Najpierw przedstawię pewien punkt widzenia na tzw. grzech Adama, znany powszechnie jako grzech pierworodny człowieka wypędzonego z raju. Od razu podkreślam i wyjaśniam, że chodzi o połączenie kilku koncepcji naukowych i może to być – ale nie musi - tylko jedna z tysiąca możliwości, jakie pojawiły się dotychczas i zapewne wiele jeszcze się pojawi.

Czy chodzi więc z biologicznego punktu widzenia o grzech, czy raczej jest to pewnego rodzaju przenośnia albo interpretacja? Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak powstało życie na ziemi, to - co ciekawe - zarówno wyniki najnowszych badań naukowych i Biblia, zgadzają się ze sobą. Chodzi o to, że wraz z powstaniem życia nie powstała śmierć. Można więc powiedzieć w pewnym uogólnieniu i uproszczeniu, że na początku na ziemi istniało „życie wieczne”. Dalej drogi interpretacji teologicznych i naukowych znacznie się rozmijają. Według interpretacji teologicznych grzech przyszedł przez decyzję człowieka, jego świadomy wybór pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy posłuszeństwem a niesubordynacją. I oczywiście tym niewłaściwym był wybór człowieka, który wcześniej otrzymał wolną wolę. Jak zwykle jednak i tu też „diabeł tkwi w szczegółach”. W tym przypadku, nie pierwszy i nie ostatni raz, sprawa obija się o tłumaczenia oraz o interpretację tych tłumaczeń.

Tak więc, czy grzech przyszedł przez człowieka czy wraz z człowiekiem lub bawet w nim samym (człowiek posłużył jako nośnik grzechu, czyli śmierci). Jeśli założymy, że człowiek został, znów zgodnie z Biblią, stworzony w raju, a następnie umieszczony na ziemi (dziś ścierają się dwie główne koncepcje naukowe rozważające, czy rozmnażanie płciowe powstało na ziemi, czy przywędrowało z kosmosu) i od tego momentu zaczęła się śmierć, to ta właśnie śmierć, z miejsca, gdzie został człowiek stworzony (wyprodukowany, skonstruowany), została wraz z nim (lub w nim) przeniesiona na ziemię. Tak naprawdę, to niezupełnie wraz z człowiekiem, choć na przykładzie człowieka jest to dla nas widoczne najwyraźniej i najłatwiej trafia to do ludzkiej wyobraźni i świadomości, gdyż dodatkowo podkreśla nasze szczególne znaczenie i rolę na ziemi.

O co chodzi?

Aby to wyjaśnić musimy powołać się na wyjaśnienia naukowe. Okazuje się bowiem, że „nieśmiertelność” (istotne jest odpowiednie rozumienie tego terminu) można było przypisać wszystkim pierwotnym organizmom żywym – podział komórkowy (na przykład u bakterii) powoduje powstawanie identycznych kopii poprzednika. Z naukowego punktu widzenia nie ma więc mowy o śmierci, a o multiplikacji. W tym właśnie miejscu występuje różnica w interpretacjach biblijnych i naukowych. W nauce jednostkowość u organizmów pierwotnych nie istnieje. Jednostkowość, a więc związana z tym śmierć poszczególnych odrębnych osobników, jest kluczowa w rozumieniu umierania (śmierci) organizmów, jakimi są na przykład ssaki. Umierać bowiem mogą tylko indywidualne i unikalne jednostki i, jak wiadomo, indywidualność i unikalność nie jest wyłącznie domeną człowieka, ale także wszystkich innych organizmów rozmnażających się drogą płciową. To właśnie należy podkreślić – chodzi o rozmnażanie się w ten właśnie sposób. Tak więc „grzech pierworodny”, związany z rodzeniem osobników jednostkowych i unikalnych, odnosi się do rozmnażania płciowego w ogóle. Jeśli dalej pójść tym torem, to okazuje się, że sam termin „grzech pierworodny” nie odnosi się do winy człowieka, ale do samego procesu przenoszenia życia drogą płciową - pierworództwa.

