Rusin napisała: "Głośno zaprotestowałam na lotnisku w stolicy Zambii, widząc obładowanych strzelbami myśliwych. Masowo poparli mnie pozostali odprawiani pasażerowie. Byliśmy oburzeni - wszyscy byliśmy w Zambii, by podziwiać naturę i dzikie zwierzęta, a na naszych oczach ładowano śmiercionośne sztucery, z których zabijano wcześniej lwy i lamparty".

Dodała też: "Coś we mnie pękło, nie wytrzymałam… Dzień wcześniej spędziliśmy godziny, przypatrując się parze lampartów dzielących się zdobyczą (to rzadkość, bo łączą się one w pary na krótko, wyłącznie w okresie godowym, a normalnie walczą ze sobą i o terytorium i o jedzenie). Moglibyśmy podziwiać te obłędnie piękne i coraz rzadsze dzikie koty bez przerwy. A tu jakieś nabzdyczone matoły przyjeżdżają z bogatszych krajów, żeby sobie, za śmieszne opłaty, pozabijać takie cuda! Po co? Dlaczego? Co Ci ludzie mają w mózgach? Ci byli akurat z (tu bez zdziwienia) Teksasu".

Jak widać Rusin chce nie tylko zbawiać wszystkich Polaków, ale też Amerykanów i cały świat. Tymczasem jest to popis zwykłego chamstwa, bo w Zambii polowania są legalne i stanowią ważne źródło dochodu dla tamtejszej społeczności.