel był prawie najpotężniejszy, jak Szatan wśród aniołów, ale przegrał walkę z podobnym sobie, jak szatan z Michałem Archaniołem. Podobnie jak szatan, Creel został wyrzucony ze swojego dotychczasowego świata, ale wraca do ludzi, aby panować nad nimi i robić im krzywdę.

Także sposób działania Vecny przypomina ten, który znamy z katolickich opisów postępowania szatana. Mianowicie Vecna opanowuje umysły ludzi, którzy z powodu doświadczonych traum, mają w sobie nienawiść, rozgoryczenie, wyrzuty sumienia, rozpacz. Vecna dostrzega u ludzi tylko zło i chce im wmówić, że nie ma w nich żadnego dobra. W jego świecie króluje przemoc, nie ma roślin i zwierząt, jest tylko mrok i pragnienie śmierci dla innych.

Vecna zna ludzkie myśli, przemawia do umysłu człowieka, siejąc w nim zwątpienie. Co więcej, opanowuje ludzi, czyniąc ich swoimi narzędziami i bramami, przez które dociera do innych. Przypomina to znowu szatana i opętanie.

Co też znamienne, jego głównym przeciwnikiem jest dziewczynka o nadprzyrodzonych mocach, która ma w sobie dobro. By go pokonać, musi jednak je w sobie odkryć, zobaczyć zło, którego doświadczyła i odciąć się od niego. Tym samym można powiedzieć, że serial realizuje zasadę św. Pawła: „zło dobrem zwyciężaj”.

Oczywiście, jest to tylko pewna interpretacja, której zapewne nie podzieli wielu młodych ludzi, którzy zostali już tak zlaicyzowani, że opowieść o złu jest dla nich tylko rodzajem horroru, fikcji i bajki. Zapewne część odczyta to inaczej, bo też i tak można, w kluczu raczej gwiezdnych wojen i New Age, że jest jakaś moc kosmiczna, którą można wykorzystać dobrze lub źle.

Sam fakt jednak, że Stranger Things tak jasno nazywa dobro i zło, pokazuje, że istnieje strefa mroku i światła, że nienawiść, zwątpienie, brak przebaczenia i gorycz zabija tego, który je odczuwa, już jest wartością. Może wiele osób zastanowi się chociaż nad tym, czy gdzieś tam nie ma jakiejś Vecny, osobowego zła, które na nas czyha i chce nas zniszczyć. Na plus jest także przedstawienie Związku Radzieckiego jako imperium zła i potępienie wszelkich eksperymentów na ludziach, pokazując, że cel nigdy nie uświęca środków. Chociaż w serialu razi wątek homoseksualnej dziewczyny, to jednak jest też motyw chłopaka, który marzy o posiadaniu sześciorga dzieci i nie jest to przedstawione jako coś złego. W dodatku pojawia się wątek przyjaźni jako niezwykle ważnej relacji, co w dzisiejszej kinematografii wcale nie jest takie oczywiste. Można więc śmiało powiedzieć, że pomimo pewnych mankamentów, Stranger Things to serial, który z lat 80. i 90. zaczerpnął nie tylko motywy, ale też wartości, które jeszcze wtedy promowano.