Tutaj po raz kolejny pojawia się trudne pytanie - czy błąd w interpretacji jest przypadkowy czy zamierzony? Jeśli zaś zamierzony, to komu lub czemu ma on służyć? A może ktoś się pomylił, a ktoś później odkrywszy ten błąd nie był uprzejmy go sprostować? Dlaczego tak mogło być? To już bardzo skomplikowane pytania, a odpowiedzi na nie zdecydowanie przekraczają ramy tego tekstu.

No i przede wszystkim, co to wszytko może mieć wspólnego z lewactwem?

„Niewyobrażalny konformizm lewaków przeczy stworzonemu przez nich wizerunkowi niepokornych krytyków czy antysystemowców, ale z czysto socjologicznego puntu widzenia jest ogromną korzyścią dla lewicy i daje jej wielką siłę jako ruchowi politycznemu” – pisze w swojej książce „Dlaczego przestałem być lewakiem” Manfred Kleine-Hartlage. To znakomite opracowanie głębi duszy lewactwa i komunizmu, które szczerze każdemu polecam.

Z kolei w Apokalipsie św. Jana (Ap 3, 155-16) możemy przeczytać:

„Znam twoje czyny,
że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust.”

Innymi słowy Bóg wymaga od swoich wierzących radykalizmu, to po pierwsze. Kolejnym elementem jest odpowiedzialność. I tu wracamy do początku tekstu, kiedy Adam został zapytany, czy zjadł owoc z zakazanego przez Boga drzewa, skoro uświadomił sobie swoją nagość. Adam nie odpowiada: „Tak Panie, zjadłem. Jak mogę naprawić swój błąd?” albo „Czy mi wybaczysz?” To co widzimy natomiast w jego postawie to miganie się od poniesienia odpowiedzialności za złamanie zakazu, do którego się zobowiązał.

Jak jest z lewakami?

„Ideologia lewacka jest doktryną zbawienia z uzurpatorską ambicją definiowania, co jest dobre a co złe; to znaczy, jest ona świecką formą religii, nadużytą i wynaturzoną formą religijności” – pisze Manfred Kleine-Hartlage.

Innymi słowy można powiedzieć, że lewacy posiadają „kompleks Boga” i to oni chcą nadawać nowe prawa, które całkowicie nijak mają się do praw natury, do nauki, a przede wszystkim do racjonalnego myślenia. Wszystkie tego typu wymysły wcześniej czy później zderzają się z realną rzeczywistością i ponoszą porażkę, ponieważ życie samo je weryfikuje. Czy lewak przyzna się do błędu? Ależ skąd. A kogo za to obwini? „Głupich ludzi”, którzy nie pojęli jego idei, niewłaściwe czasy i wszystko inne byle odwrócić uwagę od siebie i swojej niekompetencji. Wszytko tylko po to, aby mógł on czuć się dobrze sam ze sobą oraz w swojej bardzo szczelnie zamkniętej bańce informacyjnej. Aby dalej był na topie, ponieważ posiada nieustanne parcie na szkło, które najczęściej określa jako „rozwój”.

Jakie są tego konsekwencje?

„Ceną tych dobrych uczuć i tych nowych doznań poznawczych jest wprawdzie postrzeganie społeczeństwa, które człowieka otacza, jako domu wariatów, kierowanego przez szaleńców, których choroba umysłowa polega na tym, że uważają się za psychiatrów. Natomiast właścicielami tego domu wariatów są przestępcy, którzy tych wariatów zaprzęgają do swoich niecnych celów” – wyjaśnia cytowany już Kleine-Hartlage.

Może właśnie dlatego Pan Bóg nie chciał dalej trzymać u siebie przestępców, ponieważ doskonale wiedział, co czego niechybnie doprowadzą kolejne rewelacje, odkrycia i „prawa Adama”?